Pro Memoria

Mateusz Matyszkowicz
10 kwietnia plączę się bezradnie wśród półek z książkami. Tego dnia biblioteka jest za duża – bo zbyt wiele w niej niepotrzebnych w takiej chwili książek – i za mała – bo długo nie mogę znaleźć niczego stosownego. Wreszcie znajduję. Sięgam po wydaną przez OMP w 2005 r. książkę „Pamięć i odpowiedzialność”. To zbiór tekstów napisanych przez osoby, które uznaje się za twórców koncepcji polityki historycznej. Jest wśród nich i Tomasz Merta z tekstem „Pamięć i nadzieja”. Pisze tam: „Przyszłość można opierać zarówno na przeszłości, jak i odwracając się do niej plecami”. Autorów „Pamięci i odpowiedzialności” połączyło bowiem przekonanie o tym dziwnym zapomnieniu, które dotknęło elity polityczne po 1989 r. Historię traktowano wtedy jak niepotrzebny balast, który należałoby z siebie zrzucić,...
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Już wtedy widziałem, że historia była dla niego pasją życiową, a największym autorytetem – marszałek Józef Piłsudski. Nie dziwił mnie więc jego wybór pozostania zawodowym historykiem. Był rzetelnym pracownikiem naukowym. Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której by kłamał, manipulował. Równocześnie zaangażowany był także w działalność wydawnictw ukazujących się poza zasięgiem cenzury. Jak wspominał nasz wspólny przyjaciel, Wojciech Marchewczyk, redaktor naczelny podziemnego „Hutnika”, zajmował się kolportażem „bibuły” na terenie Nowej Huty i w środowiskach akademickich w Krakowie. Brał udział także w demonstracjach ulicznych, często mocno się narażając. Po 1989 r. spotykaliśmy się raczej sporadycznie. Wiedziałem jednak, że Janusz kontynuuje karierę naukową. Nasza przyjaźń odnowiła...
Marcin Wolski
Cel szlachetny, chociaż kosztem prawdy Oczywiście każdy przekaz ulega skażeniu. Nie ma przecież dwóch identycznych relacji naocznych świadków, nakładają się emocje, inne zdarzenia, wreszcie subiektywizm oceny. W efekcie praca historyka musi przypominać działalność detektywa, oczywiście, jeśli jego celem jest ustalenie prawdy. A z tym bywało różnie. Manipulacja nie jest wynalazkiem naszych czasów. Kronikarze musieli bywać także propagandystami, a ich rzetelność ulegała często naciskom sponsora. Gall Anonim mógłby zapewne napisać dużo więcej o konflikcie biskupa Stanisława i króla Bolesława, a także o kulisach wygnania Śmiałego czy otrucia jego syna Mieszka. Ale przecież szef kronikarza Krzywousty był synem uwikłanego w te rozgrywki Władysława Hermana. Wincenty Kadłubek, jeden z...
Pomysły iście diabelskie To, co wyrabiała w tych dniach „Gazeta Wyborcza” i jej sprzymierzeńcy, ten festiwal obłudy, to wyczuwalne oczekiwanie, kiedy wreszcie będzie można odtrąbić koniec dni pamięci i zdjąć biało-czerwone flagi z kirem, porażało i zasmucało. Te same pióra, które oburzały się niedawno na nieśmiałe i przemilczane przez poważnych intelektualistów i polityków głosy sprzeciwu wobec pochówku na krakowskiej Skałce Czesława Miłosza, teraz z zapałem, poświęcając sprawie po kilka pełnych kolumn dzień po dniu, protestowali przeciw złożeniu na Wawelu trumien prezydenckiej pary. Pary, która zginęła na służbie państwowej, w drodze na miejsce kaźni polskich oficerów, która służyła Rzeczypospolitej z zapałem i odwagą. Podobną pośmiertną „ścieżkę zdrowia” urządzono także ś.p....
Robert Tekieli
Mroczne wyziewy patriotyzmu Teraz ci sami ludzie, którzy odmawiali urzędującemu prezydentowi prawa do reprezentowania państwa polskiego, przestraszeni wspólnotowymi dążeniami Polaków, zaczęli pisać o powrocie „demona patriotyzmu”. Jednak strach nie jest dobrym doradcą. Bowiem przestraszeni wyobcowują się jeszcze bardziej. Mają dziś naprzeciwko siebie miliony zwykłych ludzi, którzy wyszli na ulice bądź przykuci do telewizorów przeżywali we wspólnocie z innymi niewyobrażalną tragedię, która nas dotknęła. Wydarzenia, które nastąpiły po 10 kwietnia, pokazują wyraźnie pęknięcie oddzielające establishment od społeczeństwa. Jedni odmawiali prezydenckiej parze Wawelu, drudzy stali w ośmiogodzinnej kolejce, by, jak Bogdan Wenta z piłkarzami, na 10 sekund przyklęknąć i oddać cześć w...

Pages