Kresy

Na studia do Polski „Stoimy przed bardzo poważnym wyzwaniem: przed zahamowaniem procesu depolonizacji Kresów” – mówi Rafał Dzięciołowski, wiceprezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Fundacja jest obok Wspólnoty Polskiej jedną z dwóch największych organizacji pozarządowych, wspierających rodaków za naszą wschodnią granicą w kultywowaniu polskich tradycji. Co to oznacza w praktyce? Od 15 lat dofinansowuje ona lokalne gazety, wydawnictwa, stacje radiowe, pomaga w realizacji programów edukacyjnych i najróżniejszych projektów. Głównym problemem, o którym opowiada Dzięciołowski, jest ucieczka młodych Polaków z Ukrainy i z Białorusi, w mniejszym stopniu – z Litwy. Wyjeżdżają tam, gdzie żyje się łatwiej. Do Polski albo jeszcze dalej, na Zachód. To sytuacja, którą trudno oceniać...
Próby podporządkowania PSKO władzom Gdy władzom w Grodnie nie udało się umieścić na czele polskiej organizacji osoby im oddanej, wówczas zaczęły czynić próby skłonienia prezesa PSKO Tadeusza Gawina do podporządkowania się im i wykonywania ich poleceń. Gdy to się nie powiodło, postanowiono usunąć go ze stanowiska przy pomocy jego dowództwa wojskowego. Te zachowania władzy sowieckiej wobec prezesa PSKO pokazują, że od samego początku działalności organizacji była ona pod czujnym okiem władzy. Świadectwem ingerencji władz w działalność stowarzyszenia Polaków było również to, że nie pozwolono Gawinowi wejść do parlamentu białoruskiego, w którym miał zamiar bronić interesów narodowych. Zainteresowanie i ingerencja władzy i KGB w sprawy Polaków szczególnie nasiliły się przed zjazdem...
Przyjaciel W Bohdanowie stał dworek Ferdynanda Ruszczyca, malarza Młodej Polski. Jego obrazy wiszą dziś w Muzeum Narodowym, niedaleko fotografii Jana Bułhaka. Kiedy się spotkali po raz pierwszy, Bułhak był jeszcze nieznanym artystą, który przyszedł na spotkanie niosąc plik swoich najlepszych fotografii w kieszeni płaszcza. Ruszczyc docenił nieprzeciętny talent amatora i prędko stał się jego mentorem. Była to najważniejsza przyjaźń w życiu fotografika. Po latach poświęcił jej osobną książkę pt. „Dwadzieścia sześć lat z Ruszczycem”. Fotografie Bohdanowa powstawały w ciągu wielu lat. Łączy je ciepło i bliskość ujęcia – ma się wrażenie, że zaledwie parę kroków dzieli widza od ścian dworków, kwiaty jabłoni są na wyciągnięcie dłoni. Z parapetu okna można od razu zeskoczyć do ogrodu...
Katarzyna Gójska-Hejke
Po wojnie pan Katz pozostał na Litwie. Wziął sobie nową żonę, ale ta pierwsza pozostała największą miłością jego życia. Z Krepsztulami nie przestał się przyjaźnić. A oni także pozostali w Taboryszkach. Do Polski wyjechał jedynie syn – Henryk. Decyzję podjął Józef. To nie sztuka być Polakiem w Polsce. Zostaniemy. Tymczasem stan zdrowia Anny się pogarszał. Diagnoza nie dawała złudzeń – gruźlica kości. Cierpiała na nią też jej matka. Na nieszczęście choroba córki okazała się znacznie cięższa. Bywało, że całe tygodnie spędzała w łóżku. Właśnie podczas jednego z takich momentów ojciec dał jej papier i kredki. Zaczęła rysować. Chęć zabicia nudy w mgnieniu oka przerodziła się w pasję. Dziś, goszcząc w jej małym domu w Taboryszkach, nie sposób oderwać wzroku od płócien, które szczelnie...
Katarzyna Gójska-Hejke
Dopiero w Wilnie W ostatnich dniach maja 1933 r. siostra Faustyna przybyła do Wilna. Zamieszkała w domu zakonnym przy ulicy Senatorskiej. W swoim dzienniczku zanotowała: „Nadszedł tydzień spowiedzi i ku mojej radości ujrzałam tego kapłana, którego już znałam wpierw, nim przyjechałam do Wilna. Znałam go w widzeniu”. Ksiądz profesor Michał Sopoćko, bo o nim tu mowa, był wówczas spowiednikiem i opiekunem duchowym Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała święta Faustyna. Nie tylko uwierzył w mistyczne przeżycia młodej siostry, ale również zaangażował się w realizację jej misji. Duchowny zlecił wykonanie obrazu wedle wskazówek Marii Faustyny i pokrył wszelkie koszty związane z jego powstaniem. Na autora cudownego wizerunku wybrał mało znanego malarza Eugeniusza...

Pages