Numer 7 (101)/2014

Olga Doleśniak-Harczuk
15 marca 1939 r. Adolf Hitler wpadł jak bomba do swojego biura i nakazał  sekretarkom, by czym prędzej dały mu całusa. „Dzieci, to najważniejszy dzień w moim życiu. Przejdę do historii jako największy z Niemców” – zawołał. Grzywka mu się zapewne potargała, gdy tak pośród aryjskich dziewcząt widział siebie większym od starego Fryca, Bismarcka, a pewnie i Wagnera. W dzisiejszym tyglu przemówią historycy. Nawiążemy do książki, która dopiero zapowiada katastrofę, i do takiej, która już ją zdołała przerobić. To banał, ale historia naprawdę lubi się powtarzać. Gdy się na niej nie uczymy. Zakurzona, ale w całkiem dobrym stanie leżała na półce antykwariatu nieopodal Wilmersdorferstrasse na berlińskim Charlottenburgu. W tym miejscu książki...
Stefan Czerniecki
Wybudowali ją sobie na skrzyżowaniu trzech wielkich rzek. Poza nimi nie ma tu praktycznie niczego. Tylko puszcza. Kajmany, papugi i węże. Dzika Amazonia w pełni. I tych kilka tysięcy śmiałków. Zuchwalców, którzy postanowili zagrać jej na nosie i zamieszkać tu na stałe. Dziś można powiedzieć, że dopięli swego. Nie możecie dalej płynąć – jego wzrok wydaje się dość surowy. Wygląda na gościa, który dawno już nie żartował. – Ale przecież wszystko się zgadza. Macie tu całą dokumentację – Carlos, nasz indiański przewodnik, spogląda na żołnierza błagalnym wzrokiem. – Nie wszystko się zgadza. I na tym właśnie polega cały ambaras, kolego! – wyglądający na dowódcę brygady wertuje kolejne kartki, które wręczył mu Indianin. Stoją na pomoście portu San Fernando de Atabapo...
Hanna Shen
Od 1997 r. Hongkong jest specjalnym regionem administracyjnym Chińskiej Republiki Ludowej. Jego mieszkańcy coraz częściej okazują na ulicach swoje niezadowolenie z rządów komunistów i z ograniczania ich podstawowych praw. Twierdzą, że w ciągu ostatnich lat pogorszył się także ich standard życia. Ceny nieruchomości rosną w niesamowitym tempie, a masowy napływ Chińczyków powoduje chaos. Hongkończycy wydają się nie wierzyć w obietnice Pekinu, że kiedyś będzie im dane brać udział w wyborach powszechnych. W tej chwili administrator regionu nie jest wybierany przez większość mieszkańców, lecz wskazany przez około 1200 osób związanych z takimi sferami, jak biznes, przemysł, związki zawodowe, organizacje pozarządowe czy przedstawicieli organizacji religijnych. W...
Iwo Bender
Szwarccharakter amerykańskiej polityki. Synonim obciachu, symbol politycznego cynizmu i kłamstwa. Używany od kilkudziesięciu lat jako retoryczna pałka do bicia republikanów. Potępiany („Wszyscy ludzie prezydenta”), a co gorsza – regularnie ośmieszany w mediach. Wykpiwał go, zupełnie á propos niczego, Robin Williams w „Good Morning, Vietnam”. W animowanej „Futuramie”, której akcja rozpoczyna się w  3000 r., jego zakonserwowana głowa w słoju pełni funkcję (bardzo złego) prezydenta Ziemi, a w „Simpsonach” ofermowaty kolega Barta nosi imię Milhouse, ewidentnie w nawiązaniu do Richarda Milhousa Nixona, 37. prezydenta Stanów Zjednoczonych. „Szanowny Panie Prezydencie. Przede wszystkim chciałbym się przedstawić. Jestem Elvis Presley i ...
Olga Alehno
Boeing należał do Malezji i nie został strącony nad Rosją. Więc dlaczego Putin zadzwonił do Obamy i zarządzając minutę ciszy dla całego rządu, oddał hołd cudzoziemcom? „Na złodzieju czapka gore”. Tak można by skwitować telefon Putina do Obamy – z Jurijem Felsztyńskim, historykiem, publicystą i przyjacielem zamordowanego w 2006 r. Aleksandra Litwinienki, rozmawia Olga Alehno. W felietonie „Trzecia wojna światowa” opublikowanym w „Gazecie Polskiej” w kwietniu br. rysował Pan możliwe scenariusze rozwoju sytuacji na Ukrainie. Na jakim etapie, idąc śladem stawianej przez Pana prognozy, znajdujemy się aktualnie? W marcu 2014 r., bezpośrednio po zajęciu Krymu przez Rosję, postawiłem dosyć ryzykowną dla historyka tezę. Wychodząc od analogii:...

Pages