Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Pop-psychologia – znak naszych czasów czy ludzka potrzeba nadziei?

Dodano: 04/01/2024 - Numer 209 (01/2024)
fot. AdobeStock
fot. AdobeStock

Mimo że idea samorozwoju sama w sobie jest dobra, to jednak kierując się w nim wskazówkami pop-psychologii, możemy czasem zrobić sobie więcej szkody niż pomóc.

Psychologia coraz odważniej wkracza do naszego życia. Można to wręcz uznać za znak naszych czasów. Coraz bardziej popularne, nie tylko w biznesie, lecz także w życiu prywatnym są porady psychologiczne, które coraz częściej podpowiadają nam, jak żyć, jak wybrać osobę, z którą stworzymy różnego typu związki, jak być lepszym i skuteczniejszym w pracy. Niezwykle ważne stały się samorozwój i nieustanne doskonalenie, które po części są osiągnięciem, a po części wymogiem kapitalistycznego świata z jego koniecznością nieustannego wyścigu z innymi o lepsze życie i lepsze stanowisko pracy oraz powszechną presją na bycie coraz bardziej konkurencyjnym. W tych warunkach wiedza o sobie, w tym wiedza o własnej psychologii, staje się wymogiem, który każdy z nas musi brać pod uwagę. Czy jednak to, co serwowane jest nam jako porada psychologiczna, w istocie nią jest?

Kompetencje współczesnego człowieka

Psychologia, czyli – jeśli odniesiemy się do greckiego źródłosłowu – „nauka o duszy”, to dziedzina badająca mechanizmy i prawa rządzące psychiką oraz zachowaniami człowieka, a także wpływ zjawisk psychicznych na interakcje międzyludzkie oraz interakcję z otoczeniem. Skoro zatem psychologia to dyscyplina naukowa, akademicka, psychologiem stać się można jedynie po ukończeniu studiów magisterskich na kierunku „psychologia” na uczelni wyższej. Niestety nie wszyscy tak uważają. Otoczeni jesteśmy uproszczonymi, szeroko dostępnymi i łatwo przyswajalnymi dla masowego odbiorcy teoriami, które stylizują się na psychologiczne, a tak naprawdę wcale nimi nie są lub są jedynie w zarysie i wielkim uproszczeniu. Jednak ludzie sięgają po tę psychologiczną „papkę”. Dlaczego? Bo tego potrzebują, zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym. Bo wymaga się od nich, w życiu osobistym i zawodowym, czegoś, czego wcześniej nikt ich nie nauczył.

Ostatnimi czasy zmieniły się wymagania kierujących firmami względem swoich pracowników. Mniej się już mówi w pracy o tzw. kompetencjach twardych, a więc znajomości dziedziny, w której się pracuje, a coraz większego znaczenia nabierają tzw. kompetencje miękkie. W ich skład wchodzą m.in.: znajomość zasad dobrej komunikacji, zdolność do zarządzania własnymi emocjami, umiejętność współpracy i rozumienia innych oraz negocjacji z nimi, które umożliwiają pracę w wielkich zespołach ludzkich, z jakimi mamy do czynienia w dużych firmach. Stąd aby utrzymać się na rynku pracy, potrzebujemy rozwijać swoje umiejętności społeczne oraz inteligencję emocjonalną, w czym niewątpliwe pomóc nam mogą zaopatrzeni w wiedzę specjalistyczną psychologowie.

Standardy optymalności i ogólnego dobrostanu oraz skuteczności zaczynają przenosić się z dziedziny życia zawodowego także na obszar życia prywatnego, gdzie również oczekuje się od nas skuteczności, efektywności i sukcesów. Nowoczesne kryteria dobrego życia określają go jako atrakcyjne, satysfakcjonujące i produktywne. Utylitarystyczne dążenie ogólne do szczęścia podkreśla i podsyca w nas ambicje do tego, abyśmy na każdym kroku byli pozytywnymi ludźmi, byli „cool”. I tutaj pojawia się nadzieja, którą dla wielu przynosi psychologia – że praca nad sobą nas zmieni, poprawi nas tak, że staniemy się lepszą wersją siebie, nie tylko dla samych siebie, lecz przede wszystkim dla innych, że odnajdziemy się i zyskamy uznanie w świecie, który dość brutalnie wyklucza ludzi, którzy nie przystają do wymaganego ideału pozytywności. Ta nadzieja może być niepłonna, jednak na drodze do tej lepszej wersji siebie czyha na nas wiele niebezpieczeństw i zagrożeń. Praca nad sobą jest ważna, to nie ulega wątpliwości, warto jednak mieć na uwadze, że nie każda „psychologiczna” porada rzeczywiście nią jest i nie każdą „prawdą”, wyczytaną z książki bądź internetowego portalu czy zasłyszaną na „mądrym” wykładzie warto się w swym życiu kierować.

