Rock’n’roll to Lemmy, Lemmy to rock’n’roll

Ian Kilmister (Lemmy) zawsze wiedział, o co chodzi w show-biznesie. I zawsze, z szelmowskim uśmiechem, łamał wszelkie jego zasady. Bo Lemmy całe życie był indywidualistą. Pozostał wierny pierwotnemu, ciężkiemu rock’n’rollowi, a bogata historia zespołu Motörhead pokazuje, że na tej decyzji wyszedł nadzwyczaj dobrze. Co jednak najważniejsze, szczerość jego sposobu bycia przemawia od czterech dekad do milionów fanów zespołu na całym świecie. Jednak muzyczna droga, którą przeszedł, nie była łatwa. Pierwsze wcielenie zespołu Motörhead ani nie dawało gwarancji stabilizacji, ani odpowiedniej jakości przygotowywanej muzyki. Nie o to jednak na początku chodziło. Najważniejsze było, aby szybko wejść do studia, zarejestrować pierwsze nagrania i zaznaczyć swoją obecność na brytyjskiej scenie rockowej. „On Parole”, pierwsza płyta zespołu, nie została jednak zaakceptowana, i zawędrowała na półkę wytwórni. Zespół miał związane ręce, a żadna inna firma nie była skłonna zainwestować w bandę życiowych rozbitków. Wtedy zdarzył się cud. Ted Carroll, właściciel skromnej wytwórni muzycznej Chiswick Records, zdecydował się udostępnić zespołowi studio na dwa dni w celu rejestracji pożegnalnego singla. Lemmy nie potrzebował nic więcej. W trakcie kilkunastu godzin, które otrzymał na nagranie swojego muzycznego epitafium, zespół zdołał zarejestrować cały album. Płytę nazwano po prostu „Motörhead” (1977 r.). Tak zaczęła się historia legendy i o ile wskazanie momentu przełomowego dla
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze