14/2007 NGP

Teresa Wójcik
B.G.: Wspólna waluta europejska jest wymogiem postępującej szybko globalizacji, zwłaszcza globalizacji przepływu kapitału, postępu technicznego, postępu technologii. Friedman nie miał racji, bo euro jest właśnie efektem globalizacji, a nie jedności czy wspólnoty politycznej. Wynika z potrzeb makroekonomicznych i wzrostu gospodarczego, a nie z suwerennej władzy politycznej. Docelowo, w długim horyzoncie czasowym – takim efektem będzie kiedyś jedna waluta wspólna dla całego świata. A euro jako przygotowanie do takiej waluty jest potrzebne i przyniesie w przyszłości sukces. R.B.: O przyszłości wiemy tylko tyle, że na pewno nastąpi. A czy Friedman miał rację – zobaczymy. Albo nasze dzieci i wnuki. Zresztą Friedman nie był jedynym ekonomistą sceptycznym wobec euro. O losie wspólnej waluty...
Rafał Ziemkiewicz
Bariera oddzielająca złotego od euro jest też barierą kredytu. W chwili obecnej polski przedsiębiorca skazany jest na kredyt w banku działającym na polskim rynku. Jest on o tyle droższy od zachodniego, o ile słabsza jest nasza gospodarka od tamtejszej, i to się prędko nie zmieni. W tej sytuacji polski przedsiębiorca jest upośledzony w stosunku do europejskiego nie tylko przy wchodzeniu na obcy rynek, ale także na rynku własnym – bo wchodzące do Polski oddziały wielkich korporacji de facto korzystają z tańszego kredytu w krajach macierzystych. Wszystko to wynika z faktu, że do wspólnej waluty dochodzimy z pozycji gospodarki rozwijającej się, mniej nowoczesnej i mniej konkurencyjnej od tych, które współtworzyły unię monetarną. To stawia nas w innej zupełnie sytuacji niż na przykład...
Stanisław Michalkiewicz
Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest okoliczność, że „wspólna” waluta jest jednym z najistotniejszych czynników państwotwórczych. Waluta bowiem jest nie tylko środkiem płatniczym, ale też, przynajmniej teoretycznie, ważnym kontraktem państwa z jego obywatelami. Państwo, przymuszając obywateli do posługiwania się walutą fiducjarną na podstawie przepisów o prawnym środku płatniczym, powinno gwarantować im prawdziwość tej waluty. Jeśli w przypadku pieniądza złotego władca własnym wizerunkiem albo stemplem gwarantował przepisową wagę i zawartość kruszcu w monecie, tak w przypadku walut fiducjarnych, zmuszając do posługiwania się nimi za pomocą przepisów o prawnym środku płatniczym, bierze na siebie odpowiedzialność za utrzymanie ich siły nabywczej. I rzeczywiście – tzw....
Propagandowe tuby Nie, w Polsce jest to zakazane. Lata przystawiania pieczątek, wpajania odbiorcom, że istnieją media „obiektywne”, czyli grające w orkiestrze Adama M., i prawicowe, czyli nie grające jak trzeba, zrobiły swoje. Nic więc dziwnego, że to, co napisze prasa zachodnia, jest święte i koniec, choćby były to najgorsze bzdury lub największe nawet świństwa i kłamstwa. Dlatego mój rozmówca z dumą mógł powiedzieć: „Ale tak, jak nas w Polsce, to nigdzie na świecie nie czyta się korespondentów”. Najgorsze zarzuty, poparte największymi bzdurami, czy to o niemieckich obozach śmierci stającymi się nagle polskimi, czy o antysemityzmie obecnej polskiej władzy, są brane na serio i nieproporcjonalnie nagłaśniane. Najczęściej z chamskim dodatkiem: Zobaczcie, do czego doprowadziły oszalałe...
Krystyna Grzybowska
Nie wiadomo było, kto umieścił te tajne dane, dostępne dotychczas tylko za specjalnym zezwoleniem historykom i dziennikarzom. Ich pojawienie się w internecie całkowicie zaprzeczyło lansowanej tezie, że Niemcy nie są zainteresowani lustracją. Przeciwnie – zainteresowanie było tak wielkie, że wielokrotnie doszło do zablokowania serwera, bez złośliwej interwencji hakerów. Przez cztery tygodnie stronę z listą Stasi odwiedziło ponad 5 mln osób. Berlińska prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko providerom (administratorom) serwera, podejrzanym o złamanie ustawy o ochronie danych. Ale było już za późno – w sieci zaczęły krążyć niezliczone kopie tej listy. O tym, jak się do nich dostać, można się było dowiedzieć nawet z oficjalnych stron internetowych urzędu Gaucka. Ludzie szukali w internecie...

Pages