9/2006 NGP

Maciej Rybiński
Chciał w pierwszej chwili Jędrzej przybłędę wyrzucić i jeszcze Burkiem poszczuć, ale przypomniał sobie, co ludzie mówili i co w gazecie wyczytał, że łazi po okolicy czarodziej, na próbę gastronomiczną ludność wystawia, a jak go kto ugości, to mu życzenie spełnia. W sąsiednim powiecie, powiadali, jednemu za kawałek szperki babę czarownie piękną, a jeszcze w kłębach szeroką wyczarował, a gdzie indziej znowu skrzynię złotych dukatów albo bekę tęgą siwuchy. Uśmiechnął się tedy Jędrzej chytrze i pomyślał: jeśli to żaden czarownik, tylko wydrwigrosz jaki, kości mu wszystkie porachuję i choć się tym nie najem, to się przynajmniej rozgrzeję. I oczami wywróciwszy, słodko mówi przez usta w dzióbek złożone: – Ależ zachodźcie, szlachetny starcze, do izby, siadajcie na ławie, jeno ją z kurzu...
Witold Gadowski
Od 1978 r. nie uczestniczy pan w żadnych tajemniczych misjach. Czy tyle lat od pożegnania z bronią nie wystarczy, aby przestać myśleć i działać jak agent służb specjalnych? A skąd pan wie, że nie uczestniczę w misjach? Skad pan wie, kiedy żartuję, a kiedy mówię prawdę? (śmiech). Piszę książki. Niech pan jednak pamięta wypowiedziane niedawno przez Putina słowa. Kiedy zapytano go, czy czuje się byłym czekistą, odpowiedział: „Byli czekiści nie istnieją!”. Jeśli ktoś raz wstąpił do tej jaskini, nigdy już nie będzie zwykłym człowiekiem. Pana książki odznaczają się wielką wiedzą na temat historii i tajnych zakamarków najnowszych dziejów Rosji. To zasługa mojego ojca, frontowego oficera, który pasjonował się historią wojskowości. W domu mieliśmy potężną bibliotekę i już jako mały...
Nie inaczej dzieje się w naszym kraju. Przytłoczeni lawiną wypadków i prowokacji, prawd, półprawd, kłamstw i mistyfikacji, marszów i kontrmarszów, mniej lub bardziej rzetelnych komentarzy i nachalnej propagandy, jaka zwala się na nas każdego dnia toczącej się od roku bezpardonowej walki pomiędzy zwolennikami IV Rzeczypospolitej i potężnymi siłami obrońców postkomunistycznego status quo, właściwie zapomnieliśmy już o banalnych wydarzeniach, które tę lawinę uruchomiły, zanim jeszcze ciemny i krnąbrny lud zagłosował dwukrotnie inaczej, niż mu kazano. I nie chodzi tu bynajmniej o niekończący się ciąg skandali korupcyjnych, jakimi w czasach ancien régime’u raczyli nas spadkobiercy Ojca Narodów, bo do tego każdy zdążył się już przyzwyczaić (koń, jaki jest, każdy widzi), ale o dwa banalne na...
Piotr Lisiewicz
Londyn i Paryż – z tych dwóch ośrodków powojennej polskiej emigracji, która zdecydowała się wiek później pójść mało komfortową drogą Konarskiego, tylko ten drugi został należycie doceniony w III RP. O ile redaktorskim odpowiednikiem Jerzego Giedroycia był po londyńskiej stronie naczelny „Wiadomości” Mieczysław Grydzewski, o tyle za najważniejszego przewodnika ideowego „niezłomnej” antykomunistycznej emigracji uznać należy Tymona Terleckiego. Pisarza i publicystę, którego oryginalna myśl pozostaje dziś szerzej nieznana. Mimo długiego życia – Terlecki zmarł w 2000 r., mając 95 lat. Polska o innym składzie chemicznym Satyryk Marian Hemar, nieoszczędzający w swych dowcipach także najbliższych przyjaciół, z długości wystąpienia Tymona Terleckiego na pewnej pomyślanej raczej jako...
Dziś w Polsce coraz powszechniejsze jest przekonanie, że na naszych oczach dobiega końca pewna epoka. Że wśród nas są ludzie pokroju Kaliguli, Marii Antoniny, Mikołaja i żony barona von Essenbecka. Ludzie, których czas dobiega końca. Oni jednak nie dopuszczają tej myśli do siebie, przecież nie tak dawno jeszcze gięły się przed nimi wszystkie karki. Poza tym nadal mają dość pieniędzy i wpływów, by rzucić ludowi „ciasteczka”. Wreszcie, trzymają w ręku i kieszeni współczesnych kandydatów na Kadena--Bandrowskiego. Żaden współczesny pisarz nie napisał do tej pory Generała Barcza czy Mateusza Bigdy. Wcześniej czy później pojawi się jednak polski Visconti i opowie o naszych dniach. Bohaterami tej okrutniej historii będą uczestnicy zakrapianych (i fotografowanych) kolacji w willi Zawrat,...

Pages