Terapeutka i laptop

– Ależ proszę pana, punkt naprawy sprzętu elektronicznego jest za rogiem! – zawołała terapeutka.

– Naprawić to ja sam potrafię, ale mam tu problem medyczny – powiedział z niepokojem w głosie. – Podejrzewam, że mój mózg elektroniczny dostał świra.

– Co takiego?! – wykrzyknęła specjalistka, która z takim przypadkiem jeszcze nie miała do czynienia. – Czy ten aparat nie był przypadkiem topiony, rzucany pod pociąg i wieszany za ziobro?

– Gdyby tak było, już dawno zajęłaby się nim komisja śledcza. Nie, to jest normalny ludowo-postępowy komputer, który zwariował...

– Czy to możliwe?

– Teoretycznie to niemożliwe, ale praktycznie, wedle mojej prywatnej diagnozy, cierpi na czarnowidztwo połączone z zachwianiem lojalnościowo-odpornościowym – powiedział klient. – Nie chcę zresztą być gołosłownym. Dokoła dobrobyt, a on mi pisze, że kryzys. Nasza koalicja się pięknie rozwija, a on mówi o napięciach. Sondaże lecą w górę, a on twierdzi, że spadną. Wrzucam w wyszukiwarkę słowo „pitera”, a system sygnalizuje mi „kłopotek”...

– Komputer z wolną wolą! Niesamowite!

– Podejrzewałem, że hakerzy z opozycji wpuścili mi jakiegoś robaka – westchnął przybysz – „trajana” albo „pisielca”, ale chociaż odrobaczyłem za pomocą DDT, on dalej działa.

– Może po prostu pisze to, co w swoim elektronicznym móżdżku uważa za prawdę? – zasugerowała nieśmiało.

– Komputer polityka nie jest od prawdy, tylko od polityki – odparł niechętnie. – A jak mnie ktoś zajrzy przez ramię i pomyśli, że podważam koalicję? Że podważam gałąź, na której siedzę? Czy pani wie, że on potrafi się odpalić sam w nocy...

– Wiem, mojemu mężowi też się czasem odpala. Z różowymi stronami.

– Żeby to były różowe strony, to bym pani głowy nie zawracał. Ale on pisze do mnie „Waldku...” Bo mnie na chrzcie Waldemar dali, po Michorowskim, który był u nas dziedzicem, zanim go dziadek ze stryjem NKWD nie wydali, „...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: