17/2007 NGP

Ogień zgasł, podróżni zlodowacieli do najbliższej wiosny. Ot, i wszystko. Przezornie, bez zachwytu nad inteligencją swych czytelników, Fredro palcem wskazującym, tym służącym do napominania i grożenia, stawia kropkę nad „i”. „Gdzie bez czynu sama rada – powiada – Biada radźcom, dziełu biada”. Ten morał chciałbym dziś niepostrzeżenie przemycić do Berdyczowa. To, że słowa i czyny nie chodzą u nas w parze – to żadna nowość. Ale nie wszystko jeszcze o tym powiedziano. Rozbrat słowa i czynu polega nie tylko na zaniechaniu realizacji ogłoszonych i obgadanych projektów. Bywają czyny nieprzygotowane, nieprzetrawione przez myśl. Istnieją działania, którym, przez zaniedbania propagandowe, nie zapewniono należytego poparcia. Raz po raz fakty, które powinny spadać jak grom z jasnego nieba i...
Marek Nowakowski
„Ziemia bez nieba”, powieść opublikowana w 1957 r., choć mocno skrępowana wymogami kłamliwej ideologii, zachowała jednak pewną suwerenność. Rzecz przykrojona według reguł czarno-białych, skrywa autentyzm lat powojennych. Traktując przecież o zwycięstwie „władzy ludowej” nad reakcją, wrogiem klasowym przekazuje prawdę o ludziach antykomunistycznego oporu na wsi. Są to chłopi różnego stopnia zamożności. Swą intuicją rozpoznali nieomylnie zło zwycięskiego systemu, który w istocie jest przeciw nim, pragnącego uczynić z nich kołchozową magmę na wzór sowiecki. Dlatego bronią się zaciekle. Bohaterami pozytywnymi powieści są oczywiście komuniści, partyjniacy, agitatorzy, milicjanci. Ale bogactwo psychiki Węgrzyna, człowieka po drugiej stronie barykady, czyni tamtych „pozytywnych” przez...
Maciej Rybiński
Na naradzie oficerów sztabowych, zwołanej przy zupie rybnej Bouillabaisse, zdania były podzielone. Jedni radzili, żeby iść w lewo, inni, że w prawo, a jeszcze inni, żeby w ogóle nigdzie nie chodzić, tylko zostać na miejscu, bo jest tu przyjemny klimat, kuchnia też nie najgorsza, blisko do Cannes i do Monte Carlo, a dziewczyny można sprowadzić z Polski. Tych ostatnich kazał Hannibal na miejscu włóczyć słoniami po majdanie jako defetystów. A w końcu, po zasięgnięciu rady wróżów, chiromantów i astrologów, zadecydował: – Idziemy w prawo. Był to fatalny błąd, który wódz kartagiński rozpoznał, gdy armia, wiedziona nadzieją lepszej przyszłości, wkroczyła w Alpy w Col de Cabre. Bojąc się gniewu żołnierzy, pechowy Hannibal powiedział im, że zostali wprowadzeni w błąd przez chytrych agentów...
Jacek Kwieciński
Trudno nawet dzisiaj wymagać, by przyznano się gremialnie, iż pod hasłem „trzeba tę szansę wykorzystać” współuczestniczono w kulawym, fałszywym starcie polskiej demokracji. Takim, który na dekady ukształtował nasze życie polityczne. Nie pozytywnie. Z drugiej strony nie widzę powodu, aby całkowicie szczerze i bez żadnego zażenowania nie opisać mego ówczesnego stosunku do owych wyborów. Zaznaczając, że nigdy żadnym radykałem nie byłem. Radykałowie na ogół starali się za wszelką cenę, aby Kuroń umieścił ich na liście posłów. Lub startowali sami. Byłem najzwyklejszym antykomunistą. Cóż robiłem w samo południe 4 czerwca 1989 r.? Ano leżałem w szpitalu z powodu ogólnego wyczerpania. Bo, tak jak uprzednio w czasie Okrągłego Stołu, harowaliśmy niesłychanie, aby zaprotestować przeciw owym...
Krystyna Grzybowska
Reakcja na uzyskane przez stronę polską przedłużenia obowiązywania systemu nicejskiego do 2017 r., przez wszystkich uznawanego za najbardziej korzystny, bo dający nam tylko trzy głosy mniej od Niemców, zaskoczyła nie tylko mnie, ale wielu rozsądnych ludzi. Oto okazuje się, że mniej korzystny od nicejskiego system pierwiastkowy powinien zostać przeforsowany nawet kosztem weta (dodajmy – już drugiego w krótkim czasie), bo został zaproponowany przez Platformę Obywatelską. Zatem politycy Platformy i jej medialni sprzymierzeńcy uznali za stosowne skrytykować, ośmieszyć i przede wszystkim przekuć w klęskę sukces Polski. Stawia się pytanie brzmiące jak zapowiedź apokalipsy: a co będzie po 2017 r.? Gdyby wierzyć światłym klimatologom, zwolennikom teorii o zagładzie świata wskutek stopienia...

Pages