Fotoreportaż

Stefan Czerniecki
Ciepły zakątek – nie dla turystów Purmamarca. Nieoficjalna stolica prowincji Jujuy. Prowincji biednej. Zamieszkanej w 80 proc. przez argentyńskich Indian. Tutejsi twierdzą, że Bóg obdarował ich najpiękniejszym słońcem w całym kraju. Dzięki temu turystyka nie ma tutaj martwego okresu. Praktycznie przez cały rok możemy spodziewać się pięknej pogody. Średnia temperatura nie spada nigdy poniżej 20 stopni Celsjusza. Pora deszczowa? Owszem, bywa – lecz nie przybiera tak drastycznej formy jak w pobliskiej Boliwii. Karnawałowe szaleństwo Sezon dla turystów trwa zatem okrągły rok. Ale raczej dla tych z Chile i Brazylii. Bogaci turyści z Europy i Stanów omijają to miejsce szerokim łukiem. Wolą odwiedzić nieodległe Altiplano, wspiąć się na któryś z pobliskich chilijskich wulkanów,...
Stefan Czerniecki
Fot, 1. Kopalnia surowców w Potosi, najwyżej położonym mieście na świecie fot. 2. Żucie liści koki to dla Boliwijczyka rytuał. 100-gramowa paczuszka zakazanego w Europie dopalacza to wydatek rzędu 5 zł. Radość widoczna na twarzy górnika, pracującego na co dzień przy wydobyciu cyny, pozostanie natomiast w pamięci na zawsze. To bezcenne Fot. 3. Agostino polewa diabelskiego członka, później wsadza mu do ust zapalonego papierosa. To obowiązkowy rytuał  boliwijskiego górnika – dzięki temu dziś nic mu się w kopalni nie stanie Picie 70-procentowego spirytusu 200 m pod ziemią nie stanowiłoby może nic nadzwyczajnego, nawet dla gringo, ale gdy dodamy, że każdy uczestnik libacji ma obowiązek polać uprzednio penisa posągu diabła, zaczynamy się zastanawiać, gdzie my, do cholery, się...
Stefan Czerniecki
– Wyobraź sobie, że u nas, w Polsce, obowiązuje nakaz jazdy na światłach przez całą dobę – próbuję zagadnąć kierowcę. – U nas też! – odpowiada rozbawiony. Wokoło nie zauważyłem żadnego samochodu na światłach. Taki przepis. Kto by się przejmował. Wciąż wspominam sytuację sprzed 15 minut, kiedy pakowaliśmy się do samochodu zaparkowanego w pobliżu turystycznej ulicy Defendi. I nie chodzi mi wcale o przepychanie zderzakiem innych aut stojących na parkingu, by zmieścić swoje. To już widziałem w Neapolu. Chodzi o pana „pilnującego” parkingu. Wchodzimy pospiesznie do auta, gdyż kierowca nie ma zamiaru mu płacić. Wyjeżdżamy byle szybciej. Pilnujący, potężnie zbudowany mężczyzna, nie daje jednak za wygraną. Rozpoczyna pogoń. Jest coraz bliżej. Tak blisko, że można wyczytać z jego twarzy, iż...
Bollywood na latawcu Przygotowania zaczynają się kilka tygodni wcześniej. Na ulice miast i miasteczek wylegają sprzedawcy latawców oraz wszelkich akcesoriów z nimi związanych; wędrują od wsi do wsi objuczeni kolorowymi bibułkami oraz sznurkiem. Warsztaty i sklepiki, które przez pozostałą część roku pozostają w uśpieniu, teraz ożywają, towar nie mieści się na straganach – zapełnia chodniki, murki, ławki. Przeważają proste, niewielkie, jednokolorowe latawce w kształcie rombu. Jest ich zdecydowanie najwięcej – są najtańsze. Te kupowane są w ilościach prawie hurtowych. Spotkać można też latawce wielkie, o powierzchni nawet kilku metrów kwadratowych, wieloczłonowe, z fantazyjnymi ogonami, ozdobione wyszukanymi materiałami. Dużą popularnością cieszą się też latawce z wizerunkami...
Katarzyna Gójska-Hejke
Początek historii Arcybractwa Męki Pańskiej sięga końca XVI w. Powstało przy kościele Franciszkanów z inicjatywy ks. Marcina Szyszkowskiego, wówczas kanonika kapituły katedralnej, później arcybiskupa krakowskiego. Orszak Bractwa Męki Pańskiej. Ilustracja Jan Matejko Członkowie Arcybractwa opiekowali się więźniami. Mieli wobec nich szczególne prawa. Każdego roku, w Wielki Czwartek z kościoła Franciszkanów wyruszała procesja prowadzona przez braci. Zmierzała do ratusza, a dokładnie do jego podziemi, w których znajdowało się więzienie. Arcybractwo Męki Pańskiej wykupywało osadzonych tam dłużników oraz uwalniało jednego ze skazanych na karę śmierci przestępców. Oswobodzeni przyłączali się do procesji powracającej do kaplicy Męki Pańskiej. Człowiek, którego Arcybractwo wybawiło od...

Pages