Marcin Wolski

Marcin Wolski
Na to stwierdzenie natychmiast zareagowała pani Jolanta: – Ludzie uczciwi i skromni, a do takich zaliczamy się z moim mężem, nie mają nic do ukrycia i nie boją się magnetofonu. Pamiętam, jak wprowadzaliśmy się do nowego mieszkania... – Do apartamentu za grosik w Wilanowie? – zapytała z błyskiem w oku pani Hania. – Za jaki grosik? – oburzył się pan Leszek, swego czasu również szczęśliwy lokator Zatoki Czerwonych Świń. – Dwadzieścia złotych za metr kwadratowy to kupa pieniędzy. – Chodziło o nasz służbowy pałacyk. No więc, kiedy się wprowadzaliśmy, to nawet nie szukaliśmy pluskiew... – Bo elektroniczne mój Mietek zdemontował, a żywe Danuśka wytłukła – pochwalił się pan Lech. – Nie uwierzycie państwo! Przez dwie kadencje tylko raz znalazłam magnetofon pod łóżkiem... Był to...
Marcin Wolski
Robin Cook (nie mylić z szefem brytyjskiego MSZ) jest autorem całkiem przyzwoitych thrillerów medycznych. Po książce „Sfinks”, której akcja rozgrywa się w Egipcie wśród piramid, grobowców, badaczy i złodziei starożytności, spodziewałem się niezłej zagadki toksykologicznej. Zwłaszcza, że punktem wyjścia jest odkrycie w roku 1922 przez Howarda Cartera i lorda Carnarvona grobowca Tutankhamona. Fakt ten obrósł licznymi mitami, podobnie jak seria zagadkowych zgonów w szeregach odkrywców, co dało początek legendzie o klątwie faraona. Wśród licznych prób wyjaśnień „czarnej passy” były i takie, które mówiły o bakteriach lub grzybach uwięzionych w grobowcu przez 40 wieków. Nawiasem mówiąc, my doczekaliśmy się podobnej legendy – dotyczącej grobowca Kazimierza Jagiellończyka w Katedrze Wawelskiej....
Marcin Wolski
Zgromadzonych zaskoczyła nowa formuła programu. Zamiast salonowych dywagacji w plenerze miała to być prawdziwa szkoła przetrwania. Po paru żartach na temat umiejętności przetrwania przez panią Ninę wszystkich prezesów (od Sokorskiego do Wildsteina) każdy zaczął gadać o swoich dotychczasowych sukcesach w tej dziedzinie. Pan Józef omówił dotychczasowe dziesięcioletnie boje z sądem lustracyjnym, kończąc skromnym stwierdzeniem – „Dłużej socliberała niż trybunała!”. Pan Andrzej, pokryty nową warstwą samoopalacza, pokazał wszystkie wyroki, z których polecił uszyć sobie podpinkę, a pani Zyta stwierdziła skromnie: – Ja się nie chwalę, ale zaliczyłam z sukcesem ścieżkę przeszkód na sto gazet, trzech ubeków i jedną sędzię z układu. Na to pan Bronisław jedynie westchnął nad ogólnym...
Marcin Wolski
Pani Hania: Chcę poruszyć sprawę piłki, która wpadła przez ogrodzenie do strzeżonego ogródka w Juracie, przez co w kraju podniesiono alarm, a szef ochrony stracił robotę. Pani Zyta: Bywa! Bramkarz, który puści gola, też wylatuje z reprezentacji. Pan Tadeusz: Poza tym żyjemy w stanie zagrożenia antyterrorystycznego. Nigdy nie wiadomo, co może być w takiej piłce... Pan Lech: I kto w nią nadmuchał?! Pan Andrzej: Słyszałem, że na pewnych mistrzostwach świata chciano podrzucić piłkę napompowaną bakteriami wąglika. Była tak skonstruowana, że miała wybuchnąć po znalezieniu się w bramce. Pan Tadeusz: I nie wybuchła? Pan Andrzej: Na szczęście do przerwy był wynik zero, zero. Pani Zyta: A po przerwie? Pan Andrzej: Ktoś ukradł piłkę... Podjęta przez panią Ninę próba nawrotu...
Marcin Wolski
Podobnie było w Marcu ‘68, nawet jeśli, zakładając hipotetycznie, inspiracja wyszła gdzieś z góry i stanowiła odprysk walki frakcyjnej „Chamów” i „Żydów”, w momencie kiedy zwołano wiec 8 marca na dziedzińcu uniwersytetu, wydarzenia zyskały własną dynamikę. My wszyscy, „piękni dwudziestoletni”, w czapkach studenckich czy bez, nie odgrywaliśmy jedynie roli statystów wedle odgórnie ułożonego scenariusza – my naprawdę domagaliśmy się przestrzegania Konstytucji PRL (bo wierzyliśmy jeszcze, że w totalitarnym państwie jest to możliwe), szczerze skandowaliśmy: „Prasa kłamie!” albo „Polska czeka na swego Dubczeka”. Nie obawiam się lustracji, nie tylko dlatego, że jestem szczęśliwym posiadaczem statusu pokrzywdzonego. Obok wiary w hasło „Prawda was wyzwoli” żywię przekonanie, że otwarcie...

Pages