Pop-psychologia a wiedza psychologiczna

W ten ogólny trend doskonale wpisuje się tak zwana psychologia popularna, czyli pop-psychologia. Najczęściej jest ona kojarzona z setkami poradników w księgarniach, które dają w pigułce wiedzę, nie zawsze profesjonalną, jak mieć to, co pragniemy osiągnąć w niemal każdej dziedzinie naszego życia. Można znaleźć w nich stosy rad i sposobów na to, jak być dostatnim, szczęśliwymi i spełnionym we wszystkim i mimo wszystko. Rady te podane są często w przystępny sposób oraz poparte wieloma badaniami, których rzetelności przecież laicy nie sprawdzają. Liczy się to, co książka obiecuje i że kryje się za nią rzekomy profesjonalizm i rozległa wiedza autora, której czasem brak, ale to też nie jest zawsze brane pod uwagę. Książki mają bowiem trafiać w potrzeby odbiorców i na ogół trafiają, gdyż presja na bycie pozytywnym jest tak duża, że książka, która zapowiada łatwy sposób na tę „pozytywność”, jest dla większości zwolenników samorozwoju łakomym kąskiem. Ponadto pop-psychologia może być łączona z duchowością czy z fizyką kwantową, które mają dać jej grunt dla podbijania serc wielu ludzi, którzy nie wytrzymują presji czasów i często w głębokim kryzysie sięgają po metody, które mają odmienić ich życie, uzdrowić w nim wszystko i sprawić prawdziwe cuda.

Pop-psychologia wzbudza skrajne emocje. Choć wydaje się, że lepiej, że jest, niż żeby jej nie było, to jednak, kreśląc powyższy obraz jej pojawiania się, nie można również nie dostrzegać, że może być ona również pułapką. Rzetelna i naukowa psychologia niewątpliwie jest nauką mogącą wiele zaoferować ludziom, a nawet realnie zmienić ludzkie życie na lepsze, dzięki rozumieniu i przepracowaniu destrukcyjnych czy nieproduktywnych mechanizmów w naszym życiu. Jednak pop-psychologia operuje często dużymi uproszczeniami wiedzy psychologicznej, przywołuje i nie weryfikuje wielu mitów, w przeciwieństwie do samej psychologii, na temat tego, jak działa człowiek, jak działają jego emocje oraz na czym opiera się całość ludzkiej psychiki. W psychologii mamy wiele modeli i kierunków, które różnie definiują zjawiska z zakresu ludzkiego życia i jego psychiki. W pop-psychologii często promuje się tylko jednostronne ujęcia i rozwiązania, nie biorąc pod uwagę całej indywidualnej komplikacji ludzkiego życia. Nawet jeśli mamy do czynienia ze słusznymi i adekwatnymi poradami, to jest wątpliwe, że konkretny człowiek, z własnymi obciążeniami i uwikłaniami życiowymi, będzie w stanie je zastosować i wprowadzić w swoje życie. Takie poppsychologiczne poradniki są trochę jak placebo. Nie zawsze leczą one rzeczywistą dolegliwość, lecz przez chwilę dają nadzieję, że ją wyleczą i pozwalają dzięki temu poczuć się choć na krótki czas lepiej.

