Po pierwsze: bezpieczeństwo!

Kiedy mówi się o bezpieczeństwie Polski, to przy całym szacunku dla sojuszów – te zawodziły nas niejednokrotnie – najważniejsza jest własna siła. I nie musi być to od razu siła zbrojna, porównywalna ze środkami potencjalnego agresora. Na arsenał atomowy szanse mamy raczej niewielkie. Dlatego tak ważna jest determinacja. Potencjalny napastnik też musi liczyć się z kosztami. Pokorny słabeusz jest świetnym kandydatem na „klasową ofermę”, ale bitny kurdupel zachęca do zaczepki. Lepiej z nim nie zadzierać. Umiejętność tworzenia sojuszów, choćby tylko chwilowych, też należy do abecadła demokracji. Wróg naszego wroga jest potencjalnym przyjacielem. Nadto w chwili zagrożenia zadawnione animozje (np. polsko-litewskie czy polsko-ukraińskie) muszą bezwarunkowo zniknąć. Kolejna ważna sprawa to perspektywa. W historii rzadko zwroty dokonują się nagle, nieoczekiwanie, a zarazem niekoniecznie bywają sumą połowicznych sukcesów. Anglicy w wojnie stuletniej wygrali większość bitew, ale ostatecznie musieli wycofać się z kontynentu, „bóg wojny” Napoleon wygrywał, jak chciał, wszystkie batalie, parę (Borodino, Lipsk) zremisował, a przegrał jedną – pod Waterloo. I wystarczyło, by skończył na Świętej Helenie. Bardzo często o powodzeniu w polityce decyduje również prestiż państwa. Panuje opinia, że rozbiory Polski o cały wiek opóźniło zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem, podobnie determinacja Powstania Warszawskiego sprawiła, że Stalin nie zdecydował się zrobić z Polski sowieckiej
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze