Czarny sen Moskwy i Berlina

Odrodzenie silnej i niepodległej Rzeczypospolitej jest czarnym snem Moskwy i Berlina. Przez ostatnie wieki dusiły taką szansę militarnie, a kiedy nie było to możliwe, wpływami swoich służb. Dzisiaj interwencja militarna ze strony Niemiec nam nie grozi, natomiast Rosja, otwarcie atakując Polskę, zagroziłaby swojemu istnieniu. Nerwowość obu stolic i różne prowokacje na terenie naszego kraju, a także na forum międzynarodowym, to po prostu odpowiedź na wzrost pozycji Polski. Wzrost, który będzie trudno powstrzymać.

Pojawienie się niepodległego kraju nad Wisłą od ponad tysiąca lat było poważnym problemem polityki niemieckiej. Nie jest prawdą, że Niemcy zawsze szukały na to odpowiedzi militarnej. Polityka Ottona III pokazywała, że mają koncepcję pokojowego i zgodnego z naszym interesem współistnienia. Zbyt wczesna śmierć Ottona przerwała wtedy jak najbardziej realną koncepcję zjednoczenia Europy z poważną rolą kraju Bolesława Chrobrego. Obchodzimy właśnie 1000-lecie pokoju w Budziszynie, który w jakiejś mierze był naszą odpowiedzią na powrót Niemiec do planów agresywnego podboju. W tym czasie nie istniało zagrożenie ze strony Rosji, bo jej nie było. Ruś Kijowska, po której dziedziczy tradycję i religię dzisiejsza Ukraina, nigdy nie prowadziła wobec Polski tak imperialnej polityki. To raczej sama była obiektem naszej polityki na Wschodzie.

Pojawienie się Rosji jako znaczącego podmiotu polityki międzynarodowej w XVI wieku i Rosji imperialnej w wieku XVII zmieniło reguły gry w naszym regionie. Rosja, wykorzystując problemy społeczne I Rzeczypospolitej, które szybko zamieniła na konflikt narodowo-religijny, rozpoczęła ekspansję na Ukrainę. Dwieście lat walk o dominację w regionie prowadzonych ze zmiennym szczęściem (początkowo Moskwa ponosiła głównie porażki) zakończyło się dla Rosji sukcesem rozbiorów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie rozwój jednego z silnych państw niemieckich – Prus – i włączenie się w koalicję przeciw Polsce...
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: