Koniak z generałem Kiszczakiem

Poprzednie miesięczniki

Wałęsa nie wierzył już w strajki, Kiszczak się ich bał Uznano mnie „za niebezpiecznego”, bo umiałem w sytuacjach krytycznych przekonać ludzi argumentami. Jednak znalazłem się wśród uczestników przyszłego „okrągłego stołu”. Po udanym strajku w krakowskiej Hucie w sierpniu 1988 r. i wznowieniu jawnej działalności przez naszą hutniczą Solidarność zostałem legalnie wybrany ogromną większością związkowych głosów – jako przedstawiciel jednej z największych wówczas w całym kraju organizacji „S” – do spodziewanych negocjacji ze stroną partyjno-rządową. Osobiście po sierpniowym strajku byłem jednym z działaczy „S” zupełnie pewnych, że fala strajkowa narasta i tym razem komunistów zmiecie. Generał Kiszczak był niewątpliwie tego samego zdania i właśnie tego się obawiał. Dlatego z jednej strony przeciwko naszemu strajkowi w Hucie wysłał wyjątkowo liczne siły ZOMO i brutalnie nas spacyfikował, z drugiej zaś – sam przyjechał do Krakowa i rozpoczął rozmowy z kardynałem Macharskim oraz z przedstawicielami środowisk intelektualistów. W rozmowach tych zaprezentował postawę inną niż wobec strajkujących – był koncyliacyjny, dążący do dialogu. My otrzymaliśmy wyraźny sygnał od Lecha Wałęsy, że koncepcja jest odmienna niż masowe strajki przeciwko władzom PRL. Mieliśmy negocjować. Po zdławieniu strajków w Nowej Hucie, Stalowej Woli i w śląskich kopalniach Kiszczak, znając poglądy i nastroje załóg, zwłaszcza w dużych zakładach pracy, bardzo liczył się z nurtem robotniczym w
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze