Alfabet Cenckiewicza

O IPN-ie, „Bolku”, wielkich politykach i ważnych świętych, o heavymetalowym epizodzie z lat młodości i sportowych fascynacjach oraz o Leśnym – najlepszym antydepresancie – tylko u nas w „Alfabecie Cenckiewicza”.

Archiwum – miejsce niebywałych emocji, doznań, odkryć, pomysłów, refleksji, przemyśleń i perspektyw, w którym spędziłem (i pewnie spędzę) kawał swojego życia, wycierając spodnie w Ameryce, Anglii, a przede wszystkim w kraju. Najbardziej lubię być w nim sam albo prawie sam, no i w okolicach świąt czy tzw. długich weekendów, bo wtedy panuje tam cisza

Bobola Andrzej – święty, męczennik. Moja wiara w ostateczne ocalenie Polski związana jest z jego proroctwem i wolą ogłoszenia go głównym patronem Polski. Biblioteka – mam trzy ulubione: własną, narodową i publiczną w Nowym Jorku. Najbardziej tęsknię za swoimi książkami, które mam bodajże już w trzech lokalizacjach. Mam ich około 15 tysięcy i odnoszę wrażenie, że każdą z nich pamiętam. Książka jest chyba moją największą miłością. Mam też zacięcie bibliofilskie i trochę książek opatrzonych dedykacjami wielkich ludzi. Wszystko do tego stopnia spsiało (bez obrazy psów!), że jak mnie złodzieje okradali, to nawet na półki nie spojrzeli, rzucając się na bezwartościowe komputery.

„Bolek”– czyli Wałęsa Lech: największe oszustwo w najnowszych dziejach Polski! Podkulturowy typ ludzki z Leni Wielkich, który stał się narodowym dobrem i globalnym symbolem walki z komunizmem. W jego oficjalnym życiorysie w zasadzie nic się nie zgadza. Straszny tchórz, kombinator, wyjątkowy egot, „król życia”, kłamczuch, konfident SB, marionetka w rękach czerwonych, którzy nim jednocześnie pogardzali. Budowniczy Polski postkomunistycznej. Ale jednocześnie człowiek bezwzględny, cyniczny, bez empatii, bez miłości, z syndromem odrzucenia pierworodnego syna, a przez to niebezpieczny dla bliskich i Polski. Hodysz powiedział mi kiedyś o nim: „on zawsze z kimś musiał współpracować”. Ma respekt...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: