Retrospekcje

Karol Zbyszewski to zjawisko w historii polskiego felietonu jedyne i niepowtarzalne. Zanim powstał Monty Python, Zbyszewski wymyślił coś podobnego, tylko w polskiej odmianie. Pisarz Józef Mackiewicz, rekomendując go w 1965 r. do nagrody literackiej londyńskich „Wiadomości”, mówił: „To, co on pisze i jak on pisze, nie jest zwyczajnym dziennikarstwem. […] to jest właśnie – literatura. I jako literatura jest czytane”. Dowód pierwszy z brzegu: „ludzie, którzy zupełnie nie interesują się sportem, czytają Karola Zbyszewskiego sprawozdania sportowe”. Przed Państwem lektura obszernego artykułu opublikowanego przez Zbyszewskiego 23 listopada 1941 r., któremu daleko do pogodnego felietonu, jednak odnaleźć można w nim wszystkie cechy jego satyry. Jest w nim brutalny paszkwil na naród niemiecki, pełen uogólnień i przejaskrawień. Jest lawina genialnych anegdot, mówiących więcej od naukowych rozpraw. I wreszcie poparta błyskotliwą analizą kpina z „obamowskiej” – jak powiedzielibyśmy dziś – postawy Ameryki. Szeregowy Zbyszewski jeszcze niedawno walczył jako ochotnik – goniec motocyklowy – o Narwik. Mówi o tym, jaką cenę płaci świat za tchórzostwo i rozmemłanie, które pozwoliło rozpanoszyć się Hitlerowi. Będąc rozumiejącym meandry historii i polityki erudytą, pisze językiem zrozumiałym dla zwykłego robotnika. Padają sformułowania genialne, a skojarzenia z Putinem z 2014 r. widać jak na dłoni. Na przykład: „Uderzeniami banknotów można zabić kanarka, lecz nie opancerzonego
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze