Polityczna poprawność niszczy brytyjskie kino

Dodano: 24/07/2009 - 41/2009 NGP
Poprzednie miesięczniki

Kadr z filmu „Powrót do Howards End” (1992)  w reż. Jamesa Ivory’ego, z czasów ambitnego kina brytyjskiego Obraz „Nic doustnie” (1997) Gary’ego Oldmana, jedna z produkcji wpisujących się w laburzystowskie hasło walki o „nowy”, „wspaniały” świat O ile obrazki z epoki premier Thatcher sygnalizowały jeszcze powszechny, niejako oficjalny punkt widzenia Anglików na temat monarchii, Imperium, obu wojen czy rodzącego się społeczeństwa wielorasowego, o tyle to,  pojawiło się na dużych ekranach pod nowymi rządami, było emanacją światopoglądu jednej tylko grupy – liberalnej klasy średniej, wciąż oglądającej się na „Kapitał” Marksa, antyamerykańskiej i zdecydowanie probrukselskiej. Nowe Kino Partii Pracy Jak wiadomo, wszystko zaczyna się od ideologii lub pieniędzy albo jednego i drugiego. Tak było i tym razem. Pani premier Margaret Thatcher miała wiele zalet, ale kino traktowała jako rozrywkę pospolitą i płochą, dofinansowywała wprawdzie Covent Garden, Royal Shakespeare Company i muzea, ale nie było mowy o funduszach dla filmu. Lata 80. były zatem dla tutejszego przemysłu filmowego bardzo dramatyczne, w londyńskich studiach produkowano od 23 do 27 obrazów rocznie, a tutejsi reżyserzy i aktorzy emigrowali za Atlantyk w poszukiwaniu chleba. Labour Party (Partia Pracy) Tony’ego Blaira lepiej rozumiała rolę kina w politycznej propagandzie i szybko zadbała o finanse dla kinematografii. Nastąpiła reorganizacja całej struktury, powstał Film Council, rodzaj komitetu
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze