PANDORA W LUSTRZE

„Kiedyś w Zakopanem – była zima, śnieg, kryształowe powietrze – Witkacy nakłonił mnie, bym poszła z nim do jakiegoś niezwykłego medium. Adres -  Krupówki, czas – noc.  Było to mieszkanie o brudzie i zaduchu tak spiętrzonym, że przerastającym fantazje o jaskiniach czarnoksiężników. Już po pierwszych słowach powitania gospodarz najspokojniej wziął flaszeczkę z morfiną, zrobił sobie zastrzyk potem to samo uczyniła jego chora żona. Wszystko razem zdało mi się koszmarem nie do zniesienia. Witkacy aż chichotał z radości widząc mój przestrach” – wspominała swe młode lata Stefania Zahorska.Prosta droga w dżungli Pisała wtedy o impresjonistach, ekspresjonistach i  kubistach. Witkacy uwiecznił ją żartobliwie w „Szewcach”, gdzie I Czeladnik zwraca się do II Czeladnika: „Ja, wicie Jędrek, znam Kretschmera z wykładów tej tam intelektualnej lafiryndy Zahorskiej w naszej Wolnej Wszechnicy Robotniczej”. Witkacy żartował z lewicowych poglądów młodej Zahorskiej i jej wykładów dla robotników na temat teorii niemieckiego psychiatry. Ale w artykule „O artystycznej i literackiej pseudokulturze” w 1926 r. pisał: „jedyną osobą, która u nas o malarstwie istotnie pisze, jest Stefania Zahorska, której analizy obrazów powinny być dla laików i krytyków przedrukowywane we wszystkich pismach polskich”. Malarz, projektant witraży i eseista Jan Głowacki (pseudonim Jan Laterański) pisał o niej: „Była jasną i prostą drogą w dżungli drapieżnej i często chaotycznej sztuki współczesnej”. Malarz
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze