Grozi nam plaga dysleksji?

fot. Fotolia
fot. Fotolia

„Ma pan najbardziej tępy łeb, jaki kiedykolwiek widziałem, i w dodatku jeszcze pan sobie wyobraża, że pan coś wart” – pisał pewien nauczyciel o swoim uczniu, komentując jego skłonności do popełniania rażących błędów ortograficznych. Uczniem tym był późniejszy klasyk literatury dziecięcej Hans Christian Andersen. O dysleksji mówi się obecnie nie tylko w szkołach, poradniach pedagogiczno-psychologicznych, w gabinetach terapii, w raportach komisji egzaminacyjnych. „Dysleksja” stała się słowem mowy potocznej. Nic dziwnego, skoro zostaje ona zdiagnozowana u coraz większej liczby dzieci w Polsce, systematycznie zatem, z roku na rok, grono dyslektyków w naszym kraju się powiększa. Problem z pewnością więc istnieje, i to niemały. Z drugiej jednak strony, termin „dysleksja” często bywa źle rozumiany bądź używany w pejoratywnym sensie. Określa się nim niewłaściwą postawę wobec nauki i obowiązków szkolnych, postrzega jako wygodną wymówkę, „opłacalną niedyspozycję”, „pójście na łatwiznę”. Niestety, i tak się dzieje, zwłaszcza kiedy „załatwienie papierka” stanowi jedyną „pomoc” w rozwiązywaniu problemów dziecka.To problem skomplikowany Dysleksja to, ogólnie rzecz biorąc, specyficzne trudności w czytaniu i pisaniu. Właściwie termin ten stosowany jest zwykle w odniesieniu do osób dorosłych, a przynajmniej nastolatków, w przypadku dzieci poniżej 10. roku życia mówić możemy raczej o dysleksji rozwojowej, która może – lecz nie musi – przekształcić się w 
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze