Nasz oręż

Czasami zdarza się, że zazdroszczę muzułmanom. Czego? Ich bezkompromisowego stanowiska w sprawie swojej wiary, świętości i zasad. Nie mówię, żeby od razu podrzynać gardła durniom, którzy profanują kościoły i atakują nabożeństwa, ale nie mogę zgodzić się z pełną bezkarnością wobec atakującej nas barbarii. Ostatnio przekroczono kolejny Rubikon w kwestii szargania świętości. Ugodzono w postać Jana Pawła II. Jakiś czas łudziliśmy się, że ogłupione bydło przynajmniej Jego nie odważy się zaatakować. Szacunek do Karola Wojtyły nie wynika przecież jedynie z przesłanek religijnych. Niewierzący patrioci szanowali Go za niebywałe zasługo dla wyzwolenia Polski i Europy z jarzma komunizmu, intelektualiści doceniali Go w wymiarze intelektualnym – mój nieżyjący ojczym, lewicowiec i kolega akademicki Lolka, jeszcze w latach 60. twierdził, że to największy umysł, jaki wydała Polska, a zwykli ludzi doceniali Jego zmaganie z chorobami, ze starością, ze śmiercią. Jego „papiestwo bezpośredniego kontaktu” skierowane było na cały świat, Jego otwarcie wobec młodzieży stało się zobowiązaniem dla następców. W świecie odartym z charyzmy i powagi był dla nas prawdziwą latarnią morską.  Czy popełniał błędy? Zapewne. Był jedynie człowiekiem. Ale na ile wynikały one z niedoinformowania, a na ile z niemożności wygrywania wielu wojen naraz? Zwycięstwo z komunizmem okazało się łatwiejsze niż przeciwstawienie się fali laicyzacji, ateistycznej propagandy, cywilizacji śmierci. A także grzechom
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze