Numer 8 (102)/2014

Tomasz Sakiewicz
Powinniśmy, w sposób czytelny dla potencjalnego wroga, czyli Moskwy, przygotować społeczeństwo do walki nawet w wypadku pokonania naszej armii. Wróg musi wiedzieć, że ziemia będzie mu się paliła pod nogami. Trzeba ludzi tego uczyć i stale o tym mówić. Tylko w ten sposób można zniechęcić agresora do działania. Wyobraźmy sobie dwa państwa. Jedno duże z bogatą gospodarką i w miarę silną armią. Jego społeczeństwo rozleniwione dobrobytem i ufne w swoje siły zbrojne jest bardzo pokojowo nastawione do świata. Myśli o przyjemnościach codziennego życia, a wojna jest tam tematem tabu. Drugi kraj jest niewielki i biedny. Stale żyje w zagrożeniu, bo nie ma dosyć pieniędzy na armię. Za to ludzie wciąż mówią tam o wojnie. A w mediach dyskutuje się nieustannie, jak bronić się przed agresorem i jak...
Marcin Wolski
Mogłoby się wydawać, że w konfliktach między państwami przesądza stosunek sił i technologii. Gdyby tak było, do dziś trwałoby Imperium Rzymskie, którego organizacji i legionom nie mogłyby zagrozić watahy barbarzyńców, a Cesarstwo Azteków bez większego trudu powinno poradzić sobie z garstką Hiszpanów mimo ich paru armat i kilkunastu koni. W obu wypadkach zdecydował brak właściwego rozpoznania wroga – Meksykanie uznali najeźdźców za bogów, a intruzi wykorzystali słabość azteckiej władzy, przejrzeli wewnętrzne sprzeczności i pokonali Indian rękami ich samych. Podobnie barbarzyńcy w IV wieku, najpierw przenikali pokojowo przez granice, potem wstępowali do rzymskiej armii i uczyli się jej metod walki, a potem wystarczył tylko bunt germańskich legionów, które nie dostały żołdu. Brak...
Z jednych napisów na T-shirtach można by się pośmiać, śmiech to zdrowie – lepiej się śmiać niż płakać. Inne trafiają do serca, bo wyrażają naszą tożsamość. Duch w narodzie nie ginie. Widać to nie tylko w internecie, lecz także na T-shirtach. Można powiedzieć, że, co prawda, Polska jest jednym z pięciu najbiedniejszych krajów UE, ale jednocześnie na pewno nie jednym z pięciu najsmutniejszych. To zresztą kontynuacja czasów, gdy byliśmy „najweselszym barakiem obozu”. Socjalistycznego, oczywiście.  Oto napisy na koszulkach odnotowane tylko w ciągu jednego dnia. Część pierwsza to hasła niewątpliwie sarmackie. Na przykład: „Lepiej mieć brzuch od piwa niż garb od roboty”. Albo też: „Polak nie kaktus – pić musi”. A także: „Baw się i szalej – nie pytaj co dalej”.  Są też T-...
Hanna Shen
Na początku sierpnia br. wydana została w USA książka kanadyjskiego dziennikarza J. Michaela Colea pt. „Oficjalnie nieoficjalne – wyznania dziennikarza na Tajwanie”. Pozycja to zapis przeżyć zagranicznego korespondenta, ściśle powiązanych z politycznymi wydarzeniami na wyspie, która żyje pod stałą groźbą ze strony komunistycznych Chin. Książka to prawdziwa gratka dla zainteresowanych współczesną historią i polityką Tajwanu. J. Michael Cole od lat pisze na temat Tajwanu i stosunków chińsko-tajwańskich m.in. na łamach „Diplomat”, „Wall Street Journal”, „Christian Science Monitor”, „National Interest” i „Jane’s Defence Weekly”. W trakcie protestu studentów na wyspie (tzw. Rewolucji Słoneczników) na przełomie marca i kwietnia br. J. Michael Cole komentował te wydarzenia dla takich stacji,...
Stefan Czerniecki
Montoya Guido Carlotto – tak się nazywa, 114. odnaleziony po 37 latach poszukiwań. Odnaleziony spośród wielu tysięcy zaginionych podczas wojskowej junty, kiedy to porywani i mordowani byli kolejni opozycjoniści reżimu. Wnuk… przewodniczącej Babć z Placu Majowego. Argentyńskiej organizacji kobiet, które do dziś nie ustają w poszukiwaniu zaginionych wnuków. I jak widać, robią to nie bez przyczyny.  Artykuł wydawanego w Buenos Aires „4semanas” opatrzony jest niezwykłą fotografią. Oto pośrodku kilkuosobowego tłumu nad stołem widać przystojną starszą panią. Jest uśmiechnięta, ożywiona. W jej oczach widać wiele radości. Podobnie zresztą, jak u wszystkich stojących wokół kobiety. Zgromadzeni najbliżsi oraz dziennikarze spoglądają po sobie z uśmiechem. Wreszcie się udało. Fotografia...

Pages