Wirtualne szaty króla

Król jest nagi, ale nie ma dość mocy bądź sposobu, by zedrzeć wirtualne szatki, które go zdobią. Choć kiedy wreszcie pewnego dnia ktoś przerwie zasilanie, a kostium zniknie, będzie okropny wstyd.

Przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach” w zdecydowanie większym stopniu dotyczy władców niż poddanych. Ci na samym dole w niewielkim stopniu odczuwają zmiany koniunktury, a w jeszcze mniejszym mają na nie wpływ. Ale przywódcy! Iluż potencjalnie marnych królów nie zrobiło swemu krajowi niczego złego, bo po prostu nie miało do tego okazji. Zamiana miejsc Zygmunta Augusta ze Stanisławem Augustem nie spowodowałaby katastrofy w złotym wieku. Staś mógłby nawet okazać się lepszym władcą od ostatniego Jagiellona. A ten przy wszystkich wadach potrafiłby w czasie próby zachować się jak na monarchę przystało. Nieszczęście „pana stolnika” polegało na tym, że objął Rzeczpospolitą w czasach ekstremalnie trudnych. I nie chodzi nawet o to, że wybierano go pod osłoną rosyjskich bagnetów, że był kochankiem carycy i płatnym agentem jej ambasadorów. Bywali przywódcy równie umoczeni, którzy jednak potrafili zerwać się ze smyczy. Poniatowski przy całej swej inteligencji, smaku artystycznym, a nawet zmyśle reformatorskim nie miał jednego przymiotu – charakteru. Nie potrafił się postawić, zaryzykować, a w decydującym momencie polec lub choćby udać się na emigrację, zamiast abdykować.
Owa potrzeba przywódcy na trudne czasy nie jest obca również krajom demokratycznym – można sobie wyobrazić, co by było, gdyby zamiast kalekiego Franklina Delano przywódcą USA czasu wojny był inny Roosevelt – Teodor, natomiast lepiej sobie nie wyobrażać losów Wielkiej
Brytanii, gdyby w godzinie próby zabrakło Winstona Churchilla...
Najlepszy z politologów Niccolò Machiavelli twierdzi, że trudne czasy należą do tych nielicznych momentów, kiedy lud potrafi wybierać racjonalnie. W czasach prosperity kieruje się umiłowaniem świętego spokoju (woli mniej wymagających),...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: