Historia

Piotr Lisiewicz
„Nigdy nie dało się go namówić, by poszedł z wojskiem do łaźni. Wódki nie pije, nie przeklina, to któż to może być, jak nie baba?” – taka plotka na temat sanitariusza Stanisława Kepisza rozeszła się w Legionach. Ale wielu nie dawało jej wiary, chwaląc odwagę młodego żołnierza, niejeden raz udowodnioną na polu bitwy. Eliza Ludwika Daszkiewiczówna faktycznie żołnierzem była nie tylko wyborowym, lecz także wykształconym – zdała egzaminy z przedmiotów takich, jak materiały wybuchowe, organizacja armii, geografia militarna oraz tych praktycznych, jak strzelanie z browninga i mauzera. Mimo owych egzaminów do walki na linii w Legionach Piłsudskiego jej nie przyjęli – z powodu płci. Poradziła więc sobie, jak umiała.  Na fali powrotu Polaków do...
Dariusz Jarosiński
W zachowanej „Kronice Zasłużonych” komunistycznych funkcjonariuszy białostockiego więzienia pod jednym z nazwisk tamtejszych oprawców wśród wielu słów pochwał czytamy m.in.: „Sztuką jest odejść pozostawiając ślad”. Faktycznie, on i jemu podobni zbrodniarze pozostawili po sobie wiele śladów krwi polskich bohaterów, patriotów na ścianach ubeckich katowni. Już 1 marca będziemy obchodzili Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ustanowiony dzięki inicjatywie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Uczcimy pamięć tych, którzy nie godzili się na sowiecką okupację ojczyzny, nie zaprzestali walki o niepodległość i toczyli nierówną, osamotnioną walkę z bolszewią. Ginęli w bojach z grupami operacyjnymi NKWD, UB, KBW, MO, LWP. Byli mordowani w ...
Nie znosił gadać. Na pytania odpowiadał mruknięciami lub po prostu uśmiechał się do rozmówcy, puszczając dym z nieodłącznej fajki. Po Warszawie krążyły opowieści, że jeśli na jakieś pytanie dramatopisarz Jerzy Szaniawski z wysiłkiem wypluł z siebie słowo „tak” lub „nie”, to zaczynała krążyć pogłoska, że „Jerzy się dziś rozgadał”. Życiorys Szaniawskiego na pierwszy rzut oka może wydawać się nudny. Ot, jeden z dramatopisarzy, nazwisko kojarzone, ale nie do końca wiadomo z czym. Siedział całe życie na prowincji i coś tam pisał. No dobrze. Nie coś tam, tylko utwory tłumaczone na wiele języków obcych. Dziś jednak mało kto je pamięta. Milkliwość i niechęć do opuszczania rodzinnego Zegrzynka też nie pomogły mu w budowaniu własnej legendy. Nie był...
„Będzie w sacro sanctum, gdzie królowie ducha polskiego, tam gdzie Mickiewicz, Chopin, Słowacki […], bo [...] to symbol energii narodu, mocy wobec katów i gnębicieli. […] Jest »buntowszczykiem« pięści wprawdzie bezbronnej, ale potężnej”. Tak Wojciech Kossak mówił o Arturze Grottgerze. Był twórcą na wskroś narodowym, spadkobiercą wielkich romantycznych tradycji patriotycznych, genialnym wyrazicielem potęgi polskiego ducha i martyrologii swojego pokolenia, był też miłośnikiem koni i ojczystej historii, młodym adeptem malarstwa, który, zgłębiając jego arkana w Krakowie i Wiedniu, cierpiał nędzę i głód, ale karmił się sztuką i sztukę tworzył, a nieuleczalnie chory na gruźlicę zmarł w wieku 30 lat w pełni swego artystycznego...
Piotr Lisiewicz
„Nieznana przedtem młodziutka dziewczyna warszawska, wyłowiona przypadkiem z szarego tłumu statystek, zapowiada się na znakomitą wielkość artystyczną. Zjawisko to liczy zaledwie szesnaście lat, mimo to grą swą wzbudziła zachwyt” – tak o Tamarze Wiszniewskiej pisał w 1936 r. tygodnik „Kino”. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że o żadnej polskiej 16-latce nie pisano wówczas w ten sposób. Jej oszałamiającą przedwojenną karierę przerwały wojna, komunizm i wygnanie, a najmłodsza gwiazda polskiego kina pracowała w Ameryce jako robotnica, sprzedawczyni i tłumaczka w muzeum Kodaka. W 1937 r. tygodnik „Kino” zapytał aktora Mieczysława Cybulskiego, która polska aktorka ma według niego największy sex appeal. „Głosuję na Tamarę Wiszniewską. Mieć...

Pages