Szczyt NATO i polska Realpolitik

Zgodnie z wielokrotnie powtarzanymi zapowiedziami polityków podczas szczytu NATO w Warszawie zapadła historyczna decyzja: żołnierze Sojuszu będą stacjonować w Polsce oraz w krajach bałtyckich. Oznacza to, że NATO inaczej niż jeszcze kilka lat temu postrzega sytuację geopolityczną w Europie, a bezpieczeństwo Polski zostało podniesione.

Szczyt, który w lipcu odbył się na Stadionie Narodowym w Warszawie, nie bez powodu został określony mianem jednego z najważniejszych wydarzeń politycznych w Polsce po 1989 r. Uczestniczyło w nim 61 zagranicznych delegacji, 21 premierów, 18 prezydentów, 39 ministrów obrony oraz 2,5 tys. dyplomatów. Relacjonowało go niemal 2 tys. dziennikarzy z całego świata. Po jego zakończeniu przedstawiciele polskich władz prześcigali się w sformułowaniach podsumowujących przebieg i ustalenia spotkania na Stadionie Narodowym. Ale jedno z nich padało i wciąż pada bardzo często: „przełom”. Ustalenia szczytu NATO są przełomem nie tylko w wymiarze symbolicznym – zapadły w mieście, w którym w 1955 r. zostały podpisane dokumenty powołujące do istnienia Układ Warszawski – lecz także w sferze faktycznej i spowodują konkretne konsekwencje polityczne.
Przełomowy szczyt w Warszawie
Spośród szeregu ustaleń podjętych podczas szczytu w Warszawie dla Polski najważniejsza jest decyzja o wzmocnieniu Wschodniej Flanki Sojuszu. Zgodnie z nią w Polsce, na Litwie, Łotwie oraz w Estonii NATO rozmieści 4 grupy batalionowe liczące po około tysiąc żołnierzy. Ich dowództwo ma zostać zlokalizowane w Polsce. Ponadto w naszym kraju ma zostać umieszczone dowództwo brygady pancernej armii Stanów Zjednoczonych. Czy to wystarczy, żeby skutecznie odstraszyć potencjalnego agresora? Trafnie wagę tych ustaleń ocenił Marek A. Cichocki, pisząc w jednym z felietonów: „Z militarnego punktu widzenia to nie jest dużo, ale politycznie oznacza przełom w dotychczasowej interpretacji aktu z 1997 roku ustanawiającego relacje między NATO i Rosją....
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: