Inteligenccy durnie z targowicy

Kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej, odczytano to jako rzecz wspaniałą. Skoro jest coś tak wspaniałego, co nam się przytrafiło, to strażnicy tego stanu są z urzędu naszymi największymi przyjaciółmi. Dla polskiej targowicy są nimi z urzędu instytucje europejskie, niezależnie od tego, co by robiły i jak bardzo by Polsce szkodziły, a także najmocniejsi gracze europejscy, czyli Niemcy i Francja. Ilekroć dochodzi do konfliktu między rządem polskim a Komisją czy między rządem polskim a rządami niemieckim czy francuskim, to polska targowica zawsze – powtarzam, zawsze – będzie popierać tę drugą stronę i nigdy nie stanie w obronie rządu polskiego – mówi prof. Ryszard Legutko, filozof i eurodeputowany PiS, w rozmowie z Piotrem Lisiewiczem.Targowica – to słowo pojawia się w polskim życiu politycznym częściej niż jeszcze niedawno. I już nie jest traktowane jako wyzwisko, lecz definicja postawy jednego z obozów politycznych. Na ile jest ona uprawniona? Słowo „targowica” pojawia się często w publicystyce jako symbol jednoznacznej, skrajnie oburzającej zdrady. Tymczasem nie wyglądało to tak ani wtedy, czyli pod koniec XVIII wieku, ani później, ani dziś. Pamiętajmy, że Polska kilka wieków temu stała się raczej przedmiotem niż podmiotem politycznym, tak było na pewno już od początków XVIII wieku. Pojęcia „targowica” używam więc w sensie szerszym, opisowym, odnoszącym się do tego notorycznego naszego uzależnienia politycznego i mentalnego od obcych podmiotów
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze