Zwyczajni zdrajcy

Na temat konfederacji targowickiej krąży u nas wiele bałamutnych opinii. Wbrew pozorem nie był to żaden tajny spisek grupy ludzi obłąkanych jakąś wizją świata w rodzaju masonerii, nie była to też grupa agentów Petersburga nasłanych na Polskę, aby ją wcielić do imperium. Konfederaci brali oczywiście forsę z zagranicy, ale raczej dla zasady niż z powodów materialnych. Ich przywódcy byli bogatsi od swych rosyjskich kolegów, nie mówiąc już o Prusakach. A zatem kim byli? We własnym mniemaniu polskimi patriotami, jak Jan Suchorzewski gotowymi poświęcić własnego syna, aby tylko nie dopuścić do uchwalenia Konstytucji 3 maja, obywatelami Rzeczypospolitej, którzy chcieli, by „było, jak było”. A było im dobrze! Silne państwo z udziałem szerszych środowisk społecznych w sprawowaniu władzy nieuchronnie musiałoby podkopać ich pozycje. I tego się bali. Podobnie jak obawiali się wpływów rewolucyjnej Francji i możliwości implantowania nad Wisłę gilotyny, co przy mentalności Polaków było raczej niewykonalne. Targowiczanie grzeszyli na wielu płaszczyznach, dla mnie jednak podstawowym ich grzechem był brak politycznej wyobraźni, niemożność przewidzenia konsekwencji swych czynów. A przecież ledwie 20 lat mijało od pierwszego rozbioru Polski i z grubsza wiadomo było, do czego są zdolni nasi sąsiedzi i jakie reguły panują w państwie „Semiramidy Północy”. Przed wiekami bojarstwo litewsko-ruskie garnęło się do Polski i akceptowało unię lubelską, ponieważ Rzeczpospolita zapewniała im
     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze