Judasz tkwi w każdym z nas

W każdym z nas jest coś z Judasza. Nie cały Judasz, ale jego cząstka. Bo każdy z nas ma swoje ideały, pragnie je realizować, chce być wielki. Jednocześnie jest w nas ten element słaby, grzeszny, czasem także kłamliwy. Jest przeszłość, która nad nami ciąży. Czasem nam się wydaje, że któryś z tych niedobrych elementów przekreśla nas we własnych oczach, w oczach Boga, w oczach opinii publicznej. Zmagamy się z tą świadomością, pojawia się napięcie. Łatwo rehabilitować Judasza po to, żeby usprawiedliwić samego siebie, żeby nie trzeba było w sobie zmieniać tej cząstki judaszowej ani jej nawracać, a w końcu ją zaakceptować.

Judasz chciał być wielki?

Tak! Był zelotą, żydowskim patriotą. Chciał powstania przeciwko rzymskiej okupacji. Mesjanizm rozumiał jako zjawisko polityczne. Trudno mu było wobec tego zaakceptować Jezusa, który się poddawał, nie walczył, jawił się jako słaby i przebaczał nieprzyjaciołom. Początkowy zachwyt Jezusem przerodził się w rozczarowanie, zniechęcenie, wręcz nienawiść.

To by świadczyło o tym, że do zdrady Chrystusa popchnął Judasza fanatyzm. Tymczasem św. Jan pisze o nim po prostu, że był złodziejem. Trudno pogodzić fanatyzm z wyrachowaniem.

Wątek podkradania pieniędzy z trzosa pokazuje, że zło w człowieku stopniowo narasta. To tak, jak niteczki wystające z wełnianego sweterka: wystarczy jedna, żeby spruć cały sweterek. Judasz miał w sobie zgodę na nieprawość, taką furtkę, przez którą szatan wchodził i powiększał przestrzeń dla siebie. Gdyby Judasz nie podkradał, być może byłby bardziej odporny na pokusę zdrady.

Judasz wolał siebie

Skoro otwierał się na zło stopniowo, czy możemy wskazać jeden konkretny moment, w którym to zło wzięło w nim górę nad dobrem? A może Judasz od początku był zły?


Wszyscy apostołowie byli w jakimś sensie zagubieni. Większość z nich początkowo miała wizję Mesjasza jako silnego, odważnego...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: