25/2008 NGP

Krystyna Grzybowska
Traktat reformujący, nazywany też traktatem lizbońskim, zaistniał na chwilę w świadomości Europejczyków, wówczas gdy przywódcy państw członkowskich UE składali uroczysty podpis pod tym dokumentem. Nie robi na nikim wrażenia fakt jego ratyfikacji przez kolejne państwa. Również przez Francję, która odrzucając jego pierwowzór – traktat konstytucyjny – wywołała burzę w Europie. Nowy traktat prawie nie różni się od starego. Tak jak obecna UE nie różni się od tej sprzed roku, dwóch i 10 lat. Wprawdzie doszlusowały do niej nowe państwa z dawnego obozu komunistycznego, ale wbrew obawom elit brukselskich nie mają one większego wpływu na funkcjonowanie Unii, zarówno w wymiarze wewnętrznym, jak i zagranicznym. Jedynie Polska w ciągu ubiegłych dwóch lat odegrała znaczącą rolę w decyzjach UE. Dziś...
Jacek Kwieciński
Jednakże zajmowanie się wyłącznie niewyraźną postacią ministra X lub taką czy ową wypowiedzią znanego polityka przypomina nieco niedostrzeganie stale rosnącego słonia, który ma ogromną ochotę rozgościć się na dobre w naszym pokoju. I nie tylko w naszym. Na naszych oczach rośnie stale w siłę Nowa Lewica (czy też raczej neo-Nowa Lewica). Czerwień staje się modna, coraz popularniejsza w naszym kręgu cywilizacyjnym. Jej wielbiciele nastawiają się na działanie wśród ludzi młodych, którzy kiedyś będą decydować o losach Polski. Są niezwykle operatywni, zaangażowani, demonstrują w swych poczynaniach wielki rozmach. Zjawisko to jest niemalże ignorowane. A nie powinno być. Póki jeszcze czas. Dobrym przykładem dominującej postawy jest znany publicysta stwierdzający, iż michnikowszczyzna jest...
Donaldzie, trwaj! Mechanizmy wskazane powyżej są dość łatwe do odczytania dla uważnego obserwatora sceny politycznej. Są one też zwyczajnie śmieszne, jak wszystkie te tyle razy w przeszłości kompromitowane tezy o końcu polityki, zaniku światowej rywalizacji, kresie historii itp. Nie ma jednak polityki bez gry o władzę i zwiększania swoich wpływów. A gdy ktoś w takie bzdury zaczyna wierzyć, zawsze kończy się to katastrofą. Taką jak rozbiory I Rzeczpospolitej, gdy szlachta uznała, iż „państwa ościenne zapewnią spokojność obywateli naszych” czy też taką jak zamach na World Trade Center będący w jakiejś mierze skutkiem zaniechań ekipy Clintona, jej wiary w cudowny światowy postęp demokratyczny. Gdy dobrzy ludzie i demokratyczni politycy zasypiają, budzą się demony historii. A więc zasypiać...
Piotr Lisiewicz
100 lat na przeczytanie Janty Jak wyliczył Przemysław Czapliński, autor posłowia do książki „Duch niespokojny”, statystyczny Polak, przy obecnym poziomie czytelnictwa w naszym kraju, musiałby poświęcić... 100 lat, by przeczytać wszystkie książki Janty-Połczyńskiego. Opisał on w swych reportażach wszystkie kontynenty, oprócz Australii. Rozgłos przyniosły mu relacje reporterskie z ZSRR, Japonii, Chin i Dalekiego Wschodu. Wydał drukiem 23 tomy poezji, 10 tomów reportaży, 3 powieści, 2 dramaty, 7 tomów esejów, 4 pozycje w języku angielskim. W sumie złożyło się to na 63 książki i ponad półtora tysiąca artykułów prasowych w różnych językach i krajach. Aleksander Janta-Połczyński urodził się w Poznaniu 11 grudnia 1908 r. Jego ojciec, Stanisław, był lekarzem. Rodzina ojca chwaliła się...
Z kolei prezesura Dworaka przypadła na lata 2004–2006, kiedy imperium Millera chyliło się ku upadkowi. Najpierw zdradził Nałęcz i powstała komisja Rywina, następnie zdradziła Waniek i pojawił się Dworak. Z Woronicza przegoniło go dopiero zwycięskie PiS. Pamiętamy oczywiście, jak Urbański trafił do TVP – prosto z pałacu prezydenckiego. To nie jest dobra rekomendacja do pracy w mediach. Ale wystarczyło, że PiS oddało władzę, a Urbański niezwłocznie skorzystał z okazji. Ku zaskoczeniu krytyków „Wiadomości” są obecnie niezłym magazynem informacyjnym. Urbański skorzystał z „okienka”, kiedy starej władzy już nie ma, a nowa jeszcze nie okrzepła. Innym przykładem, że prawica jeśli chce, to potrafi, jest prezesura Piotra Skwiecińskiego w PAP. Stało się o nim głośno, kiedy Domański, esledowski...

Pages