Pułapki samorozwoju

Mimo że idea samorozwoju sama w sobie jest dobra, to jednak kierując się w nim wskazówkami pop-psychologii, możemy czasem zrobić sobie więcej szkody niż pomóc. Przede wszystkim nacisk położony na słowa klucze: pozytywne myślenie, asertywność, wizualizację, utrzymywanie nadziei za wszelką cenę, nieograniczone możliwości, słuchanie intuicji i ciała – czasem źle zrozumiane, mogą wyrządzić więcej zamieszania w naszym życiu, niż wprowadzić w nim zmiany na lepsze. Prześledźmy pułapki tych mitycznych słów używanych w samorozwoju.
Mit pozytywnego myślenia. Niewątpliwe pozytywne nastawienie wiele zmienia w naszym życiu i czasem prowokuje nas do pracy nad wprowadzeniem dobrych zmian. Jednak tylko pozytywne myślenie możemy zachować w sytuacji, gdy nasze życie układa się nader pomyślnie i nie przeżywmy właśnie poważnego kryzysu życiowego. W przeciwnym razie bowiem pozytywne myślenie jest formą oderwania od rzeczywistych i realnych sytuacji, z jakimi się borykamy, i nie sprawia, że się konfrontujemy z tym, co jest, ale staje się raczej myśleniem życzeniowym i ucieczką od siebie, które służą wyparciu niechcianych trudnych uczuć.

Asertywność. Jest ona pożądana dla osób, które mają trudności w mówieniu „nie” i podporządkowują notorycznie swoje potrzeby otoczeniu. W odwrotnej sytuacji podążanie tylko za swoimi potrzebami, bez brania pod uwagę potrzeb drugiej strony, może świadczyć raczej o tym, że jesteśmy zbyt egocentryczni, nie zaś asertywni, odmawiając pomocy ludziom, którzy jej potrzebują faktycznie.
Wizualizacja. Jako taka pozwala nam określić nasze cele, ale samo ich wyobrażenie nie mówi nic o ich spełnieniu. Do tego, aby się one spełniły, potrzebne są nasze działanie oraz odpowiednie okoliczności.

Nadzieja. Jest ona ważnym motorem naszych działań, ale również nie możemy jej odczuwać wbrew rzeczywistym doświadczeniom i za wszelką cenę. Czasem trzeba odrzucić nadzieję na pojawienie się wydarzeń, które nie rokują, i skierować swoją energię na inne, mające szansę spełnienia aktywności.

Nieograniczone możliwości. Wiedza o sobie to wiedza raczej o tym, co dla nas możliwe, i o tym, co niemożliwe, a więc świadomość własnych ograniczeń. Uważanie, że nasze możliwości są nieograniczone, jest iluzją, w dodatku może być niebezpieczne, a nawet niedorzeczne, tak jak skok z urwiska człowieka, który uznał, że może latać.
Słuchanie intuicji. Nie zawsze wiemy, co jest prawdziwym głosem intuicji, a co wynika z naszej nieświadomości i stanowi wyparte przez nas przekonania i uczucia, dlatego ryzykowane jest podążanie za wszystkim, co pojawia się w naszej świadomości.

Ciało. Jest ważną skarbnicą wiedzy o naszym stanie, ale nie tylko ono przecież oferuje nam prawdę o nas samych. Słuchanie siebie to coś szerszego i nie ogranicza się tylko do słuchania swojego ciała. Czasem trzeba również posłuchać ludzi wokół siebie, aby dowiedzieć się czegoś o sobie.

Bądź sobą, czyli kim?

Wszyscy, jako istoty ludzkie, potrzebujemy ogólnego systemu wartości pozwalającego nam na orientację w tym, jak żyć należy i co jest właściwe, a co takim nie jest, a także konkretnego systemu wskazówek, porad, zaleceń i zakazów przydatnych do codziennych wyborów, decydujących o własnym zachowaniu i postępowaniu. Jednak hasła typu: „Kochaj siebie”, „Nieważne, że inni ciebie nie lubią, ważne, byś ty lubił samego siebie”, „Jestem wspaniałym człowiekiem, ponieważ twierdzę, że tak jest”, „Dbaj o swoje granice”, „Twoje potrzeby są najważniejsze”, „Bądź dla siebie wyrozumiała” i wszystkie inne zdobiące konta nie tylko portali społecznościowych promujących self-love, z pewnością nimi nie są. Powiedzieć można – za W. K. Kilpatrickiem – że „psychologia popularna, jak większość imitacji, nie jest w stanie wywiązać się ze swoich obietnic”. Obiecuje zaś wiele. To jednak, kim jestem i kim się stać mogę, wymaga wiedzy, której pop-psychologia nie może, i tak naprawdę nie chce, nam zapewnić.

 

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze