Numer 7 (65)/2011

Piotr Lisiewicz
Magdalena Samozwaniec wspominała, jak poznały się ze Stryjeńską. Pewnego dnia usłyszała, że z saloniku jej rodzinnej willi „Kossakówki” dochodzą głośne dźwięki fortepianu. Zdziwiona zeszła na dół. Zobaczyła przy fortepianie „jakieś zabawne stworzenie z murzyńską kręconą czupryną i wspaniałymi, ognistymi, ciemnymi oczami”. – Co pani tu robi? – spytała. – Jestem Zofia Lubańska – przedstawiło się stworzenie. – Ten domek mi się spodobał, więc weszłam na werandę i gram na fortepianie. Proszę mi nie przeszkadzać. Liczne awantury przyniosły jej opinię – określenie Ireny Krzywickiej – „półwariatki”. W szkole, w której rektorem był jej mąż, Stryjeńska w biały dzień powybijała szyby, a godzinę przed uroczystym oprowadzaniem po niej samego prezydenta pocięła mężowi na kawałki przygotowany na...
Marcin Wolski
Spryciarzem nad spryciarze był tu Andrzej Wajda. Potrafił podobać się wszystkim zagranicznym jurorom, władzy, widowni, a nawet donoszącemu na kolegów filmowców Zygmuntowi Kałużyńskiemu. Po latach przemilczania pokazał przecież powstanie warszawskie w „Kanale”, a także młodego AK-owca strzelającego do komunistów, kreowanego znakomicie przez Zbyszka Cybulskiego w „Popiele i diamencie”. Sam jako młody widz nie chciałem dostrzegać propagandowej wymowy dzieła, tej kraty zamykającej wyjście z kanału czy śmierci Maćka Chełmickiego na śmietnisku historii – jak lepiej można było wyrazić bezsens oporu i logikę jedynej słusznej drogi, jaką niosła komuna? Na tle internacjonalistycznej perspektywy polskość okazywała się anachroniczną przeszkodą – co miały podkreślać utrwalane nieprawdziwe stereotypy...
Od samego rana w klasztorze panuje niezwykła atmosfera. W dukangu – głównej klasztornej świątyni – jest sprawowana pudża, czyli ofiara, modlitwa. Monotonne mantry giną gdzieś w mrocznych zakamarkach świątyni, raz po raz zagłuszane wybuchami głośnej muzyki – na pierwszy plan wybijają się dźwięki talerzy, a wtórują im niskie tony trombit. Ogólne podniecenie szybko udziela się nowo przybyłym. Tłum bardzo żywo reaguje na kolejno pojawiające się maski, rekwizyty, układy taneczne. Ludzie na przemian krzyczą, śmieją się, milkną przerażeni. Poetyka uroczystości wraz z jej rozbudowaną symboliką są im bliskie, doskonale „czytają” całość misterium. Punkt kulminacyjny uroczystości – wypędzenie demonów Główne miejsce uroczystości – cz’am-ra, czyli klasztorny dziedziniec, wypełniają po brzegi...
Grzegorz Wierzchołowski
Odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa delegacji 10 kwietnia 2010 r. w Rosji – prezydenta, jego małżonki i towarzyszących mu urzędników państwa – był szef Biura Ochrony Rządu gen. Marian Janicki. Zobowiązuje go do tego, a także podległych mu funkcjonariuszy, ustawa o BOR z 16 marca 2001 r. (DzU 04.163.1712 2004-10-01 zm. DzU 04.210.2135 art.217). Szef BOR powiedział publicznie 10 dni po tragedii, iż… nie wiedział, kto leci tym samolotem. Gdy samolot z Lechem Kaczyńskim rozbił się w Smoleńsku, na lotnisku nie było żadnego funkcjonariusza BOR. Ci funkcjonariusze BOR, którzy mieli zabezpieczać delegację prezydenta na miejscu w Katyniu, nie mieli nawet przy sobie broni. Ministrowie poza prawem Gdy zapytaliśmy rzecznika Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk. Zbigniewa Rzepę, czy...
Leszek Misiak
Odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa delegacji 10 kwietnia 2010 r. w Rosji – prezydenta, jego małżonki i towarzyszących mu urzędników państwa – był szef Biura Ochrony Rządu gen. Marian Janicki. Zobowiązuje go do tego, a także podległych mu funkcjonariuszy, ustawa o BOR z 16 marca 2001 r. (DzU 04.163.1712 2004-10-01 zm. DzU 04.210.2135 art.217). Szef BOR powiedział publicznie 10 dni po tragedii, iż… nie wiedział, kto leci tym samolotem. Gdy samolot z Lechem Kaczyńskim rozbił się w Smoleńsku, na lotnisku nie było żadnego funkcjonariusza BOR. Ci funkcjonariusze BOR, którzy mieli zabezpieczać delegację prezydenta na miejscu w Katyniu, nie mieli nawet przy sobie broni. Ministrowie poza prawem Gdy zapytaliśmy rzecznika Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk. Zbigniewa Rzepę, czy...

Pages