Recenzja nie na czasie

Mateusz Matyszkowicz
Piękno Baudelaire’a zawsze musi wynikać z zetknięcia się czasu i wieczności. Każde prawdziwe dzieło sztuki zawiera w sobie ten podwójny element – czegoś niezmiennego i przemijającej teraźniejszości. Dziś polecam „Malarza życia nowoczesnego” Charlesa Baudelaire’a – jeden z najbardziej niezwykłych esejów, jakie kiedykolwiek napisano. Dlaczego ten niewielki szkic napisany w XIX wieku zasługuje na szczególną uwagę? Co najmniej dwa jego wątki powinny stanowić dla nas dobry pretekst do rozmyślań. Pierwszym jest to uwielbienie teraźniejszości, ale uwielbienie specyficzne – wcale nie polegające na bezwolnym oddaniu się fali, na jakimś lemingowatym wejściu w prąd. O nie. Baudelaire tak naprawdę oswaja nas z tym, że i tak zawsze...
Mateusz Matyszkowicz
„Słuchaliśmy miejscowego radia wszędzie w kraju. I poza paroma relacjami z meczów futbolowych strawa umysłowa była równie ujednolicona, paczkowana i nijaka jak pożywienie”. John Steinbeck miał ponad 50 lat i najlepszy okres pisarski już za sobą, kiedy postanowił coś ze sobą zrobić. „Coś ze sobą zrobić” jest szczególną frazą, w której zamykamy intencję poszukania bodźca, który wyrwie nas z marazmu. Co kilka lat dopada człowieka przecież taki kryzys, z którego wyrwać się może tylko, jeśli „coś się ze sobą zrobi”. Można wtedy zacząć pić albo słuchać reggae. Ale można też, jak Steinbeck, zapakować psa do samochodu i wyruszyć w podróż. Kryzys Steinbecka, tego choćby od „Na wschód od Edenu”, nie był jednak zwykłym kryzysem wieku średniego...
Mateusz Matyszkowicz
Leon Wasilewski, ojciec niesławnej Wandy, jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, należy do grupy twórców polskiej niepodległości. To on formułował zasadnicze elementy jej polityki wschodniej, m.in. jako negocjator pokoju z Sowietami, wcześniej uczestnik konferencji wersalskiej. Muzeum Historii Polski przypomniało ostatnio jego książkę o komendancie: „Piłsudski, jakim go znałem”. Proponuję ją na końcówkę lata, tuż przed wrześniem, przed kolejną rocznicą wybuchu II wojny światowej, która zmiotła z powierzchni ziemi to, co pokolenie Wasilewskiego z trudem budowało. Proponuję nieprzypadkowo, bo śledząc w ostatnim czasie rankingi czytelnicze, ze zdziwieniem odkryłem, że wśród książek, które tzw. Polacy kupują najchętniej, są wspomnienia...
Mateusz Matyszkowicz
Czy potrafimy wyrażać własną wolę? W życiu, w wyborach, wszędzie? Czy akceptujemy wolę innych? Czy szanujemy ich intymność? A może żyjemy w tym potwornym świecie, w którym wszystkie działania jednostki wyznacza wielkie społeczne ciało, z redaktorami, wodzami i podglądaczami? Herman Melville, autor świetnie znanego czytelnikom Moby Dicka (tu na marginesie warto odnotować niedawną premierę w Operze Narodowej inscenizacji tego dzieła z librettem Krzysztofa Koehlera), pozostawił w swojej spuściźnie także niewielkie dziełko, jakbyśmy w Polsce powiedzieli, nowelkę, „Kopista Bartleby. Historia z Wall Street”. Rzecz, którą wszystkim chciałbym polecić na obecne plażowanie. Nie tylko dlatego, że krótkie, a wiadomo, że na słońcu...
Mateusz Matyszkowicz
Kiedy autor po raz pierwszy przyjechał do Wilna, był człowiekiem dorosłym. Znalazł się na wileńskiej ulicy i wiedział, gdzie ma iść. Znał rozkład ulic, jakby się w tym mieście urodził. To Krzysztof Masłoń, autor „Puklerza Mohorta. Lektur kresowych”, które dziś chciałbym Państwu polecić. Więc kiedy Krzysztof Masłoń znalazł się na tej ulicy i wcale nie był zagubiony, mimo że w Wilnie znalazł się pierwszy raz, uświadomił sobie, że rzeczywistość kresowa głęboko wniknęła w polskie umysły. Polska kultura i wyobraźnia są tak głęboko przesiąknięte Kresami, że powojenne zmiany granic nie zdołały wymazać tych odniesień. Polska literatura zakorzeniona jest w Kresach, tam urodziło się najwięcej autorów, którzy kształtowali polską wyobraźnię, tam też powstały...
Mateusz Matyszkowicz
„Nikt do pisania mnie nie zachęcał. Nie miałem żadnego protektora”. Tak pisze Marek Nowakowski, zmarły w maju jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy po II wojnie światowej. „Pióro. Autobiografia literacka” to książka, którą chciałbym w tym miesiącu polecić. Zebranie całej twórczości Nowakowskiego w jednym felietonie nie jest możliwe. Choć sam pisał teksty raczej krótkie, opowiadania po dwie, trzy strony, zdania rwane, cięte, precyzyjne i bez ozdobników, to jednak spuścizna, jaką po sobie zostawił, jest imponująca. Dobrym przewodnikiem po literaturze, którą tworzył, jest właśnie jego autobiografia. Napisana dokładnie tak, jak jego opowiadania i nowelki, daje nam wgląd w warsztat pisarski i jego egzystencjalne tło. Debiutujący w latach 50...
Mateusz Matyszkowicz
Miał być operatorem, został reżyserem. „Zrozumiałem, że jestem tak złym operatorem, że żaden reżyser nie będzie chciał ze mną pracować. Jeden się jednak znalazł. To byłem ja sam” – tak wyznał Andrzej Munk, jeden z najbardziej niezwykłych twórców w historii polskiego kina. Stwierdzenie nie powinno nikogo zaskakiwać. Reżyser filmowy musi posiąść zdolność, którą ma niewielu. Większość z nas, zwłaszcza piszących, skupia się na tym, jak coś opowiedzieć. Tak, jak ja teraz myślę, jak najlepiej opowiedzieć Andrzeja Munka. Większość też tak myśli o kinie, że – mianowicie – kino jest opowieścią, że chodzi tu o historię i dlatego mówimy: film fabularny. A zatem film, który coś opowiada. Pozostaje jednak pytanie, w jaki sposób opowiada. I wtedy do...
Mateusz Matyszkowicz
„Drogi Panie Walerianie! Pragnąłbym bardzo, aby forma tego listu nie była ostatnią w jakiej się do Niego zwracam” – to początek listu Józefa Mackiewicza do Waleriana Charkiewicza z 1946 r. Cytuję nieprzypadkowo. Dla tych, którzy poszukują inspiracji Mackiewiczowych, Wydawnictwo Arcana przygotowało nie lada niespodziankę. Ukazało się właśnie trzecie wydanie „Ptasznika z Wilna” Włodzimierza Boleckiego, podstawowej w naszej literaturze monografii o Józefie Mackiewiczu. Książka, bez której trudno zrozumieć jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku. Od lat stanowi ona dla mnie przewodnik po dziełach tego twórcy. Jeśli czytam powieści Mackiewicza, a staram się robić to jak najczęściej, pod ręką mam zawsze „Ptasznika” (tu mała uwaga do wydawcy: Tym razem...
Mateusz Matyszkowicz
„Mickiewicz rozważał wydanie…” – jakby Mickiewicz był autorem jak inni. Jakby nie był natchnionym wieszczem, prorokiem niepatrzącym na popularność. Jakby był autorem, a jego biograf nie mickiewiczologiem, lecz biografistą, takim, jakich mieli Bernard Shaw i Paris Hilton. „Opłacili jednak czynsz z góry i nie mogli się wyprowadzić” – czyż to nie banalne? Dziś małe polecenie książki, która jest księgarską nowością, ale jej niecodzienność sprawia, że zasługuje na wzmiankę w rubryce, gdzie mowa o lekturach nie na czasie. A więc „Adam Mickiewicz. Życie romantyka”. Jej autor, Roman Koropeckyj, przyjął perspektywę badawczą zupełnie inną od tych, które wybrali jego poprzednicy. Mamy tu do czynienia z biografią wieszcza, który wieszczem nie jest. Albo...
Mateusz Matyszkowicz
Niektórzy szukają poradników pod wspólnym tytułem: jak żyć? W większości jest to jednak słaba i ogłupiająca lektura. By jednak odpowiadać sobie na to ważne pytanie, polecam czytanie ksiąg świętych oraz podręczników reżyserii. Nie żartuję. Reżyseria jest sztuką interpretacji, ale interpretacji wcielonej. Nie zatrzymuje się na objaśnieniu tekstu i opatrzeniu go stosownymi przypisami, tylko bierze na siebie jej unaocznienie. To wszystko musi się wydarzyć na scenie, rozegrać między aktorami w ściśle zaprojektowanej scenerii. Musi wywołać zamierzony skutek i wejść w interakcję z widownią. Tak bardzo narzekają na to reżyserzy filmowi, którzy zamknięci ze swoją ekipą mają bardzo ograniczoną możliwość obserwowania reakcji na swoje dzieło i modyfikowania...
Mateusz Matyszkowicz
Średniowieczni mnisi buddyjscy pisali o ulotności i kruchości wszystkiego, co nas otacza, by uprzytomnić swoim współczesnym, że marne to wszystko i niewarte naszej uwagi. Choć ich perspektywa była zupełnie inna niż proroków Izraela i myślicieli wczesnego chrześcijaństwa, to jednak odnaleźć można wiele wspólnych dla nich motywacji. Minęło kilkaset lat i u progu XVII wieku, w czasach, gdy Japonią zaczął rządzić reżim Tokugawów, stary motyw kruchości życia uległ całkowitej przemianie. Podstawowa obserwacja pozostała ta sama: wszystko jest chwilowe i ulotne. Wniosek, jaki z tego wyciągano, był jednak zupełnie inny. Skoro wszystko jest tak kruche, to potrzebuje z naszej strony specjalnej uwagi. Artyści japońscy skupili się więc na...
Mateusz Matyszkowicz
Co robi chłopiec z lalką? Buduje dla niej nie domek, lecz pałac prezydencki. Umieszcza tam lalkę i czyni prezydentem. A potem obala za pomocą drużyny G.I. Joe. Męski świat poznajemy dzięki Arturowi Nowaczewskiemu, poecie związanemu z magazynem „40 i 4”, który wydał ostatnio (jak ja nie lubię tego słowa, brrrr…) książkę „Dwa lata w Phenianie”. Na początku lat 90. jako bardzo młody chłopak spędził z rodzicami dwa lata w stolicy komunistycznego reżimu. Jego ojciec był księgowym w polsko-koreańskiej firmie, istniejącej zresztą do dzisiaj. Mieszkał w dzielnicy dyplomatycznej, chodził do szkoły sowieckiej. Z tego czasu pozostało niewiele obrazków, oglądanych głównie z samochodu, który przemierzał stolicę państwa Kimów. Kilka...
Mateusz Matyszkowicz
Można się z Kazimierzem Orłosiem nie zgadzać, można mieć różny stosunek do wielu jego wyborów. Można wreszcie mieć dystans do części jego twórczości. Nie sposób jednak nie zaliczyć Orłosia do grupy najwybitniejszych polskich prozaików, i to tych, których twórczość nie jest z naszych czasów, zachowała bowiem niedzisiejszą zdolność do nazywania i opisywania najprostszych spraw, nawet jeśli ceną za to będzie posądzenie o banał. Bywa bowiem tak, że o podstawowych prawdach zupełnie się zapomina, bo uznane za banał wypadają z obiegu. Orłoś zdolność opisywania banału zachował. Widać to w wydanym niedawno tomie „Historia leśnych kochanków i inne opowiadania”, zbiorze tekstów, które powstały w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. Choćby w ...
Mateusz Matyszkowicz
„Wyjątkowo w naszym gimnazjum uczniowie dwóch najwyższych klas mogli palić w czasie przerw, ale jedynie w palarni i pod warunkiem, że mieli pisemne zezwolenie rodziców” – uwielbiam książki o dawnych czasach i dawnych szkołach. O wiele mniej pruderyjnych niż mogłoby się wydawać, a zarazem o wiele bardziej zdyscyplinowanych, niż jest obecnie. Fascynujące połączenie. Zbigniew S. Siemaszko powinien trafić do rubryki z „Recenzją nie na czasie” już dawno. Znakomity historyk, z dobrym piórem, idący pod prąd wszelkim intelektualnym modom. Powinien się tu zatem znaleźć już dawno temu, ale ponieważ czas dla nas nie istnieje, to właściwie nie ma znaczenia, kiedy coś się pojawia. Siemaszko trafia tu po raz pierwszy z książką, którą można by nazwać autobiografią, ale standardowa pozycja z tego...
Mateusz Matyszkowicz
Zawsze lubiłem sushi i mógłbym zjadać je w sporych ilościach, ale wstydziłem się swojej niesprawności we władaniu pałeczkami. Jedzenie pałeczkami dla człowieka, który ma problem z zawiązaniem własnych butów, jest dużym kłopotem. No tak, nie jestem sushi konserwatystą. Swoją niewprawność kompensuję czytaniem japońskich powieści. Ulga godna inteligenta. Jeśli czegoś nie potrafisz, przeczytaj książkę. Japonia to problem i dla radykalnych postępowców, i dla konserwatystów. Zarazem to dobre miejsce na to, by przyglądać się, co się dzieje, gdy jedne obyczaje się zmieniają, a inne nie. Jeśli ktoś szuka przewodnika, niech sięgnie choćby po Taichi Yamadę. Ten wzięty japoński scenarzysta, bardzo ciekawy powieściopisarz, pokazuje obecność starej Japonii w szklanych biurowcach. Daje nam zapis...
Mateusz Matyszkowicz
„Życia chrześcijańskiego nie mogą wieść ci, to znaczy chrześcijanami nie mogą być ci, którzy są pewni swojego chleba powszedniego. Chcę powiedzieć ci, którym jest on czasowo zapewniony. A są to rentierzy, urzędnicy, zakonnicy”. Charles Peguy był za swojego czasu znany przede wszystkim jako bardzo wyrazisty dziennikarz. Na początku kariery zaangażowany w obronę Dreyfusa, niesłusznie oskarżonego oficera francuskiej armii. Bezkompromisowy, w pierwszych latach przejęty ideami socjalistycznymi. Z czasem je porzucił, przeżył też głębokie nawrócenie– choć sam nie lubił mówić o nawróceniu, ale pogłębieniu. Sięgam po „Charles Peguy – człowiek dialogu”. Ni to antologię tekstów – książka zawiera szczegółowe kalendarium jego życia wraz z fragmentami pism z danego...
Mateusz Matyszkowicz
„Błoto. Nie pojedziemy do Aten. Zapomnij o Grecji”. Tym razem w „Recenzji nie na czasie” lektura nowa, ale bardzo niedzisiejsza. Albo przynajmniej niespełniająca kryterium tego, co większość osób uważa za dzisiejszość. Chodzi o tomik poezji, w którym picie wódki i palenie papierosów pojawia się wyjątkowo rzadko, a jego autor umiejętnie posługuje się językiem, którym można opisać sprawy znacznie ważniejsze. Co oczywiście nie oznacza, że nie wolno palić papierosów ani pić wódki. Ani nawet tego, że nie można o tym pisać. Można. Ale granica pojawia się wtedy, gdy człowiek przestaje być zdolny do czegokolwiek innego.   Więc Dakowicz. Przemysław Dakowicz. Zachwyciłem się niedawno jego „Teorią wiersza polskiego” – tytułem jakby wziętym z Miłosza (przez przywołanie tradycji traktatów...
Mateusz Matyszkowicz
„Więc ostatecznie... co mamy robić?” – pytają. „Nawrócić się” – odpowiada don Pardoval. „Jak to, nawrócić się? Czy nie jesteśmy chrześcijanami?” – pytają dalej. „Jesteście poza Kościołem Chrystusa” – słyszą.   Ten dialog pochodzi z książki pewnego posoborowego teologa i filozofa, ojca jezuity zresztą. Autor był redaktorem „Tygodnika Soborowego”, lecz nie w latach 60. XX wieku, ale prawie 100 lat wcześniej. Chodziło o Sobór Watykański I, a tym autorem był ksiądz Marian Morawski, jeden z najwybitniejszych polskich neoscholastyków. 20 lat po Vaticanum I napisał on „Wieczory nad Lemanem”. Zapis rozmów gości pewnego kurortu, towarzystwa międzynarodowego, jakby wziętego z „Czarodziejskiej Góry”, choć ta powstała 30 lat później. Obie jednak książki...
Mateusz Matyszkowicz
Tyrmand zjadł obiad w Bostonie. Smakował lokalność tej kuchni. I dziwił się, że Amerykanie tak ciągną do Europy, by smakować tamtejsze jedzenie. Na przyjęciach rozmawiał z Jankesami o możliwych scenariuszach inwazji sowieckiej. Dziwił się widokowi Murzyna policjanta. W Europie prześladowanym mniejszościom nie daje się przecież do ręki broni. Taki to Tyrmand zadziwiony, zachwycony i zmartwiony Ameryką. „Dziennik amerykański” i „Z notatnika dyletanta” to amerykańska część tomu „Zapiski dyletanta” (jest tam też znakomita część o Izraelu). Dyletanta, bo Tyrmand nie chce udawać znawcy. Choć napisał książkę o jazzie i amerykańskiej kulturze, stara się nie zgasić w sobie tego poczciwego i nienaruszonego niczym zdziwienia. Jakby...
Mateusz Matyszkowicz
Zresztą, każdy z nas jest po trosze małym, krnąbrnym chłopcem, któremu nie pomoże ani tęgie lanie (uwaga: nie propaguję przemocy!), ani ślęczenie w szkolnej ławce. Jedno i drugie jest mało efektowne, a chłopak sprany i upupiony w szkole nie stanie się ani o jotę lepszy niż wcześniej. Jedyne, co może nim wstrząsnąć, przemówić choć trochę do rozumu – choćby nie od razu, choćby dopiero po latach, gdy sobie już wszystko przypomni – jest starzec. Słuchajcie więc starców. Na lekturę wielkopostną wybrałem w tym roku „Starców Pustelni Optyńskiej”. Książkę niewielką, ale treściwą i gęstą jak porządny krupnik, który tak lubią starsi panowie. Może to bluźnierstwo, bo akurat ci starcy potrafili tygodniami niczego nie jeść, a już na pewno nie zupy...
Mateusz Matyszkowicz
Ale od początku. Na lekturę polecam biografię Kalwina pióra Bernarda Cottreta, którą wydał PIW w swojej wspaniałej serii. Rzecz napisana znakomicie, wręcz brawurowo, literacko pierwszorzędnie, narracyjnie arcyciekawie, a przy tym z żarliwym zaangażowaniem w obronę idei reformacji i jej ojców założycieli, a przede wszystkim samego Kalwina. Dzięki temu apologetycznemu charakterowi otrzymujemy nie tylko wykład życia i twórczości Jana Kalwina, lecz także próbkę dobrze napisanej protestanckiej teologii. Ciekawych tu jest mnóstwo rzeczy. I solidne klasyczne wykształcenie Kalwina – mało kto pamięta, że jego debiutem literacko-filozoficznym był komentarz do De clementia Cycerona. I pochodzenie reformatora – wraz z próbą wskazania źródeł antyklerykalnych fobii, problemów jego rodziny, która z...
Mateusz Matyszkowicz
Cóż biedny Kisiel powiedziałby w 150. rocznicę? To samo, pewnie jeszcze mocniej. Puste frazesy i krojenie po swojemu. Obchody rocznicy powstania już wykastrowanym kontekstem, jakby ten zryw nie był przeciw komuś – komuś konkretnemu, ale jakąś zwykłą tragedią, po której pozostaje tylko zapalenie znicza na powstańczych mogiłach. Tym bardziej trudno doszukiwać się okołopowstańczych sporów, ocen – tej treści, która powinna wypełniać trzeźwe spojrzenie na historię. Czym jest trzeźwe spojrzenie? Bez gniewu i uprzedzenia, z uwzględnieniem wszystkich kontekstów, przeżycie powstania jeszcze raz, ale teraz już intelektualnie. Milczenie nad mogiłami nie wystarczy. Oprócz znicza przydałyby się jeszcze słowa. Tylko wtedy historia może nas nieco uczyć. Aby odchorować tę sytuację, sięgnąłem po...
Mateusz Matyszkowicz
W „Przypadkach mojego życia” takich opowieści jest sporo. Każdy przyjazd do rodzinnego Tarnowa jest wstrząsem. Każdy wstrząs przeżywany jest osobiście – miesza się w nim sarkazm dojrzałego pisarza, który jest gdzieś daleko i wysoko, z rozczuleniem, z przywołaniem drobiazgów, szczegółów, małych wydarzeń i zapomnianych ludzi. To wszystko jest naturalne i tego powinniśmy się spodziewać, takie są podróże do krainy dzieciństwa. To, co u Brandstaettera najciekawsze, to nieustanne przywoływanie śmierci w rodzinnym mieście. „Cmentarz minionych lat” – tak je nazywa i nie chodzi tylko o banalną konstatację mijającego czasu. Kiedy w innym miejscu opisuje przyjazd do tarnowskiego teatru na premierę własnej sztuki, spotkanie z reżyserem i herbatę w jego mieszkaniu, przywołuje Hades. Tak, aktorzy...
Mateusz Matyszkowicz
Czym w czasie okupacji mogło być studiowanie sielskiego Soplicowa, łatwo się domyślić. Sam Mickiewicz, świadom odchodzenia tego świata, chciał uchwycić go w czasie ostatniego rozkwitu. Oszczędził za to obrazu ruin. Pan Tadeusz powraca więc do domu, który żyje starym rytmem i nie musi oglądać jego ruiny. Co najwyżej, powraca na emigracji do tego wspomnienia. To dopiero Słowacki, próbując pisać ciąg dalszy „Pana Tadeusza”, pokazuje Soplicowo w czasie odwrotu armii Napoleona: „Dziedziniec, gdzie bławatki, cykorie i maki/Barwiły się jak szalów indyjańskich szlaki, Teraz biały, wczorajszą zasuty zawieją, A na nim ścieżki świeżo deptane czernieją/Od folwarków do dworu, do stodół, do gumien; Wszystko smętne... a domy stoją na kształt trumien...” Soplicowo jest mikroświatem Polaków, a jego...
Mateusz Matyszkowicz
Będziecie recytować Izydora, a w przerwach przepytywać dzieci z gatunków drzew i krzewów. Z szyszek i żołędzi. Wiewiórek i dzików. Obawiam się, że dzisiejsi intelektualiści mają problem nawet z tym odróżnieniem i wiewiórki często mylą z dzikami. „Człowiek dochodzi do poznania Boga Stwórcy przez naturę, jak gdyby wspinając się po stopniach zrozumienia. Mianowicie od bytów pozbawionych czucia wznosi się ku czującym, od czujących wznosi się ku obdarzonym rozumem, od obdarzonych rozumem wznosi się ku Stwórcy”. Do pełnej teologii wystarczą więc las, pies i dzieci. Wejdziemy w tę sytuację i już możemy uprawiać jesienną teologię. Wzięcie Izydora wskazane jak najbardziej. W dawnych wiekach był to bowiem jeden z podstawowych podręczników teologii. Dzięki niemu widać, jak w klarowny sposób można...
Mateusz Matyszkowicz
To takie spacerowanie, w czasie którego otwierają się kolejne sensy i miasto zaczyna być bardziej zrozumiałe. Trudno zresztą było na ten trop nie wpaść, skoro naszym pierwszym mieszkaniem okazał się blok na Woli. Stąd i wszechobecność tablic informujących o miejscach egzekucji i cmentarze. W tym cmentarz ewangelicki: cichy, piękny i majestatyczny – ten sam, na którym toczyły się ciężkie walki powstańcze i gdzie można znaleźć sporą liczbę powstańczych relikwii, jak choćby przestrzelonych pomników. To właśnie te wizyty sprawiły, że powróciłem do lektury „Miasta i mitu” Władimira Toporowa. Dzieła, które składa się z dwóch esejów. Pierwszy poświęcony jest rozdarciu miasta między dwa wzorce: Babilonu i Jerozolimy, piekła i Nieba. Trudno o lepszą dychotomię dla Warszawy i stosowniejsze dla...
Mateusz Matyszkowicz
Istnieje pewien mit tego, czym powinna być lektura wakacyjna. A więc, mówi się, że na leżak czy pod namiot trzeba zabrać książkę lekką, najlepiej kryminalik lub romansik. Może być też wywiad rzeka. W końcu wakacje są po to, by odpocząć. Nie trzeba więc zawracać sobie głowy ciężką lekturą, przegrzewaniem komórek i teoretycznym zaawansowaniem. Ale to podejście wyjątkowo głupie. Kiedy będziecie projektować listę lektur na przyszłoroczne wakacje, wybierzcie rzeczy najcięższe: Platona, Arystotelesa, Tomasza i nie zapomnijcie jeszcze o Edycie Stein. Dlaczego? Po pierwsze, kiedy jesteście wolni i nie myślicie o robocie, myślcie o filozofii. Kiedy nie w głowie wam excelowe cyferki, zajmijcie się naturą bytu. Kiedy wreszcie szczególnie myślicie o mijającym czasie, o tym, że wakacje są takie...
Mateusz Matyszkowicz
Nie, tu chodzi o coś innego. Pewnie o coś na pograniczu dobrego wykształcenia i mentalnej niezawisłości. Książka o Sowietach jest dobrym tego przykładem. W końcu był to temat, który dziś nazwalibyśmy drażliwym, który trzeba poruszać ostrożnie i z odpowiedzialnością. Doświadczenie wojny 1920 r. i ciągłego zagrożenia z sowieckiej strony, wreszcie walka z infiltrowaniem kraju przez służby bolszewickie – to wszystko sprawiało, że taką książką można się było narazić. Bo zbyt krytyczna albo przeciwnie – niedostatecznie krytyczna. Jak ją napisać w sposób niezależny? Dziś wielu powiedziałoby, że niezależność polega na wypośrodkowaniu i przyznaniu racji różnym stronom sporu. Gdyby Cat ten model realizował, pisałby, że, owszem, Sowiety są straszne, ale można je też zrozumieć, wczuwać się w...
Mateusz Matyszkowicz
Kiedy podejmuje próbę życia z pisania i chce przyjąć ofertę skracania tekstów literackich i robienia z nich scenicznych adaptacji, jego żona mówi, co należy. Paweł wraca do pracy drwala. Potem z pożyczki kupuje konia i sanie. Zostaje furmanem. Ta szkoła przetrwania w sowietyzowanym kraju – przemyt, dorabianie na boku, zaczątki konspiracji – ma też swoją drugą stronę, już bardziej ludzką i zwyczajną. Mackiewicz w swojej powieści w sposób bardzo udany i subtelny kreśli obrazek życia w miłosnym trójkącie. Paweł, oprócz kochającej Marty, ma równie kochającą Weronikę. Ta grzeszna część jego życia wydaje się najbardziej ludzka. Odchylenie od norm obyczajowych daje pozór zwykłego życia. Bo cóż sowieckiego w tym, że natura ludzka jest taka, jak zawsze? Wiąże się to zapewne z Mackiewiczową...
Mateusz Matyszkowicz
Ów krytycyzm zwracał się nie tylko przeciw samym komunistom i rządzonemu przez nich państwu, lecz także – a może nawet przede wszystkim – przeciw głównemu nurtowi życia opozycyjnego. Krytykowany jest więc np. Piotr Wierzbicki i jego „Myśli staroświeckiego Polaka”. Nie waha się napisać o książce nachalnej i dyletanckiej. Ale to nie Wierzbicki jest najważniejszym oponentem. Wielokrotnego przypominania wymaga przede wszystkim esej „Podzwonne dla błazna”, esej najbardziej proroczy z całego tomu. Legutko polemizuje w nim z artykułem, który Adam Michnik zamieścił w tomie poświęconym Kołakowskiemu. Opozycja kapłana i błazna na trwałe już weszła do powszechnego myślenia o kulturze. Kapłan to tradycjonalista, strażnik wartości, stronnik absolutu. Narzuca katechizm i z niego rozlicza – w nim...
Mateusz Matyszkowicz
Niedawno odnalazłem arcyciekawą monografię o tym przedwojennym radiu, znakomity przewodnik i zaprawa przed wyprawą wehikułem czasu. Maciej Józef Kwiatkowski – nieżyjący już zapalony radiowiec, powstaniec i varsavianista, pierwszy Polak, który doktoryzował i habilitował się z historii radia – opisał dzieje warszawskiej rozgłośni od samego początku – czyli od przejęcia przez Polskę niemieckiej radiostacji wojskowej w 1918 r. A potem stowarzyszenia radioamatorów, zabiegi, pierwsze próby nadawania i wreszcie powstanie właściwego radia. Znajdziemy tam analizy programów, sylwetki twórców, szczegóły techniczne i mniej techniczne anegdoty. Po prostu, uczta. Poznałem stare ramówki, budowę odbiorników i statystyki abonentów. Książka, co trzeba podkreślić, powstała za komuny. Czas powstania...
Mateusz Matyszkowicz
Kiedy więc odtwarzamy relacje między Herlingiem a „Kulturą” na podstawie ostatnich świadectw Jerzego Giedroycia i Zofii Hertz, znajdziemy tam pod adresem naszego autora „Dziennika” wiele nieprzyjemnych słów. Zofia Hertz mówi, że w ogóle go nigdy nie lubiła. Ale kto by teraz o tym pamiętał, skoro dwa najcenniejsze elementy Herlingowej spuścizny są z „Kulturą” ściśle związane: i „Inny świat”, i „Dziennik pisany nocą”. Teraz zaś, dzięki publikacji krajowych dzienników Jarosława Iwaszkiewicza, dostajemy nowy materiał porównawczy, nowe smaczki i nowe konteksty. To zresztą niesamowity znak czasów, że wznowienie Herlinga zbiega się w czasie z wydaniem trzeciego tomu „Dzienników” Iwaszkiewicza obejmującego również lata 70. Kiedy więc u Iwaszkiewicza czytamy o tym, jak spotyka Gierka, pana...
Mateusz Matyszkowicz
W jego dorobku znajdują się m.in. dwie broszury, które w kraju po raz pierwszy ukazały się nakładem „Więzi” w 1987 r. Tomik opracował prof. Krzysztof Dybciak. To „Krytyka personalistyczna” i „Egzystencjalizm chrześcijański”. Kiedyś czytałem je z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze, Mounier i Marcel, na których opiera się Terlecki, nie należą do mojej bajki. Wolę Maritaina, a jeszcze bardziej samo źródło, czyli św. Tomasza. Po drugie, nie wszystkie praktyczne zastosowania mounieryzmu – jak choćby nasza „Więź” czy nieco ostrożniejszy w kierowaniu się tym wzorcem „Tygodnik Powszechny” – cieszą się moją atencją. Ot, są. Niech będą. Sam Terlecki politycznie wybrał inaczej, został przecież na emigracji. Po trzecie, z mounierystami jest taki problem, że nie zawsze wiadomo, kiedy myślą...
Mateusz Matyszkowicz
„Faraon” bywał i może być dziś wykorzystywany wprawdzie do walki z Kościołem. Jestem więc w stanie sobie wyobrazić, że powieść ponownie w odcinkach wydrukuje słynny tygodnik, który zarabia na antyklerykalizmie. Wszak jednym z głównych wątków jest napięcie między młodym władcą a stanem kapłańskim, między pustym skarbcem państwowym a kapłańskim złotem. Ten wątek łatwo strywializować i sprowadzić go do tego, co dziś nazywamy relacjami państwo–Kościół. Ale nie o to chodzi w powieści Prusa. Napięcie, które się tu pojawia, jest zupełnie innego rodzaju i współcześni antyklerykalizatorzy nie mogliby go przyjąć. Ramzes przecież sam wywodzi się z arcykapłańskiego rodu, ale nie, nie można go porównać z byłym księdzem. Władza Ramzesa opiera się na porządku religijnym – on go sankcjonuje i nadaje...
Mateusz Matyszkowicz
Zarazem u żadnego innego autora nie znajdziemy tak subtelnej i trafnej diagnozy sytuacji na Kresach Rzeczypospolitej. Sięgnąłem niedawno ponownie po tom jego wczesnej publicystyki. „Bulbin z jednosielca” to zbiór tekstów na bardzo różne tematy. Możemy jednak wyodrębnić tam wątki przewodnie, główne Mackiewiczowe obsesje, analizy pisane na szybko, ale nie byle jak. Jest tam jego publicystyczny debiut – opis stanu przyrody po zakończonej wojnie. Są tam także zapisy jego podróży na Litwę kowieńską i cała problematyka relacji między państwami, konflikt o Wilno, polemiki dotyczące sytuacji Polaków na tamtych ziemiach i świadectwa regularnej lektury litewskiej prasy. W obu wypadkach – malowania krajobrazu i nakreślania stosunków polsko-litewskich – Mackiewicz pokazuje, że bycie nie na...
Mateusz Matyszkowicz
Jeśli zaś chcemy szukać spraw niepięknych, sięgajmy po autobiografie. Grzeszmy z takimi książkami w ręku. Są to świadectwa bardzo szczere, bez tego blichtru, jaki bohaterom próbują nadawać biografowie. W tej autobiografii znajduję opowieść człowieka bardzo mi bliskiego. Sam kiedyś pracowałem w gabinecie politycznym, więc bliska mi jest ta Giedroyciowa perspektywa zaplecza, wiara, że dzieją się tam rzeczy ciekawe, że można wiele zrobić. Z dzisiejszej perspektywy jednak włos się czasem jeży na głowie. To zaplecze gabinetowe, o którym pisze Giedroyć, jest polem oddziaływania służb specjalnych. AAAA! Wykrzykną tu niektórzy. Ano: AAAA! Oczywiście, przedwojenna „dwójka” jest niedościgłym wzorem, służba w niej to zaszczyt i duma, a przy tym twarda szkoła państwowego myślenia. Przedwojenna...
Mateusz Matyszkowicz
Jakby wbrew temu iluś ludzi wtedy dobrze wiedziało, że nie żyje w czasach pokoju wieczystego, ale międzywojnia właśnie. I to się sprawdziło, wojna wybuchła i okazała się straszliwą masakrą. Przypomnienie sobie tej masakry i nieprawdopodobnego bohaterstwa zacząłem od popularnej, ale bardzo solidnej książki Apoloniusza Zawilskiego „Bitwy polskiego września”. Ta przypomniana niedawno przez Znak pozycja jest czymś wyjątkowym w naszym piśmiennictwie. Nasi rodacy na emigracji wydali monumentalną, kilkutomową monografię o polskich siłach zbrojnych w czasie wojny. W kraju zaś mieliśmy monografię Zawilskiego. Ten weteran, artylerzysta Wojska Polskiego, więzień w latach 1951–1956, mając ponad 70 lat, postanowił napisać pracę doktorską na temat kampanii wrześniowej. Rzetelny pomnik polskiej...
Mateusz Matyszkowicz
Gdybym był włodarzem, powalczyłbym o dotacje dla dwóch niezwykle istotnych dziedzin polskiego życia kulturalnego. Po pierwsze, zacząłbym finansować na wielką skalę odtworzenie wiejskiego polskiego ogrodu. Tak, ładowałbym pieniądze nie tylko w zalesianie, sprowadzanie krów z Holandii i uprawę żyta, lecz także w sianie wokół domu malw, krokusów i słoneczników. Dotacja do każdej z tych roślin, do tego premia za niekoszenie elektryczną kosiarką trawnika. Po drugie, objąłbym mecenatem specjalnym i niezwykle hojnym każdego młodego autora, który choć w 20 proc. potrafiłby pisać tak, jak Burek lub Dobosz. „Tak jak” nie oznacza oczywiście „tak samo”, ale „tak dobrze”. Jestem głęboko przekonany, że silne wsparcie dla tych dwóch dziedzin życia przyniosłoby zmianę lepszą niż zafundowanie 70...
Mateusz Matyszkowicz
Chociaż fizyków było niewielu – z pracą ciężko, zwłaszcza dla Żyda. Ale nie tylko dlatego Infeld nie lubi II RP. Kontestuje chociażby wojnę z bolszewikami i ucieka wtedy na stypendium do Berlina – byleby uniknąć wojny, tej – w jego oczach – politycznej awantury. Lewakiem jest zatem od młodości, ba, jest komunistą od początku do końca. Kolejne stypendia stają się dla niego okazją ucieczki od tej Polski, której nie akceptuje. W Cambridge podejmuje współpracę z Maxem Bornem. W Princeton staje się bliskim współpracownikiem Einsteina, razem piszą książki i artykuły. Wojna zastaje go w Toronto, gdzie ma już swoją katedrę. Tam uczestniczy m.in. w działaniach zespołu, który pracuje nad radarem. Powojenne porządki dla tego przekonanego komunisty są bardzo satysfakcjonujące – rozważa powrót...
Mateusz Matyszkowicz
Nowakowski doświadczał grozy w swoim dorosłym życiu. Ale w „Przylądku…” opisuje te swoje pierwsze grozy, jeszcze niedojrzałe; jak te, które wywoływał kardynał z brodawkami, w rękawiczkach i z sygnetem, kiedy tak wsiadał pod katedrą do swojej karocy i jechał przez brzydki i odrapany wtedy Kraków, zatęchłą prowincję imperium Habsburgów. Uczmy się, jak tę grozę opisywać niedosłownie, ze wszystkimi odcieniami i w całej swojej złożoności. Największą grozę i najstraszniejsze wspomnienie Nowakowski wprowadza do wspomnień przez bajkę, którą opowiada mama. To opowieść o śmierci ojca i najstarszej siostry. Domyślamy się tylko, co stało się naprawdę. Grozę znajdujemy w historii o odwiedzinach świątecznych u śmiertelnie chorej koleżanki. I wreszcie groza przemyka ulicami, ba, mieszka w tej...
Mateusz Matyszkowicz
Po pierwsze, najciekawsi są fałszerze, a May był fałszerzem do potęgi. Zarzucano mu, że nie odwiedził ani Bliskiego Wschodu, ani północnej Afryki, ani nawet Dzikiego Zachodu, a nie tylko o tych miejscach pisał, lecz także – czy może przede wszystkim – kreował się w książkach na doświadczonego podróżnika, westmana, przyjaciela dobrych Beduinów i wroga Beduinów złych. Miał znakomicie strzelać, jeszcze lepiej pływać (tak, tak, nawet na stojąco!), a już najlepiej w całym wszechświecie zakradać się pod nieprzyjacielskie obozowiska. Kreował się nie tylko w książkach, ale i w życiu codziennym, kiedy to podrabiał pamiątki, inscenizował fotografie (polecam w omawianej książce znakomity wybór takich fotografii), pisał listy do gazet, udzielał wywiadów i korespondował z koronowanymi głowami....
Mateusz Matyszkowicz
Jeśli więc kiedyś jakaś wojna do nas jednak przyjdzie, jeśli nas zaskoczy, podejdzie, wydarzy się niespodziewanie, to będziemy musieli szybko drukować książeczkę Bocheńskiego, która na szczęście jest krótka i nie zabierze zbyt dużo cennego w czasach wojennych papieru. Będziemy ją mogli wkładać naszym wojakom do plecaka, a ci w ciężkich zmaganiach zostaną zmuszeni do przejścia szybkiego kursu męstwa bojowego. Bocheński przyjdzie im wtedy z pomocą, a oni będą myśleć – ba, będą się wściekać – że żadna szkoła ani żaden mniej lub bardzie oficjalny program wychowawczy nie przygotowały ich do tego, co widzą i z czym muszą się zmierzyć. Ja przeczytałem wcześniej i mogę powiedzieć, że warto. Zresztą należy dodać, że Bocheński napisał pierwotnie ten tekst w 1938 r., w obliczu nadciągającej...
Mateusz Matyszkowicz
Więc zacznijmy od tego, dlaczego nie na czasie. Bo rozdrapuje rany. A rozdrapywania ran nikt nie lubi. Książka, której nie chciałbym tu recenzować, również ma na celu rozdrapywanie ran, ale dziwnie oportunistyczne, bezmyślnie i przy poklasku salonów. A tak sobie myślę, że jak autor książki, której tu nie recenzuję, chciałby napisać coś, co naprawdę rozdrapywałoby rany, poruszało najciemniejsze karty naszej historii, sprawy zakryte i wypierane ze świadomości, to powinien napisać właśnie o Łupaszce. Pomyślmy, który temat jest bardziej wypierany ze świadomości społecznej: wielkie antykomunistyczne powstanie w tzw. powojennej Polsce czy rzekomy udział narodu polskiego w Zagładzie? Przede wszystkim wypierać można tylko, co zaistniało. Powstanie antykomunistyczne miało miejsce. Udział...
Mateusz Matyszkowicz
Są też inne przypadki. Nie wiem, czy Franciszek Józef miał ciekawe życie. To sprawa kontrowersyjna. Jedną z jego biografii przeczytałem z pasją (tę Grodziskiego), przy innej (autora nie pamiętam) zasnąłem. Tym razem jednak przeczytałem sobie autobiografię agenta. Tu – już podejrzewam – czytelnik staje się czujny. Wspomnienia agentów są zawsze ciekawe. „Życie niewłaściwie urozmaicone” – tak autor nazwał swoje wspomnienia. Tym niewłaściwym urozmaiceniem było nie tyle życie agenturalne, ile jego przyczyna. A tą przyczyną była II wojna światowa. A zatem od początku. Młody Kazimierz Leski kończy studia inżynierskie w Polsce i wyjeżdża do Holandii, by działać w tamtejszych stoczniach. Uczy się i terminuje. Przy okazji ma zaszczyt pracować przy dwóch okrętach podwodnych zamówionych przez...
Mateusz Matyszkowicz
Nie tylko romansidła. Czytany jest Wańkowicz, seria Biblioteki Narodowej. A nawet Sergiusz Piasecki – od razu wiadomo, że jedzie bratnia dusza. Ja zaś po cichu i konspiracyjnie czytałem ostatnio Dobosza, Andrzeja Dobosza. Jego zbiorek felietonów „Ogrody i śmietniki” został wydany dwa lata temu, niedawno więc jak na recenzję, która nie jest na czasie, wszelako jego zawartość, złożona z tekstów napisanych całkiem niedawno, jest całkowicie nie na czasie. Takich felietonów bowiem już prawie nikt nie pisze. A jeśli już pisze, to z pewnością nie w naszej prasie, inaczej na pewno bym je mógł łatwo znaleźć i nie traktowałbym Dobosza jako wyjątku. A wyjątkiem jest i będzie. Bardzo prosty i elegancki język. Precyzja opisu. Erudycja. Większość tekstów to sprawozdania z lektur i chociaż sam nie...
Mateusz Matyszkowicz
Jak więc robi rewolucję dr Howard Kirk, główny bohater książki Bradbury’ego? Po pierwsze, uczy jej studentów. Jak przystało na socjologa, uczy socjologii. Ale socjologia jest dla niego tylko jedna – mieszanka Marksa z Freudem. Wystarczy, aby zrozumieć wszystko. Po drugie, urządza przyjęcia. Przyjęcia są ważne w tej książce, otwierają ją i zamykają. Na nich dzieje się rewolucja. Ludzie gadają i uprawiają seks. To ostatnie jest bardzo ważne i godne odnotowania jako trzeci sposób robienia rewolucji. Doktor Howard Kirk robi to ze wszystkimi kobietami. Z wykładowczyniami, z żonami wykładowców i ze studentkami. Otwiera je, uczy ekspresji i realizowania pragnień, wreszcie prowadzi te swoje rewolucyjne gierki. Rewolucyjne gierki są rozmaite i wszystkie mają uderzyć w faszyzm. Wszystkie robione...
Mateusz Matyszkowicz
Bo przecież – tłumaczę znajomym – chłopcy w tej szkole wstają o piątej rano i mają zimny prysznic. Zimny prysznic – to wydaje się całkiem zdrowe i prawe, i wcale nie antywychowawcze. Bo Kleks jest prawdziwym wychowawcą, oddanym i uczciwym i uczy dzieci samym sobą, swoją postawą, swoimi wyborami, swoim silnym (niebywale!) charakterem. Czy może być lepszy i bardziej konserwatywny model wychowania niż ten, który proponuje Kleks? Że się bawi z nimi i uczy ich jakieś dziwnej kleksografii, że pojawia się tam Paj-Chi-Wo i jakieś wschodnie wątki? A niech będzie to wszystko. Dlaczego Brzechwa wprowadza to pozorne rozluźnienie edukacji, to skupienie się na jakichś rzeczach, których pewien czas temu nie uczono w szkołach? I dobrze, że nie uczono! Wykrzykują znajomi. Ale niech pamiętają o...
Mateusz Matyszkowicz
Tak przy okazji. Cisza ma swoje stałe miejsce w lekturze. Po pierwsze, w pewnym momencie ludzie nauczyli się czytać bezgłośnie. Od tego czasu uciszamy wszystkich, który pałętają się wokół nas w czasie lektury. Warczymy i syczymy. Słychać ciężkie kroki, zamykane okna. „Drzwi jęczały, puściła już jedna zawiasa”. Możemy też doświadczać ciszy płynącej z samej lektury. To sztuka opisać ciszę. Goethe potrafił. Zofia Kossak też całkiem nieźle sobie radzi: „Cisza zaległa pod dachem”. Albo też: „Przycichła woda na moment, skupiła się w sobie zdumiona”. Jest też jeszcze inny rodzaj ciszy – taki, którego doświadczamy w czasie nieuniknionych przerw w czytaniu. Na przykład wtedy, gdy przewracamy kartki. Ten ostatni rodzaj ciszy ma swój odpowiednik w popijaniu piwa przez gawędziarza albo w...
Mateusz Matyszkowicz
Dla mnie Czarodziejska Góra odżyła po smoleńskiej tragedii. Nie tylko dlatego, że była to ulubiona powieść Lecha Kaczyńskiego, co samo jest już wymowne. W niej odkryłem ten sposób narracji, te sytuacje i tę atmosferę, która przyświeca schyłkowej III RP. Zdegenerowanemu państwu, które nie może sobie poradzić z nadciągającą katastrofą. Żyjemy w Berghofie. I tu z pomocą przyszedł Łukasz Maślanka i znakomity esej, który opublikował na portalu „Teologii Politycznej” – „Placet experiri. O końcu historii w Berghofie i jego przezwyciężeniu”. I wreszcie krótki tekst tego samego autora: „Hans Castorp patrzy na wrak”. W nim znajdujemy charakterystykę czasów, na które na przyszło patrzeć. Analogie nasuwają się same. Jak choćby wtedy, gdy Maślanka pisze: „źle wychowana pani Stöhr poszturchuje...
Mateusz Matyszkowicz
Czasem wkracza się mocniej w ten świat „Wilka i zająca”, gdy człowiek dowiaduje się, że „Po zwycięstwie Rewolucji Październikowej w Związku Radzieckim stosunek do zagadnień polarnych uległ gwałtownej zmianie”. To piękne. „Po raz pierwszy zagadnienia polarne urosły do roli ważnych zagadnień państwowych”. Tak, to ważne. Nowi mecenasi nauk, włodarze państwa radzieckiego, mądry Lenin i w ogóle dzielni panowie o dziwnych bajkowych imionach dobrze robili. Gdyby nie oni, literatura na kraciasty kocyk byłaby znacznie skromniejsza. Owszem, wyprawy Barentsa. To ciekawe było. Też przeciwieństwa, szkorbut i śmierć w lodzie. Ale to dawno było, a poza tym resztki po tej wyprawie znaleźli i tak uczeni radzieccy. A więc dlaczego? Na to pytanie odpowiada nam cytowany w książce B. Gorbatow: Polarnicy „...

Pages

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl
Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.