Książki najważniejsze


Wyznam szczerze, jako nastolatek uwielbiający Dumasa z „Hrabią Monte Christo” i „Józefem Balsamo” na czele, niewiele czytałem literatury ambitnej. Mann mnie nudził, podobnie Dostojewski, jeśli już sięgałem po klasykę, to wolałem „Powiastki filozoficzne” Woltera, „Podróże Guliwera” czy świństewka Aretina. Wkurzali mnie bohaterowie Hemingwaya (zgadzam się tylko z jego opinią, że „Huckleberry Finn” Twaina to najlepsza powieść amerykańska) i dopiero odkrycie Steinbecka („Ulica nadbrzeżna”) oraz klimatów amerykańskiego południa z Caldwella i Faulknera sprawiło, że lubię powieść amerykańską do dziś.

Lektury szkolne czytałem, ale naprawdę musiałem dorosnąć i cokolwiek przeżyć,...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: