Jazz to chaos, tylko uporządkowany

Dodano: 05/05/2017 - Numer 5 (135)/2017
fot. Adam Warżawa/PAP
fot. Adam Warżawa/PAP

Chciałbym być taki jak ty – mówi do Przemka Dyakowskiego Leszek Możdżer. – Nie polecam – odpowiada ten pierwszy. „Przemek Dyakowski. Życie na jazzowo” to film dokumentalny Andrzeja Mańkowskiego ukazujący nie tylko życie wybitnego polskiego twórcy polskiej muzyki współczesnej, lecz także środowisko polskich jazzmanów, którzy zwykli o sobie mówić: „młodzi, przystojni, wcięci w pasie bruneci”. Nie wiadomo, czy Przemek Dyakowski jest postacią realną czy mityczną. Gdyby go nie było, trzeba by go stworzyć” – mówi w filmie Wojciech Fułek, historyk muzyki jazzowej i rockowej. I ma rację. Dyakowski jest odporny na powszechny mechanizm naśladownictwa. Potrafi tworzyć muzykę i ją grać. A w zdaniu tym nie ma nic z banału.Między Żakiem a Rudym Kotem Saksofonu uczył go Józef Łysak z orkiestry radiowej w Krakowie. Dyakowski grał po 11, 12 godzin na dobę. Przekonany, że „cały świat gra na saksofonie”, wstąpił do zespołu Zygmunta Koniecznego w krakowskim kabarecie Piwnica pod Baranami. Wkrótce jednak przeprowadził się do Gdyni, gdzie rozpoczął życie z ukochaną. W Trójmieście grywał w Klubie Studentów Wybrzeża ŻAK. Jednak jazz nie był jego jedyną miłością. Zdarzało się, że jednego dnia chodził między ŻAK-iem a Rudym Kotem. W tym drugim klubie grał rock`n`rolla. W filmie Mańkowskiego przenosimy się w czasie. Lata 60., potańcówki, energia, miłość do muzyki, entuzjazm i randki, bo – jak mówią bohaterowie – filmu: „cóż byłaby warta muzyka bez ładnych dziewczyn”.
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze