Numer 9 (67)/2011

Marcin Wolski
Religia lub etyka Przy obu ewentualnościach należy wziąć pod uwagę podejście do spraw fundamentalnych – w wypadku zadeklarowania gotowości uczęszczania na religię i potwierdzeniu tego np. ślubem kościelnym, liczyć się musi praktyczny stosunek do Dekalogu, praktyk religijnych, cnót ewangelicznych, szacunku dla przedmiotów kultu (np. Krzyż) oraz tych, którzy obrażają religijne uczucia innych. Rozstrzygający będzie (niezależnie od poparcia poszczególnych biskupów) pozbawiony koniunkturalizmu i dwulicowości stosunek do nauki społecznej Kościoła, szczególnie z uwzględnieniem wkładu wniesionego przez Jana Pawła II. Język polski Oceniamy tu nie tylko mniej lub bardziej biegłe posługiwanie się językiem ojczystym, ale również dbanie o precyzyjne wypowiadanie swych intencji i logiczne,...
Michał Rachoń
Lokalne media zakneblowane Ponad trzy lata po ujawnieniu kompromitującego materiału Jacek Karnowski pozostaje człowiekiem niekaranym. Wybuch afery był wydarzeniem bez precedensu w Trójmieście. Oto poważne ogólnopolskie medium skupiło uwagę na samorządzie, w którym jak w kalejdoskopie widać patologie, do jakich doprowadziła politpoprawność i chciejstwo III RP. Lokalne media – bombardowane dużo wcześniej doniesieniami o hulających po mieście przestępcach (pobity szef klubu radnych PiS w Sopocie Albert Śledzianowski), dyskotekach działających pod przykrywką klubów żeglarskich, szerzącym się nepotyzmie i korupcji – nie badały tematu. W swoim oporze trwały wystarczająco długo, aby w mieszkańcach Trójmiasta wytworzyć przeświadczenie, że korupcja w Sopocie to temat wydumany przez grupkę...
Joanna Lichocka
Podział, o którym mówimy, wziął się między innymi z tego, że rządzący uznali pamięć o Smoleńsku za swojego osobistego wroga. Właściwie nie powinno to dziwić – słusznie dostrzeżono, że był to moment odradzania się narodu, jego ducha. Niestety, Donald Tusk i Bronisław Komorowski zinterpretowali to wydarzenie ściśle politykiersko, jako moment, który może zostać wykorzystany przez PiS do przejęcia władzy. Mnie takie partyjne myślenie o jednej z największych tragedii w dziejach Polski nie mieści się w głowie, ale rządzący nie mieli z tym problemu. W imię cynicznej gry partyjnej wypowiedzieli wojnę polskiej duszy. Środki zaradcze powzięte przeciwko spontanicznemu, głębokiemu przeżywaniu narodowej żałoby są dowodem strachu Donalda Tuska. Czego boi się premier? Mitu Lecha Kaczyńskiego, jego...
Jacek Kwieciński
Ich zmobilizowanie powinno być priorytetem. Tu właśnie powinno się przede wszystkim szukać dodatkowych głosów. A nie w innych miejscach, prowadząc chyba pogoń za „niezdecydowanymi”, co w wielkiej mierze jest grą w ciemno. Prawdę mówiąc, już od dawna powinno się mieć w zanadrzu dokładną, drobiazgową, wręcz geograficzną listę, mapę tych gmin, okręgów i w pełni ją wykorzystać. W innych miejscach powinny zaś działać siły lokalne. Słyszę, że wolontariusze mają kontrolować punkty wyborcze. To wskazane. Jednak, moim zdaniem, główną rolą tych wolontariuszy powinno być zobowiązanie, że naprawdę skłonią do udania się do urn dwóch czy pięciu znajomych, sąsiadów, którzy w znacznym stopniu podzielają ich zdanie. Można by zwrócić im uwagę na szczególne znaczenie tych wyborów i dopilnować,...
Paweł Paliwoda
Ważnym objawem akcesu Tuska do układu było powołanie go przez Mazowieckiego do składu Komisji Likwidacyjnej Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej. Chodziło o podział gigantycznego majątku monopolistycznego molocha będącego własnością PZPR. Sposób tego podziału miał decydujące znaczenie dla stanu polskiej prasy, a więc również świadomości politycznej całego społeczeństwa. W kwietniu 1990 r., gdy w okrągłostołowym centrum decyzyjnym był nie tylko Jaruzelski, ale również Kiszczak i inni ludzie sowieccy, pełnym zaufaniem tego układu został obdarzony anonimowy dzieciak z „Gazety Gdańskiej”. A jego partnerami byli tacy wyjadacze, jak Jan Bijak, członek KC PZPR i współtwórca „Polityki”, z którą, zresztą, do dziś łączą Tuska bliskie kontakty. Był tam, co prawda, też Andrzej Grajewski, szerzej...

Pages