Europa w zadyszce

Europa może mieć wielką przyszłość, ale o to „jutro” trzeba zadbać. Unia dostała dzisiaj zadyszki i musi z tego wyciągnąć wnioski.

Dosyć szybko ogłoszono początek końca Unii Europejskiej. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE, wstrząsy we Francji, krach polityki imigracyjnej sprawiają wrażenie schyłku naszego kontynentu. Coś rzeczywiście pękło i pewnie czekają nas duże zmiany. Jak na razie nie widać, aby główne państwa Unii się na nie szykowały. To jednak nie znaczy, że ich nie będzie. Będą albo kontrolowane, albo żywiołowe. Parodia polityki w wykonaniu formalnie najważniejszych urzędników UE pokazuje, w jakim punkcie znalazła się ta skądinąd bardzo młoda organizacja. Trzeba na sprawę spojrzeć jednak dużo szerzej. Unia tak naprawdę dopiero powstała, jej poprzedniczka – EWG – nie była tym samym. Na co innego kładła nacisk i co innego przyniosło jej sukces. Unia Europejska istnieje krócej niż jedno pokolenie. To zbyt mało czasu, by przesądzać o szansach na przetrwanie czy nawet oceniać jej realny dorobek. Dosyć zabawnie wygląda wymaganie patriotyzmu od organizacji, która dla wielu z nas jest młodsza od naszych dzieci. To zaczadzenie płytką ideologią. To nie znaczy, że wspólna organizacja europejska nie ma sensu. Ma, i to ogromny. Przede wszystkim wielkim sukcesem jest otwarcie granic. Wolny przepływ towarów, usług i ludzi dał milionom obywateli swobodę wyboru swojego życia i względny dobrobyt. Trochę słabiej wypadają – choć mimo wszystko na plus – inwestycje infrastrukturalne. Liczy się nacisk na budowę połączeń transportowych. Do dobrych inicjatyw można zaliczyć też wspomaganie biedniejszych regionów. Jednak kolejne pomysły należy uznać za porażki. Unijna polityka rolna wspiera realną dyskryminację krajów słabiej rozwiniętych. Solidarność unijna nie istnieje, a praworządność stała się narzędziem uprawiania polityki imperialnej przez najsilniejszych.

Czy wobec tego należy dążyć do likwidacji UE? Oczywiście że nie. Albo się sama...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: