Czy ktokolwiek da radę? ciąg dalszy dyskusji o połączeniu związków twórczych wywołanej artykułem Bohdana Urbankowskiego

Poprzednie miesięczniki

Konrad Strzelewicz, prozaik, członek ZLP W Krakowie Zlep i Zsyp nie wadziły się Interesujący tekst Bohdana Urbankowskiego w grudniowej „Niezależnej Gazecie Polskiej” na temat połączenia ZLP i SPP jest godny najwyższej uwagi. Podział nastąpił z przyczyn politycznych, z michnikowszczyzny był rodem i przyniósł wiele szkód polskiemu pisarstwu. Tu, w Krakowie, prezesując przez dziesięć lat krakowskiemu oddziałowi ZLP, potrafiłem przyjaźnie dogadać się z prezesem oddziału krakowskiego SPP Bogusławem Żurakowskim. Występowaliśmy wspólnie o spuściznę po słynnej Krupniczej 22, by utworzyć tam Muzeum Literatury, wspólnie też prezentowaliśmy w komisji stypendialnej m. Krakowa naszych kandydatów do różnych stypendiów. O ile pamiętam, Bogusław wykreował dziesięciu swoich stypendystów, a ja tyluż młodych, zdolnych, rozwojowych prozaików i poetów. Między nami prezesami było poprawnie i przyjaźnie, członkowie obu organizacji może mieli do siebie jakieś anse, ale nigdy nie doszło do gorszących starć między związkami. Najogólniej mówiąc, Zlep i Zsyp nie wchodziły sobie w drogę. Przy okazji swoich licznych potyczek literackich kierowałem się zawsze interesami ludzi pióra. To była służba i obowiązek. Tak to pojmując, jako chyba jeden z pierwszych w Polsce pisarzy, rzuciłem w redagowanej przez siebie „Prozie, prozie, prozie” hasło powrotu do źródeł organizacyjnych, do Żeromskiego i jego idei Związku Zawodowego Literatów Polskich. W dziesiątym tomie „Prozy” z 2004 r. napisałem
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze