Numer 6 (124)/2016

Ryszard Czarnecki
Jestem tu znowu – po niemal dwóch latach. Wtedy to był Lwów i Drohobycz. Teraz Lwów i Sambor oraz Łuki Małe. Pierwszy raz byłem w mieście określanym po łacinie jako „Leopolis Semper Fidelis” już 26 lat temu. I zawsze jest to, chcąc nie chcąc, podróż sentymentalna. Mój prapradziadek Henryk Ludwik Czarnecki pochodził z Wołynia, urodził się między Łuckiem a Równem – ale przecież Lwów to zawsze Lwów, miasto magiczne.  Dzisiejsza komunikacja we Lwowie: żółto-czerwone, sędziwe trolejbusy, żółte „marszrutki”, czyli prywatne, zatłoczone mikrobusy, wreszcie kolorowe – w zależności jakie wożą reklamy – tramwaje. Zabawne, dzisiejsi włodarze grodu Lwa pewnie nawet nie pamiętają, że kolorami „drugiego Lwowa” – czyli Wrocławia – są również żółty i czerwony, czyli barwy tutejszej trakcji...
Małgorzata Matuszak
Po 1950 r. stało się oczywiste, że obowiązujące dotychczas definicje sztuki przestają się mieścić w nowym jej ujęciu i nie przystają do rzeczywistości. Sztuka współczesna stała się tak bardzo różnorodna i wielowarstwowa, iż jej pojęcie jest obecnie jeszcze mniej możliwe do zdefiniowania niż sztuka w ogóle. Nikt też nie wie, w jakim kierunku ona zmierza.  XX wiek to okres istnienia dwóch wielkich przełomów awangardowych. Pierwszy miał miejsce w latach 20., kiedy do głosu doszły nowe ruchy artystyczne, jak choćby kubizm, dadaizm, futuryzm, surrealizm, ekspresjonizm czy fowizm; drugi nastąpił w latach 60. i 70. i obejmował zjawiska, takie jak ekspresjonizm abstrakcyjny Jacksona Pollocka, działalność artystyczną Andy’ego Warhola, „minimal art”, „environment”, sztukę efemeryczną,...
Piotr Lisiewicz
Jedna ze scenek-symboli II Rzeczypospolitej. Kawalerzysta Bolesław Wieniawa-Długoszowski wygłasza na dworcu niezapowiedzianą wcześniej mowę powitalną do odwiedzającego Polskę angielskiego pisarza Gilberta Keitha Chestertona. Padają słowa: „Nie powiem, abyśmy witali największego przyjaciela Polski. Największym przyjacielem Polski jest Bóg”. W tekście „Polski ideał”, który przedrukowujemy dziś w dziale „Retrospekcje”, Chesterton pisał o tych, w których polskość budzi nienawiść. Oni nie mają problemu z zaakceptowaniem pruskiego oficera, którego zuchwalstwo nie polega na głoszeniu idei, lecz pogardliwym spychaniu ludzi z krawężnika na ulicy. Nienawidzą rycerza, który walczy za idee. A już najgorsze, jeśli wygrywa. Bardzo mocno brzmią w III RP słowa pisarza o retoryce wrogów polskości: „...
Dariusz Jarosiński
„Wzrostu więcej niż średniego, dobrze zbudowany, poruszał się lekko, zgrabnie, miał ciemne włosy, śniadą cerę. Wyglądał na południowca […]. Wydał mi się dość sympatyczny […]. Był odważny, ale jego ruchy i spojrzenie cechowała nerwowość, ostrość, niecierpliwość […]. Było widać, że lubi broń”. W ubiegłym roku po raz pierwszy odbył się w Wilnie Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych „Tropem Wilczym”. Na patrona biegu tamtejsza młodzież wybrała por. Sergiusza Zyndrama Kościałkowskiego „Fakira”. Chociaż – wedle jego przyjaciół – jest to niezwykle ciekawa postać, obdarzona wieloma talentami, wręcz charyzmatyczna, to nadal mało znana. Żołnierz, partyzant 5. Brygady Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, kawalerzysta 1. Brygady Wileńskiej por. Czesława Grombczewskiego „Juranda”,...
Poeta Ryszard Milczewski-Bruno znany był z alkoholowych bójek i ekscesów. Do legendy przeszły jego mniej lub bardziej ekscentryczne wybryki i nieokrzesany sposób bycia. Anegdota głosi, że do jednej z takich sytuacji doszło w toruńskiej knajpie Trzy Korony. Bruno wypił tam kieliszek wódki. Następnie go rozgryzł, w efekcie czego pokaleczył sobie usta i policzki. Co zrobił poeta? Zamówił następną wódkę, żeby zdezynfekować rany. Kiedy w podręcznikach literatury pisze się o tzw. poetach przeklętych – pomijam już fakt, że to kategoria sztuczna i sprowadzająca do wspólnego mianownika bardzo odmienne osobowości i życiorysy twórców – to wymienia się zazwyczaj cztery osoby: Edwarda Stachurę, Andrzeja Bursę, Rafała Wojaczka i Halinę Poświatowską. Inni giną w zapomnieniu. Wśród nich zapodział się...

Pages