Pobratymcy

Słyszałem z ust współczesnych Ukraińców, że ich odrębność od Rosji wynika właśnie z tradycji demokratycznych, w których niemałą rolę odegrały wieki trwania w ramach Rzeczypospolitej.

Wiadomo, że trwałe stereotypy są czynnikiem obciążającym w stosunkach między narodami. Nasz wizerunek Ukraińca-rezuna wyniesiony z rodzinnych wspomnień o rzezi wołyńskiej czy lektur w rodzaju „Łun w Bieszczadach” utrudnia porozumienie i zrozumienie tego, co dzieje się na współczesnej Ukrainie, sprawiając, że zbyt często rozmaici poczciwcy przemawiają językiem kremlowskiej propagandy. Tymczasem nasze relacje z pobratymcami ze Wschodu bywały zróżnicowane i niejednoznaczne. Zresztą, do niedawna nie było jednej Ukrainy, a co najmniej trzy – Ruś Czerwona od XIV wieku wchodziła w skład Korony i NIGDY, aż do 1939 r., nie była częścią Rosji. Ukraina Zadnieprzańska odpadła w wyniku powstania Chmielnickiego, a pozostała część dostała się pod berło moskiewskie dopiero na mocy II i III rozbioru.

Żadna z historii nie była bez win
Wedle historii alternatywnych można wyobrazić sobie jakąś intensywną polonizację tych terenów, w realu spolonizowała się (szybko) warstwa magnacka (np. ojciec księcia Jaremy był jeszcze prawosławny). Na dole proces zachodził w przeciwnym kierunku. Mazowieccy chłopi, którymi zasiedlano ziemie spustoszone przez Tatarów, błyskawicznie roztapiali się w żywiole rusińskim, czemu sprzyjała Cerkiew i prawosławna szkoła.
Unia brzeska bowiem – dokonana skądinąd na wniosek patriarchów z Rusi – choć podporządkowała ten Kościół Rzymowi, kultywowała język liturgiczny i cyrylicę.
Miasta, a szczególnie miasteczka z dominującym żywiołem żydowskim, też nie przyspieszały polonizacji. Niejeden też zbiedniały szlachcic, banita czy zbiegły chłop pańszczyźniany uchodził na Dzikie Pola i zostawał Kozakiem. Polakiem był arcybuntownik Bohdan Chmielnicki, który, co ciekawe, nie cieszy się dziś poważaniem wśród młodej...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: