Rock w blasku krzyża

Mocne uderzenie w kościele Patronem symbiozy rockowo-katolickiej jest w Polsce ksiądz Leon Kantorski. Wieloletni proboszcz parafii pod wezwaniem św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej na początku lat siedemdziesiątych otworzył wrota świątyni przed muzyczną młodzieżą zafascynowaną mocnym uderzeniem. Podczas mszy zespół big-beatowy był stałym gościem i to bynajmniej nie mało istotnym. Ze współpracy księdza Kantorskiego i  Czerwono-Czarnych narodziła się bardzo interesująca płyta Pan przyjacielem moim.  Tak wyglądały początki. Ruch „sacrosongowy” – jak go ćwierć wieku temu definiowano – rozwijał się powoli. Zapewne z powodu działań wiernych, zirytowanych wyglądem i odzieniem młodocianych muzykantów akompaniujących kapłanom. Dopiero po 1989 r. koegzystencja muzyczno-religijna została zaakceptowana. Chociaż trudno nie zauważyć, że źródłem boomu religijnego rocka częstokroć bywa koniunkturalizm. Jak wyjaśnić bowiem to, że z Biblii coraz częściej korzysta wielu rockmenów, którzy wcześniej z niejednego przecież pieca chleb jedli?  Bliskość Boga Dla artystów chrześcijańskiego rocka sukces ma znaczenie drugorzędne. Przede wszystkim liczy się to, by jak najwięcej słuchaczy powróciło na drogę wyznaczoną przez Dekalog. Kształtują więc repertuar stanowiący świadectwo doświadczenia bliskości Boga. Ufają, że Chrystus jest miłosierdziem i nieskończoną miłością. I pragną się tym dzielić z audytorium. – Drogę muzyczną rozpocząłem w świeckich formacjach, gdzie grałem
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze