Demografia, głupcy!

Urodzony i wychowany w okresie powojennego wyżu demograficznego, długo nie wyobrażałem sobie, że mogą przyjść czasy, gdy zaczniemy maleć. I to wówczas, gdy wedle koryfeuszy III RP zaczęła się dla nas „najlepsza koniunktura w dziejach”. W istocie zbiegły się dwie klęski naraz – maksymalne osłabienie dzietności oraz paromilionowa emigracja tych, którzy są w wieku do rozrodu najbardziej sprzyjającym. W efekcie najwięcej Polaków rodzi się w Londynie. Z tym, że jeśli natychmiast coś się nie zmieni, nie będą oni Polakami. Z doświadczenia wiadomo, że o ile rodzice mogą wracać nawet po wielu latach, o tyle dzieci zapuszczają korzenie. Można naturalnie zastanawiać się, czy to samo tak wyszło, czy też realizowany jest za naszym przyzwoleniem jakiś szatański plan, żeby nas zmniejszyć. Nie ulega wątpliwości. Polska jest za duża. Już w 1939 r. agresorzy z Zachodu zastanawiali się, jak nas zmniejszyć, i oprócz eksterminacji podsuwali takie pomysły, jak przyzwolenie i zachęcanie do aborcji, sztuczne obniżanie stopy życiowej, obniżanie morale. Wtedy się nie udało. Straty wojenne odrobiliśmy w ćwierć wieku. Podejrzewam, że ten problem nigdy nie przestał nurtować naszych sąsiadów. Uważam, że przeszkody w dopuszczeniu do Unii Turcji Ukrainy, to coś więcej niż lęk przed islamem i zapóźnienie Kijowa. W powiększonym składzie najwięksi staliby się bardziej równi... Jednak niezależnie, jaka jest prawda, my musimy zadbać o nasz problem numer 1, bo nikt inny za nas go nie załatwi. I 
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze