Numer 10 (56)/2010

Olga Doleśniak-Harczuk
Stosunek Niemców do polityki można (było) śmiało zmieścić w jednym przymiotniku: obojętny. Polityka nie bryluje w rankingach popularności. Nie debatuje się przy piwie o ostatnim wystąpieniu Angeli Merkel, co najwyżej można skrytykować jej kolejny garniturek czy zabawny trójkąt, w który nerwowo składa dłonie. Za Schrödera też nie było inaczej. Nieliczni są w stanie wymienić jego poglądy, ale parodia z flaszką piwa i kanclerzem w roli głównej do dziś wywołuje salwy śmiechu. Ujawnione przez Bettinę Röhl kompromitujące fakty ze studenckiej przeszłości Joschki Fischera egzystowały na płaszczyźnie medialnej, ale nie zaprzątały myśli przeciętnego Müllera. Tak było do kandydatury Gaucka. Autorytet byłego szefa BStU wyrwał miliony Niemców z letargu. Potem kilka miesięcy ciszy i Sarrazin. Haust...
Mateusz Matyszkowicz
Polityka jest zatem po to, byśmy żyli, a nie umierali, i po to, by dobrze wiodło się tym, którzy jeszcze nie przeszli na drugą stronę. Wydaje się wręcz, że polityka jest wrogiem śmierci. Walcząc o życie i to życie dobre, staje na przekór śmierci, która chciałaby zabrać nas do siebie jak najwcześniej. Polityka buduje ład – śmierć jest rozkładem. W przypadku ładu politycznego nietrudno jednak o błąd. Ma on w sobie coś – to coś, co my chrześcijanie nazywamy skutkami grzechu pierworodnego – coś destrukcyjnego i prawie demonicznego. Często polityka, próbując zaprowadzić ład, absolutyzuje samą siebie. Stara się wtedy pozbyć tego, co w niewygodny sposób przypomina o faktycznej skończoności tego, co doczesne, co tu i teraz, co czeka nieuchronna śmierć. Niewygodny świadek Śmierć jest...
Mitt Romney
Dziś w Waszyngtonie rządzą ci, którzy uważają, że ludzie sami nie powinni dokonywać w swym życiu wyborów. Starają się zgasić, zdusić amerykańskiego ducha, umiłowanie wolności, niezależności, gotowości do poruszenia ryzyka, inwencji, kreatywności. Nie pozwolimy im na to! [...] Zadziwiające, jaką zmianę przyniosły te dwa lata. Pamiętacie, jak  „Time” zamieścił na okładce naszą maskotkę, słonia, z podpisem „Gatunek zagrożony”? A prezydent był tak pewny siebie, że zdążył szybko rozegrać 40 partii golfa. Swoją drogą, byłoby chyba lepiej, gdyby słuchał rad swego caddie niż doradców ekonomicznych [...] Uderzenie w małe firmy Nie mogę przewidzieć skali naszego zwycięstwa, ale mogę z dużą pewnością stwierdzić, iż nastąpi odrzucenie liberalizmu [lewicowości], który dziś panuje w...
Newt Gingrich
Obecna władza wiele nie rozumie […] Obama? Amerykanie sami zdecydują, co o nim sądzą. Ale wydaje mi się, że jest lepszy w prowadzeniu kampanii wyborczej niż w wykonywaniu obowiązków prezydenckich, lepszy jako celebrity niż szef władzy wykonawczej, lepiej mówi, niż sprawdza się jako Wódz Naczelny. […] Czasem wydaje mi się, że tam, w Białym Domu, mamy do czynienia z wielkim kryzysem kompetencji […] Rozbieżność między tym, co mówi, a czego dokonuje Obama, jest wręcz dramatyczna […] Prezydent powinien podzielać podstawowe dla społeczeństwa wartości, wizję, jak i dokąd winien zmierzać kraj, choć częściowo zgodną z pragnieniami społeczeństwa. I potrafić wcielać ją w życie. Reagan odnosił tu wielkie sukcesy, naprawdę zrealizował, co zapowiedział. [...] Obecna władza, jak się zdaje, bardzo...
Życie przed wojną Władysław był wnukiem uczestnika powstania styczniowego 1863 r., zesłanego na Syberię. Urodził się 9 maja 1921 r. we wsi Kuźmianka pod Maryńskiem. Do Polski rodzina Wasilewskich powróciła w 1923 r. i osiadła w Kostopolu na Wołyniu. Tam w 1932 r. młody Władek wstąpił do ZHP. Na początku lat 30. rodzina przeniosła się do Skarżyska-Kamiennej. Ojciec Władysława – Stanisław, jako członek Polskiego Legionu Syberyjskiego otrzymał na preferencyjnych warunkach pracę w rozbudowującej się Państwowej Fabryce Amunicji. Tu Władek ukończył Szkołę Powszechną nr 2, a następnie podjął naukę w miejscowym gimnazjum i liceum. W czerwcu 1939 r. zdał do II klasy liceum. Od początku pobytu w Skarżysku należał do szkolnej drużyny, by w gimnazjum przejść do 1 Skarżyskiej Drużyny Harcerzy...

Pages