Marcin Wolski

Marcin Wolski
Przyjęto mnie tam dość miło. Jeden łysy zapytał, czy zechciałabym zostać laską marszałkowską, inny, chyba profesor, rzekł „Pójdź dziecię, ja cię uczyć każę” i dał mi klucz od pokoju. Po drodze pulchna posłanka zaproponowała mi adopcję, bo chce mieć dziecko, a od trzech kadencji żyje z koleżanką i nic. W sumie miałam tam parę sesji. I to z jakimi bajerami. Jeden poseł obiecywał zadbać o moją stopę życiową, chociaż butów mi nie chciał kupić. Drugi najpierw usiłował mi zajrzeć w teczkę, bo podobno tylko tak się podnieca, trzeci całą noc szukał pluskiew, bojąc się kolegi o nazwisku Billing. Czwarty przez sen mówił do mnie per „towarzyszu Ałganow”, a piąty prosił, bym go zlała. Dyscypliną partyjną. W sumie jednak wszyscy zachowali się dość podobnie. Żaden nie chciał się ze mną ożenić, bo...
Marcin Wolski
Wiele wskazuje na to, że powieść kryminalna wychodzi z dołka. Dłuższy czas dreptała w miejscu, bo tradycyjne patenty – powieść-szarada w stylu Agaty Christie, czy Chandlerowski „czarny kryminał” – osiągnęły granice wzrostu.  Sposobem wyjścia coraz częściej stają się profesjonalne przyprawy. Autor dzięki swej wiedzy – patologa, psychologa dziecięcego czy specjalisty od mikrośladów z kręgu bajeczek kryminalnych – wprowadza nas w prawdziwy klimat śledztwa, gdzie nie wystarcza już dedukcja Sherlocka lub szare komórki Herkulesa Poirot, a nawet żona porucznika Colombo, potrzebna jest natomiast wiedza, np. o cyklu rozrodczym muchy plujki, okresie rozkładu toksyn lub uwarunkowaniach związanych z kompleksami dzieciństwa. Czasem kończy się to nudziarstwem, a czasem – jak w przypadku Chemii...
Marcin Wolski
Pan Tomasz: Bo nie chodzi o listę darczyńców dla „Porozumienia bez teczek”, tylko listę agentów z IPN-u!!! Pani Jola: To tam też są agenci? Domyślałam się! Chociaż mój mąż nigdy mi o tym nie mówił.  Pan Tomasz: I jest pani za ujawnieniem wszystkich teczek? Pani Jola: Przecież zawsze były jawne. Mój mąż przy każdej nominacji dawał ludziom teczki, żeby mieli gdzie trzymać drugie śniadanie, a przy dymisji wieczne pióra, żeby mieli czym spisywać pamiętniki. Pani Monika: Mnie temat teczek serdecznie nudzi. Zawsze wolałam tornister.  Pan Tomasz: I ma pani status „pokrzywdzonej”? Pani Monika: A niechby ktoś spróbował mnie pokrzywdzić, to bym od razu wezwała odpowiednie służby! Pan Tomasz: A pani, pani Zyto? Pani Zyta: Za mną teczkę nosi sekretarz, a ostatnio bardzo chce pan...
Marcin Wolski
O co chodzi w tej bitwie? Trwa bitwa o Polskę! Podkreślam o Polskę, jej kształt i drogę rozwoju, a nie o wolność i demokrację, bo te są i będą, ani o czystą władzę dla władzy, co często zarzuca się Kaczyńskim. Nie chodzi także o kasę, bo tę rozgrabiły już poprzednie ekipy. Każdy, kto choć przez moment się zastanowi, musi przyznać, że władza (nikt z PiS­u nie ukrywa, że chodzi o jej wzmocnienie i usprawnienie) może być jedynie środkiem do zrealizowania własnej wizji państwa. W tym przypadku normalnego państwa, praworządnego, sprawnego, suwerennego, bo niestety takim nasza III Rzeczpospolita się nie stała (w tej ocenie do czasu wyborów PiS i PO były zgodne).  Istotna różnica między „dwiema wysoce skonfliktowanym stronami” dotyczy zatem nie diagnozy, ale sposobu realizacji...
Marcin Wolski
Problem dawny i zapomniany? Ależ skąd, problem odwieczny. Doświadczamy go także w dzisiejszej Polsce, ilekroć pojawia się zagadnienie: moralność a sztuka. Talent to moim zdaniem sprawa irracjonalna. Bardzo nieliczni mają szczęście go posiadać. Inni nie mieli tego szczęścia. Dlaczego? Nie wiadomo. Wierzący będą jak Salieri mówić o woli Opatrzności, niewierzący – szukać wyjaśnienia w genetyce. Oczywiście talent można i należy pielęgnować, by pięknie rozkwitł, a można go też na przykład skutecznie topić w alkoholu. Ale to nie zmienia jego irracjonalnej natury. Posiadacz talentu jest przez sam fakt jego posiadania wyróżniony. Pojawia się w pałacach władców, gdzie zasiada wśród niezłomnych patriotów, bohaterów, którzy ryzykowali życie dla spraw wyższych, sędziwych mędrców, co w księgach...

Pages