Numer 10 (68)/2011

Jacek Kwieciński
Aby jednak taka dyskusja miała sens, by chociaż stwarzała nadzieje na powodzenie, chociaż niekoniecznie jutro czy pojutrze, trzeba uznać złą rzeczywistość, przyznać, jaka ona jest. Bez żadnych ogródek, bez prób jej „osładzania”. Od miesięcy apelowałem, aby, przynajmniej psychologicznie, być gotowym na możliwość niepomyślnego scenariusza. Zamiast tego dominował, i to na długo przed 9 października, bazujący na złudzeniach, całkowicie bezzasadny hurraoptymizm. Co jakiś czas rozlegały się głosy, że Partia Rządząca kończy się, rozsypuje, sypie. A przynajmniej nieznaczna jej przegrana jest niemalże pewna (nie zgadzam się z opinią, że na wynik wyborów zasadniczy wpływ miało jakieś jednostkowe wydarzenie pod koniec kampanii, chociaż jej finał z pewnością nie był udany). Bardzo chciałbym...
Rafał Kotomski
Nie było debaty Kaczyński–Tusk, to dobrze czy źle? Po debacie Kaczyński–Lis kolejne takie starcie było zupełnie niepotrzebne. Uważam, że wybór Lisa zamiast Tuska był trafniejszy, bo precyzyjniej wskazuje realnego przeciwnika. Dlaczego PiS nie potrafił, mimo z pozoru sprzyjających okoliczności, przekonać wyborców, że jest jasną i wyraźną alternatywą dla rządów koalicji PO–PSL? Ponieważ te sprzyjające okoliczności były właśnie pozorne. Kto w Polsce na poważnie interesuje się problemami zadłużenia publicznego czy stanem armii? Kto troszczy się o jakość edukacji w szkołach? Przecież nie większość. Zainteresowanie takimi zagadnieniami wzrośnie tylko w przypadku katastrofy. Wtedy reszta zakrzyknie: trzeba coś z tym zrobić. Mniejszość te problemy widzi już teraz i wyraźnie. Tyle że jest...
Jacek Kwieciński
Francja. Wielce rozczarowałem się Sarkozym. Mimo swego dynamizmu (który można też określić jako arogancję, także w stosunku do nas) przekształcił się stopniowo w konwencjonalnie francuskiego przywódcę, typu Chiraca. Owszem, próbuje przeprowadzić pewne wewnętrzne reformy, ale niekonsekwentnie. Obecnie jego porażka (zarówno prezydencka, jak i parlamentarna) jest niemalże pewna. Mimo dużych zdolności kampanijnych. Alternatywa? Jeszcze gorsza. Koalicja niezwykle dogmatycznych socjalistów, jak najbardziej wciąż komunistycznych komunistów, lewicowców i lewaków. Niemcy. Będzie to nieco później, ale prognozy wyborcze dla A. Merkel są też bardzo złe. Mówią, że to się może jeszcze zmienić, ale trudno w to uwierzyć. Merkel przegrywa seryjnie lokalne wybory, a jej koalicyjny partner (FDP)...
Jan Pospieszalski
Ale to nie programy gospodarcze partii – dług publiczny, gaz łupkowy czy emerytury – rozgrzewały emocje. W ostatnich tygodniach kampanii spoty wyborcze z jednej strony straszyły ludzi obrońcami krzyża, z drugiej ostrzegały przed perspektywą obecności w rządzie antyklerykała Palikota. Wygrana Platformy i powierzenie jej steru państwa na najbliższe lata udowadnia nie tylko siłę propagandy. Mimo zaangażowania po jednej stronie większości mediów, w tym przede wszystkim największych nadawców telewizyjnych, nie pozwoli jednak ukryć, że zamiast obniżenia podatków mamy wzrost, zamiast redukcji liczby urzędników PO zwiększa ich zatrudnienie o kilkadziesiąt tysięcy. Zamiast odpolitycznienia państwa mamy skok koalicjantów PO–PSL na wszystkie możliwe do obsadzenia swoimi ludźmi publiczne instytucje...
Dawid Wildstein
Historyjka ta, poza urokliwym chestertonowskim dowcipem, ujawnia dość banalną, a dziś zupełnie negowaną prawdę. Niezależnie od wyznawanych przez nas przekonań tyczących się ontologii bytów podnaturalnych żyjemy w świecie, którego stabilność oparta jest na krzyżu. To krzyż tworzy znaczenie wyznawanych przez nas wartości (nawet jeśli dziś niektórzy usiłują oderwać je od ich chrześcijańskich korzeni). Tym samym ma on fundamentalny potencjał wspólnototwórczy i polityczny. Odrzucenie tego znaku skończy się zniszczeniem naszej rzeczywistości. Nie musi to być zniszczenie na modłę np. nazistowską bądź komunistyczną, polegającą, jak w chestertonowskiej historyjce, na fizycznej destrukcji. Wystarczy sprowadzić ten znak do cepeliady, do tożsamościowego ozdobnika, elementu tylko sfery prywatnej,...

Pages