Bilans krzywd

Dodano: 03/10/2016 - Numer 10 (128)/2016

Gdybyśmy pokusili się o dziejowy bilans win i krzywd naszego narodu, na tle innych państw wypadlibyśmy w nim wyjątkowo korzystnie. Zdecydowanie rzadziej bywaliśmy agresorem niż przedmiotem agresji. Nasza ekspansja dokonywała się dzięki mariażom i międzypaństwowym uniom, a nie za pomocą ognia i miecza. Historyczny altruizm, jak zauważył Jan Pietrzak, różni nas od mocarstw ościennych – my wojowaliśmy o wolność „naszą i waszą”, oni najczęściej o cudze i własne zniewolenia. Skądinąd tradycje wrogości niekoniecznie pokrywają się u nas z rachunkami dziejowymi. Najboleśniejsze są rany najświeższe, niekoniecznie najgłębsze. Wielka tradycja monarchii jagiellońskiej nie może na bratniej Litwie wydobyć się spod skorupy młodego nacjonalizmu. W tradycji polskiej pokutuje obraz „germańskiej zawieruchy” i przerażającego Drang nach Osten, w praktyce ta najmniej naturalna granica Polski i Rzeszy była przez całe wieki najbardziej stabilna. Napór żywiołu niemieckiego w pierwszych wiekach naszej państwowości i silna kolonizacja tracą moc w XIV wieku, a miasta prędko się polonizują. Zresztą Niemcy szybko słabną jako jednolity organizm i przestają być naszym głównym przeciwnikiem – walczyliśmy, i owszem, z Brandenburgią, z międzynarodowym zakonem krzyżackim, nigdy nie wojowaliśmy z Saksonią, której dynastia jest ciągle (na mocy Konstytucji 3 maja) prawnym dziedzicem korony polskiej. Aż do rozbiorów stosunki z Habsburgami ograniczały się do „szturchańców w rodzinie”. Śląsk
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze