Mikroprzekaz

Kampania wyborcza, podobnie jak wojny, powoduje rozwój nowych technologii walki. Jedne okazują się przestarzałe i mało efektywne, inne wchodzą na rynek, decydując często o niespodziewanym zwycięstwie.

Nie wolno lekceważyć żadnych metod przekazu, ale wyraźnie widać, w jakim kierunku się rozwijają. W ostatnich wyborach największy sukces osiągnęły partie, które miały dostęp do największych mediów. Jednak to okazało się niewystarczające. Wsparcie największych mediów dawało sukces wtedy, gdy zostało uzupełnione bezpośrednim kontaktem z wyborcą. Przy 18 milionach głosujących i około 30 milionach uprawnionych do głosowania wcale nie jest to proste, nawet jeżeli w wyborach biorą udział tysiące kandydatów. Niemniej skuteczność walki, na przykład na tej samej liście, wyraźnie zależała od bezpośredniego kontaktu z wyborcami.

Klasycznym przykładem mikroprzekazu jest spotkanie na ulicy. Kandydaci wykorzystują do tego rozdawanie ulotek czy innych wyborczych materiałów. Niemniej ulotki same w sobie wielkiej roli nie odgrywają, co nie oznacza, że są bez znaczenia. Większy wpływ daje jednak możliwość spotkania kandydata, uściśnięcia mu ręki i zamiany kilku słów. Nie mamy ochoty głosować na anonimowych ludzi, wybieramy tych, których poznaliśmy. W przypadku najbardziej znanych nasycenie informacją z mediów jest tak duże, że stają się oni jakby częścią naszej rodziny, mimo braku realnego kontaktu z nimi. Z inną sytuacją mamy do czynienia, gdy kandydat jest mało znany. Wtedy niemal kluczowe dla wyborcy jest to, czy miał okazję do bezpośredniego kontaktu z politykiem. Sprawa jest na tyle istotna, że sztaby wyborcze wręcz stają na głowie, by takie wrażenie stworzyć. Doskonałą okazją do dotarcia do wyborców, oprócz rozdawania ulotek, jest wiec. Oczywiście przemowa do kilkudziesięciu czy kilkuset osób nie jest kontaktem bezpośrednim, ale daje do tego sposobność. Można to zrobić w formie odpowiedzi na zadawane pytania czy osobistej rozmowy po...
[pozostało do przeczytania 40% tekstu]
Dostęp do artykułów: