Retrospekcje

Antyniemieckość nie była przez dziesięciolecia PRL modna wśród antykomunistów i niepodległościowców. Bo „rewizjonizmem” Bonn, czyli złych, bo zachodnich Niemców „spod znaku Hupki i Czai”, straszyły władze PRL. Po to, by przekonać nas, że trwanie pod butem Związku Sowieckiego to polska racja stanu. Antyniemieccy byli za to „narodowcy”, ostatnio maszerujący 11 listopada wraz z Bronisławem Komorowskim. 17 lipca 1989 r. (!) Maciej Giertych zwracał się do Wojciecha Jaruzelskiego: „Związek Radziecki nas militarnie ochrania, jest też wypróbowanym partnerem gospodarczym. Potrzebny nam u steru ktoś, kto zapewni trwałość sojuszu ze wschodnim sąsiadem”. Po 1989 r. akademickie środowiska bliskie Unii Wolności i Platformie Obywatelskiej nie wstydziły się brania niemieckich grantów i wsparcia niemieckich fundacji. Udawały, że nie ma między nami różnic interesów, skoro my dążymy (a potem „jesteśmy”) wspólnie z Niemcami w NATO i UE. Nic złego nie widzą też one dziś w tym, że 90 proc. polskiej prasy lokalnej jest w niemieckich rękach. W przeciwieństwie do UW i PO obóz niepodległościowy traktował więc Niemcy pragmatycznie, walcząc o nasze interesy, ale nie wykluczając, że są takie sprawy, w których są one zbieżne z dążeniami Berlina. Niestety, ostatnie lata pokazały, że takich spraw jest coraz mniej. Niemiecką politykę historyczną rozmywającą odpowiedzialność za II wojnę światową uznać trzeba za obrzydliwość. Współpraca z Putinem pokazała, że Niemcy nawiązują do złych
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze