Numer 5 (63)/2011

Mateusz Matyszkowicz
Po pierwsze, najciekawsi są fałszerze, a May był fałszerzem do potęgi. Zarzucano mu, że nie odwiedził ani Bliskiego Wschodu, ani północnej Afryki, ani nawet Dzikiego Zachodu, a nie tylko o tych miejscach pisał, lecz także – czy może przede wszystkim – kreował się w książkach na doświadczonego podróżnika, westmana, przyjaciela dobrych Beduinów i wroga Beduinów złych. Miał znakomicie strzelać, jeszcze lepiej pływać (tak, tak, nawet na stojąco!), a już najlepiej w całym wszechświecie zakradać się pod nieprzyjacielskie obozowiska. Kreował się nie tylko w książkach, ale i w życiu codziennym, kiedy to podrabiał pamiątki, inscenizował fotografie (polecam w omawianej książce znakomity wybór takich fotografii), pisał listy do gazet, udzielał wywiadów i korespondował z koronowanymi głowami....
Marcin Wolski
Analogiczny proces specjalizacji dotyczy również sportu, stał się on profesją dla niewielkiej garstki zawodowców, całej reszcie pozostawiając rolę kibiców. Można powiedzieć, że dawną barwną chustę rezerwisty zastąpił kolorowy szalik w barwach ulubionej drużyny lub narodowej reprezentacji. Stadion w końcu to jedno z niewielu miejsc wyładowywania zbiorowych emocji z szansą przeżywania uczuć wspólnotowych – lokalnych i ogólnonarodowych. Być może jest to jakiś atawizm przedhistorycznej hordy, ale zbiorowej emocji nie da się porównać z intymnymi przeżyciami w zaciszu domowym czy przy ekranie komputera. Sportowcy w odróżnieniu od innych kategorii celebrytów zmagają się naprawdę. To nie cyfrowo poprawiane gwiazdy pop muzyki czy artyści wspomagani przez dublerów i efekty specjalne. To oni...
Tomasz Sakiewicz
Rok 1989 miał zmienić reguły gry. Było to również ważne dla komunistycznych reformatorów, którzy w zbankrutowanym baraku socjalizmu chcieli wyzwolić nową społeczną energię. Odzyskiwanie demokracji i budowanie suwerenności powinny przekonać obywateli do zmiany nastawienia do własnego państwa. Przekonały, ale słabo. Pomijając naturalny mechanizm obrony dotychczasowych przyzwyczajeń, zrobiono bardzo wiele, by proces zmian był niewiarygodny, a przez to osłabiony. Widząc w nowych elitach władzy współautorów owych kabaretowych absurdów gospodarczych, społecznych i politycznych, trudno było oczekiwać zrozumienia dla rządów demokratycznych. Władza była sprytniejsza, bo czerpała profity, i jednocześnie głupsza, bo z komunistycznej głupoty została stworzona. Nic też dziwnego, że marzenia o władzy...
Katarzyna Gójska-Hejke
Szczególnie polecam Państwu fotoreportaż o akcjach patriotycznych podejmowanych przez kibiców różnych klubów. Są nieocenioną wartością – angażują młodych ludzi w działania uświadamiające najnowszą historię Polski. Idę o zakład, iż to jeden z najważniejszych powodów, dla których propaganda z Czerskiej wytoczyła przeciw kibicom najcięższe działa. Są wrogiem nie dlatego, że wbiegają na murawę, odpalają race. Nawet nie dlatego, że wśród nich trafiają się rzeczywiści bandyci. A dlatego, iż potrafią uczcić pamięć choćby Żołnierzy Wyklętych i przez to uświadomić młodym (często zupełnie zdezorientowanym ludziom), że PRL był zniewolonym państwem. Poza wszystkim walka z kibicami, jaką toczy dziś rząd Tuska przy wsparciu „GW”, to doprawdy niebywały pokaz hipokryzji. A od kiedy to Tuskowi...
Filip Rdesiński
Kombatanckie początki Na swój pierwszy mecz przyszedł z ojcem. Miał wówczas niecałe 12 lat. I zakochał się natychmiast. Jego uwagę przyciągnęła wtedy waleczna atmosfera w sektorze fanatyków. Zrozumiał, że całe jego życie związane będzie z „Kolejorzem”. Dziś, w czasach na stadionach spokojnych, zaraża pozytywną atmosferą tysiące wielkopolskich kibiców. Dzięki niemu stadion Lecha Poznań pęka w szwach. Krzysztof „Litar” Markowicz swoją przygodę z ruchem kibolskim rozpoczął w połowie lat 90. To nie były czasy tak spokojne jak dziś – na trybunach regularnie odbywały się bitwy kibiców zwaśnionych ze sobą klubów. Trzeba było być twardym i gotowym na każde poświęcenie dla klubowych barw. – Pamiętam swój pierwszy wyjazd na mecz z ŁKS-em. Lało wówczas tak mocno, że przemokliśmy do samych...

Pages