Niezwyciężony Bohater Chrystusowy Andrzej Bobola

Po licznych męczeństwach, po krwi przelanej hektolitrami, znalazła się i taka śmierć, która przyniosła nam nowego Świętego – symbol oporu, wiary w słuszność polskiej wizji obywatelstwa i roli religii katolickiej w kształtowaniu się idei państwowej.

Gdy było już po bitwie pod Beresteczkiem, a Rzeczpospolita zatryumfowała nad kozacką nawałą, hetman Bohgdan Chmielnicki zaczął szukać nowych sojuszy. A jako że wspólne wojny z chanem tatarskim nie skończyły się wyrżnięciem do cna wszystkich Lachów, tedy spojrzał w stronę tych, którzy zdawali się naturalnym przeciwnikiem Polaków. W Perejasławiu oddał więc carowi Ukrainę, licząc dodatkowo, że uzyska jeszcze jakieś swobody, a może i dla siebie dostanie autonomiczne władanie księstwem ukraińskim. Moskal zaraz ruszył na katolicką Polskę i Litwę, dość szybko zajmując Wilno i Smoleńsk. W owym nieszczęsnym Smoleńsku, który jak fatum jakieś, jak czarna chmura, wisi nad losami naszej ojczyzny – zaczęły dziać się rzeczy straszne. Ciosy spadały na głowy Polaków katolików. Nic tak bowiem nie sierdziło naszych wrogów dookolnych, jak Polak katolik właśnie. Rok później miały panoszyć się w Wielkopolsce oddziały szwedzkie Karola Gustawa, które z luterańskim
błyskiem w oku paliły kościoły, demolowały klasztory, grabiły, co popadnie, bez żadnego szacunku dla miejsc świętych.

Przelana krew polskich katolików
Coś było takiego, co jednoczyło trzech naszych wrogów tamtego okresu, jakaś ślepa nienawiść do nas, choć różne im przyświecały motywy, różne ich inspirowały uczucia czy myśli. Daleko przecież było Kozakom Chmielnickiego i ich zapiekłej złości do Lachów zbudowanej na kompleksie niższości i poczucia bycia wyzyskiwanym do szwedzkiej pychy, a także urażonej królewskiej ambicji Wazów oraz wzajemnej wewnątrzdynastycznej zawiści. Kozak i Szwed to jak dwa bieguny człowieka tamtego czasu – inna dusza, inny sposób myślenia, inny sposób widzenia świata. Ale jednak łączyła ich...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: