Marcin Wolski

Marcin Wolski
RODOWÓD RODOWÓD czyli PIEŚŃ KUNDLA Mama była wzorem rasy ojciec świetnym był championem, a ja nie mam takiej klasy tylko merdam wciąż ogonem Brak mi dawnych przodków zalet choć powinny być we krwi i nie brzęczą mi medale, częściej zęby dzwonią mi Rodowód, rodowód, wspaniała cnot lista, gdyś po medalistach toś sam medalista. Choć często się czujęsz bezradny jak szczenię; czy to ewolucja, czy tylko skundlenie? Już na obcych nie napadnę czasem tylko warczę z cicha A gdy ktoś po nocy kradnie ważna moja własna micha. Walczyć nie ma już potrzeby raz od święta mam dać głos ugryźć mogę tylko wtedy gdy mi ktoś chce zabrać kość Rodowód rodowód wspaniała cnot lista, gdyś po medalistach toś sam medalista łańcucha już nie ma, każdemu dam łapę, za całe obejście mam jedna...
Marcin Wolski
Pani Monika: Czy zamierzają państwo wysłać gdzieś jeszcze jakiś list o aktualnej polityce zagranicznej? Pan Władysław: Na razie nie, bo poczta w czasie wakacji i tak ma mnóstwo roboty. Pan Andrzej: Ale zastrzegamy sobie możliwość wysłania telegramu. Pani Monika: Jakiej treści? Pan Bronisław: „Ratunku!” Pani Monika: Czyżby było tak źle? Pan Krzysztof: A nawet gorzej. Od czasu, kiedy światowe media porównały naszych Bliźniaków do kartofli, spadł eksport tego, że się tak wyrażę, ziemiopłodu. Pan Andrzej: Za to produkcja samogonu wzrosła. Pan Bronisław: Ja chciałbym rzucić nasze narodowe nieszczęście na szersze tło i zwrócić uwagę, iż historia pełna jest bratobójczych konfliktów: Kain i Abel, Romulus i Remus, że nie wspomnę o Żelaznej Masce – nieszczęsnym bracie...
Marcin Wolski
Lepiej udaje się nas postraszyć Davidowi Morellowi (twórcy niezapomnianego Rambo i mniej udanego – moim zdaniem – cyklu o Bractwach). Ostatni sukces wynika stąd, że Infiltratorzy są horrorem raczej realistycznym (no, może wyjąwszy kota na pięciu łapach). Grupy zapaleńców, penetrujących opuszczone budynki w poszukiwaniu sensacji istnieją realnie, a w USA nie brakuje obiektów dla ich działalności, choć raczej bywają to stare magazyny czy koszary niż luksusowy hotel w kształcie meksykańskiej piramidy. Wyprawa, od początku emocjonująca (czytelnik wie, że żywcem wyjdzie z niej jedna, góra dwie osoby), stanowi przykład dobrze eskalowanego napięcia. Jeden z członków wyprawy okazuje się nie tym, za kogo się podawał, cele innych odbiegają od zadeklarowanych na wstępie, do budynku (do którego...
Marcin Wolski
Radca z Krakowa tylko westchnął, a prowadząca przypomniała, że istotą programu, na który zaprosiła gości, jest rozegranie jakiejś gry bądź zabawy towarzyskiej. Wszyscy się z tym zgodzili, a jeden z wpływowych uczestników ledwie wystający ponad blatem stołu – złośliwa obsługa jak zwykle dała mu najniższy fotel – podkreślił: – Ani ja, ani mój brat nie będziemy zgłaszać sprzeciwu pod warunkiem, że będzie to gra godziwa. – To są jakieś gry niegodziwe? – zapytał młodzian o wyglądzie małorolnym, a głosie drewnianym. – Można na ten temat? – zerwała się energiczna kobiecina o pełnych dobroci oczach i zaciętych ustach poborcy podatkowego. – Oczywiście, pani Zyto... znaczy pani profesor – powiedziała redaktorka. – Niegodziwe są takie gry hazardowe, w których wygrani nie uiszczają...
Marcin Wolski
Przy okazji warto zauważyć zjawisko, jakim jest „bunt murzynów”. Tajni współpracownicy popularnych autorów istnieli od zawsze. Do legendy przeszła „fabryka powieści” Aleksandra Dumasa, ale dopiero Perez de Reverte ujawnił szerszej publiczności nazwisko najwybitniejszego z „murzynów”, niejakiego Augusta Maqueta, współpracującego, rzecz charakterystyczna, przy najlepszych utworach wybitnego Francuza – trylogii o muszkietarach i przy książce Hrabia Monte Christo. Nawiasem mówiąc, Dumas umarł w długach, a Maquet dorobił się zamku nad Loarą. Dzisiejsi pomocnicy coraz śmielej wychodzą z cienia. Najpierw „rozwijali” jedynie konspekty i pomysły zmarłych wytwórców bestsellerów (jak Ludlum), potem tworzyli już na własny rachunek, choć na stare kopyto! Dziś wywalczyli tyle, że figurują na okładkach...

Pages