Czym jest... pycha

W Kościele katolickim pycha (łac. „superbia”) zajmuje pierwsze miejsce pośród grzechów głównych. Nie bez powodu, bowiem to z niej powstają wszystkie inne grzechy, o czym wielokrotnie mówi Pismo Święte. Grzegorz Wielki nazywał pychę „królową i matką wszystkich wad”, a św. Ignacy z Loyoli – „korzeniem wszelkiego zła”. Także dla św. Tomasza z Akwinu jest czymś więcej niż jednym z „peccata capitalia” – uznawał ją za źródło pozostałych grzechów głównych, a zwłaszcza próżności, jednej z pierwszych jej skutków. Od średniowiecza, kiedy tematykę grzechów głównych – czy też raczej wad, ustalonych i „wyćwiczonych” skłonności do złego – dogłębnie rozważano, minęło wiele wieków, ich problem jednak nie zniknął. Wręcz przeciwnie.  Pycha ma się w dzisiejszych czasach bardzo dobrze. „Będziesz jak Bóg”, najstarsza z pokus, przybiera dziś wiele form i przywdziewa różne maski.

Pycha to grzech intelektu i ducha, zarzewie zła. Wynika z niewłaściwej oceny samego siebie, przeceniania własnych możliwości i osiągnięć, prawdziwych bądź urojonych, ze swoistego rozdęcia w samopostrzeganiu. Człowiek pyszny uważa się za lepszego od innych; mając zaś w swym mniemaniu wszystko, uznaje, że nie potrzebuje nikogo. Także Boga, gdyż samego siebie stawia na Jego miejscu. Pycha, będąc otwarciem na iluzje co do własnej wartości, wiąże się z poniżaniem wartości innych, a nawet z radością z ich niepowodzeń i nieszczęść. Zawiera się w niej również oczekiwanie na uwielbienie, czyli czynienie z samego siebie wartości absolutnej. Bywa przy tym niekiedy tak przewrotna, iż potrafi skryć się za fałszywą pokorą.
Pycha to nieuporządkowana miłość do samego siebie. W swej istocie jest zaprzeczeniem miłości, która pragnie widzieć ludzi – także samego siebie – takimi, jakimi naprawdę są. Miłowanie samego siebie jest jednak trudne, dlatego łatwo przeradza się w swoje karykatury. A przecież nie kochając samego siebie, nie będziemy w stanie prawdziwie pokochać drugiego. Dlatego też pycha...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: