Józef Łobodowski

Józef Łobodowski
Od ciągłego zezowania dostaje się trwałego zeza. Młodym i ładnym kobietom dodaje to nieraz wdzięku; patrz „Zmartwychwstanie” Tołstoja. Natomiast szanującym się pisarzom jest z zezem raczej nie do twarzy. A czy zezowatym z wyboru i przyzwyczajenia również przysługują palmy męczeńskie? Jak by wyglądało dziejopisarstwo, gdyby nie były znane życiorysy wielkich, a nawet średnich i pomniejszych postaci historycznych? Wiadomo, jak wielkie znaczenie dla historyków ma lektura wspomnień i pamiętników. Każdy taki pamiętnik zawiera przecież życiorys piszącego i przyczynki, nieraz zasadniczej wagi, do życiorysów innych znanych mu osób. Sądzę, że to samo dotyczy w dużym stopniu pisarzy i artystów. Przeciwnicy biografizmu, a takich nie brakuje, twierdzą, że zaciemnia obraz twórczości i jest w krytyce...
Józef Łobodowski
Nie rozumiano w Warszawie, jakże więc miano rozumieć we Lwowie, że nacjonalizm to tylko podstawa, punkt wyjścia, że nie wystarczy powiedzieć: „Kocham Polskę” czy „Kocham Ukrainę” – aby nabyć prawa do istnienia historycznego. Historii, jak kobiecie, trzeba zaimponować, aby ją zdobyć. Kłótnią o halicko-wołyńskie podwórko nikomu się na świecie nie zaimponuje. […] Jeśli oba narody zechcą nadal szermować nacjonalizmem etnograficznym, opartym na pierwiastkach biologicznych, nie będą w stanie uczynić ani jednego kroku naprzód. Co tu pomoże etnografia, gdy na naszych oczach Lwów staje się miastem moskiewsko-mongolskim, a kto wie, czy za lat kilka nie podzieli tego losu cała Ziemia Czerwieńska. Daj wtedy, Boże, zdrowie tym wszystkim, co wołają nieprzejednani, jedni: „Małopolska Wschodnia!”,...